Blog

Nowa publikacja: „Jak to się dzieje: Nalbinding”

Ukazała się nowa publikacja Stowarzyszenia WICI poświęcona jednej z najstarszych technik pracy z włóknem – nalbindingowi, znanemu również jako ścieg igłowy. Autorką książki jest Anna Kępa, edukatorka, popularyzatorka dawnych rzemiosł i instruktorka nalbindingu.

Czym jest nalbinding?

Nalbinding to technika tworzenia dzianiny przy użyciu jednej igły i krótkich odcinków włóczki. Znana jest z odkryć archeologicznych od Skandynawii i Bliskiego Wschodu po Peru. Przez stulecia wykorzystywano ją do wykonywania ciepłych rękawic, skarpet i czapek, zanim rozpowszechniło się dziewiarstwo na drutach.

Dziś technika ta przeżywa renesans wśród osób zainteresowanych dawnymi rzemiosłami, rekonstrukcją historyczną i tradycyjnymi technikami włókienniczymi.

O publikacji

„Jak to się dzieje: Nalbinding” to praktyczny przewodnik przeznaczony przede wszystkim dla osób rozpoczynających naukę ściegu igłowego. Książka krok po kroku pokazuje podstawowe techniki pracy z igłą, omawia dwa popularne ściegi – Oslo i Fåberg – oraz prowadzi czytelnika przez wykonanie czapki.

Publikacja łączy tradycyjną formę podręcznika z materiałami multimedialnymi. Oprócz fotografii, schematów i wzorników zawiera 14 materiałów wideo dostępnych za pomocą kodów QR. Dzięki temu można nie tylko przeczytać instrukcję, ale również zobaczyć każdy etap pracy w praktyce.

W środku znajdziesz

🧶 wprowadzenie do techniki nalbindingu,

🧶 omówienie narzędzi i materiałów,

🧶 podstawowe techniki pracy z igłą,

🧶 naukę ściegów Oslo i Fåberg,

🧶 instrukcję wykonania czapki,

🧶 wzorniki kolorystyczne,

🧶 glosariusz terminów,

🧶 bibliografię i źródła,

🧶 14 filmów instruktażowych dostępnych przez kody QR.

Publikacja liczy 66 stron i została przygotowana w języku polskim oraz angielskim.

Gdzie kupić?

Wersja elektroniczna (PDF)

Dostępna w sklepie Etsy (kliknij w link lub skopiuj go do przeglądarki):
https://wicistore.etsy.com/listing/4468363612

Wersja drukowana (język polski)

Dostępna na Amazon (kliknij w link lub skopiuj go do przeglądarki):
https://www.amazon.pl/dp/B0GW1KYMVL

O autorce

Anna Kępa – antropolożka i etnografka z doświadczeniem w rekonstrukcji historycznej.

Edukatorka, popularyzatorka dziedzictwa kulturowego i fotografka rzemiosła.

Od blisko dziesięciu lat zajmuje się nalbindingiem, prowadząc warsztaty, tworząc materiały edukacyjne i dokumentując dawne techniki włókiennicze.

Współzałożycielka Stowarzyszenia WICI oraz sklepu WICIstore.

Instagram: @wool.nerd

W poszukiwaniu krajek tabliczkowych w muzeach etnograficznych

Na początku tego projektu postawiłam sobie pytanie, gdzie i w jakiej formie tkactwo tabliczkowe było obecne w kulturze ludowej ziem polskich? Zaciekawiło mnie, gdzie w muzeach w Polsce znajdę pasy wykonane na tabliczkach i jaka jest ich historia. Dodam, że wiedziałam o co najmniej kilku, ale dzięki tegorocznym badaniom odkryłam sporo zabytków i historii z nimi związanych.

Dla przypomnienia, tkanie na tabliczkach to bardzo stara technika tkania pasów z włóczki na krosienku tabliczkowym, czyli zestawie małych płaskich tabliczek, których obracanie pozwala uzyskać ciekawe, unikatowe wzory. W Polsce tabliczki pojawiają się coraz częściej w kontekście archeologii i rekonstrukcji historycznej, na festiwalach starożytności czy średniowiecza często spotkać można rekonstuktorki, które na żywo pokazują, jak działa tkanie na tabliczkach.

Mnie zainteresowały jednak czasy znacznie nam bliższe, XIX i XX wiek. Czy możliwe jest, aby nasze prababki żyjące na wsiach tkały w ten sposób paski i tasiemki? Wyruszyłam więc w podróż po muzeach, archiwach i bibliotekach, aby zobaczyć, co kryje się w magazynach i porozmawiać z opiekunami tych zbiorów.

Od Gdańska po Kraków

W ramach moich badań przeglądałam zbiory Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, Muzeum Etnograficznego w Toruniu, Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu i Muzeum Etnograficznego w Krakowie, a także archiwa i biblioteki: archiwum Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Etnograficzne Archiwum im. Bronisławy Kopczyńskiej-Jaworskiej, biblioteki Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej PAN w Warszawie, księgozbiór Uniwersytetu Gdańskiego oraz Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Wszędzie udzielono mi dużo wsparcia, za co serdecznie dziękuję pracownikom powyższych instytucji.

Kwerenda w muzeach jest szczególnie ciekawa. Składa się z szeregu działań, takich jak przeglądanie kart katalogowych, sprawdzanie opisów, porównywanie informacji, a tam, gdzie to możliwe – bezpośredniego oglądania zabytków. Krajek tabliczkowych nie było na wystawach dostępnych publiczności, oglądałam obiekty, które muzea przechowują w magazynach. Nie zawsze bezpośrednie zobaczenie zabytków jest to możliwe. W przypadku zbiorów warszawskich moja praca ograniczała się do katalogu online ze względu na trwający w Państwowym Muzeum Etnograficznym remont.

Źródła informacji o krajkach

Kwerendy w archiwach i bibliotekach pokazały wyraźnie, że odpowiedź na pytanie o tkanie na tabliczkach w Polsce w kontekście tradycji wsi jest złożona i wymaga łączenia wielu wątków, żeby uzyskać choćby jej zarys. Trzeba ją składać z fragmentów historii – z obiektów muzealnych, terenowych notatek etnografów i rozmaitych publikacji z wielu dziedzin.

Wiedza o tkactwie pasów jest rozproszona między różnymi dziedzinami. Najczęściej pojawia się w etnografii stroju ludowego, w opracowaniach dotyczących rzemiosł i technik tradycyjnej wytwórczości oraz w historii włókiennictwa. Uzupełniają ją publikacje historyczne, z zakresu historii sztuki, katalogi wystaw etnograficznych i opracowania dotyczące rękodzieła. Nawet bardzo specjalistyczne publikacje poświęcone w całości tkactwu ludowemu skupiają się przede wszystkim na tkaniu dużych tkanin, pasy jako akcesoria to często ostatni, krótki akapit.

Praca z tym materiałem ma iście detektywistyczny charakter. To tropienie wątków i podążanie śladami konkretnych badaczy – ich badań terenowych, notatek, publikacji. Źródła te trzeba ująć w szerszym kontekście: zmiany granic państwowych, przesiedleń i migracji ludności, uprzemysłowienia, stopniowego odchodzenia od tradycyjnego stroju ludowego. W kontekście tradycyjnego tkactwa ważna jest działalność Cepelii (Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego), która zajmowała się zbytem towarów wykonanych przez twórców ludowych. Ten scentralizowany handel wpłynął na to, co tkano na wsiach, ponieważ odbiorcą nie byli już miejscowi, ale miasto. Wyroby tkackie skupowane przez Cepelię stały się elementem wyposażenia wnętrz czy ozdobą w mieście, tracąc związek z tradycjami wsi.

Krajki w polskich muzeach etnograficznych

Kontekst historyczny i społeczny bardzo pomaga zinterpretować zabytki muzealne. Czego dowiedziałam się o krajkach odwiedzając muzea? W każdym z muzeów, które odwiedziłam w zbiorach dominują pasy wykonane techniką wybierania na nicielnicach – gdzie wzór powstaje przez wybieranie odpowiednich nici osnowy. Obok nich pojawiają się krajki tkane na bardku, szerokie pasy wykonywane na warsztatach tkackich (często przekraczające 10 cm szerokości), pasy plecione oraz takie, które łączą tkactwo z haftem. Krajki tabliczkowe stanowią wyraźną mniejszość. W praktyce oznacza to kilka krajek tabliczkowej w kolekcji instytucji.

W Muzeum Etnograficznym w Toruniu są to dwie bardzo wąskie krajki tabliczkowe, wykonane z wełny, o szerokości poniżej jednego centymetra. Są z Wileńszczyzny, mają pochodzenie „przesiedleńcze”, to znaczy, że trafiły do muzeum wraz z ludnością przesiedloną po zmianie granic na skutek II wojny światowej. Obie mają prawdopodobnie ponad 100 lat.

W Muzeum Etnograficznym w Krakowie znajduje się pięć krajek tabliczkowych – również związanych z Kresami, z terenami dzisiejszej zachodniej Białorusi.

W zbiorach Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie znajduje się natomiast szczególnie interesujący przykład – krajka opisana jako huculska, pochodząca z okolic dzisiejszego Iwano-Frankiwska, około 130 kilometrów na południe od Lwowa. Jest to tzw. paprużka – pas z pomponami, charakterystyczny dla stroju huculskiego, pełniący funkcję zarówno użytkową, jak i dekoracyjną.

Fotografie powyższych zabytków będą uzupełniane na bieżąco, po pozyskaniu zgody na publikację z poszczególnych instytucji. Poniżej krajki tabliczkowe ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej w Toruniu.

Technika tkania na tabliczkach

Pod względem technicznym wszystkie krajki tabliczkowe, jakie widziałam w muzeach są stosunkowo proste. Tabliczki obracane są razem w jednym kierunku, liczba ich jest niewielka – od kilku do kilkunastu. Wzory wykorzystują podstawową właściwość techniki, czyli powstawanie linii ukośnych. Najczęściej układają się one w motywy jodełkowe, kolory są mocne i konstrastujące. Możliwe, że krajki tabliczkowe nazywano „kręconymi”, co jest dość instuicyjne biorąc pod uwagę zarówno obracanie tabliczek, jak i charakterystyczny skręt nici osnowy.

W porównaniu z krajkami wybieranymi, których jakość wykonania i zaawansowanie techniczne jest niezwykle wysokie, ludowe krajki tabliczkowe prezentują się skromnie. Ich twórcy znali prawdopodobnie tylko podstawy tej techniki. Dla porównania – znaleziska ze stanowiska archeologicznego Snartemo w Norwegii (V–VI wiek), pokazują znacznie bardziej złożone struktury wzorów, tworzone przy użyciu kilkudziesięciu tabliczek obracanych indywidualnie i czterokolorowych układów nici. W przypadku analizowanych krajek ludowych mamy do czynienia raczej z uproszczoną, użytkową formą tej techniki. Innymi słowy, wydaje się, że znajomość techniki znacznie spadła na rzecz innych, przede wszystkim tkania metodą wybierania, które jest technicznie łatwiejsze, a pozwala na uzyskanie szerokiej palety ciekawych figur i wzorów geometrycznych.

Pochodzenie ludowych krajek

Warto zwrócić uwagę na kontekst geograficzny zbiorów. Krajki – niezależnie od techniki – pojawiają się najsilniej w pasie wschodniego pogranicza – Polski północno-wschodniej i Kresów: od terenów dawnej Wileńszczyzny, przez obszary dzisiejszej zachodniej Białorusi, aż po zachodnią Ukrainę, w tym Huculszczyznę.

W różnych regionach krajki przyjmują różne formy, ale pełnią podobne funkcje: jako pasy do przewiązywania odzieży, taśmy podtrzymujące jej elementy, czasem także jako przedmioty o znaczeniu symbolicznym (tak magicznym-ochronnym, jak i religijnym). Są przekazywane z pokolenia na pokolenie, jako dary, są używane w trakcie uroczystości i obrzędów przejścia jak narodziny, wesele, pogrzeby itp.

W centralnej Polsce, słynącej z tkania tkanin w pasy (tzw. pasiaków), krajki pojawiają się rzadziej, choć występują np. jako tasiemki do wiązania zapasek lub szerokie pasy do przewiązywania męskiej sukmany. Ciekawym tematem, któremu chcę się przyjrzeć w najbliższym czasie to tkanie na bardku u Słowińców, czyli Kaszubów zamieszkujących tereny nad jeziorami Gardno i Łebsko, którzy podobno lubowali się w kolorowych wstążkach.

Jak krajki znalazły się w muzeach

Wiele z krajek trafiło do polskich muzeów po I i II wojnie światowej, wraz z osobami powracającymi i przymusowo przesiedlonymi z Kresów Wschodnich. Stroje i ich elementy były dla wielu z tych ludzi ważne, łączyły ich z domem, tradycjami, przodkami. Jednak w nowych miejscach i warunkach skarby te stopniowo traciły kontekst i znaczenie. Trwała zmiana miejsca zamieszkania oznaczała również przerwanie pamięci wspólnoty i ciągłości rzemiosła. Trudno przenieść warsztat tkacki przez setki kilometrów, jeszcze trudniej utrzymać jego funkcję w świecie, w którym dostępne są tkaniny produkowane przemysłowo, a sam strój ludowy przestaje być elementem codzienności.

W efekcie zmian politycznych i społecznych, wiele z tradycji tkackich w Polsce po 1945 r. odeszło w zapomnienie. Ciągłość zachowana została u naszych sąsiadów, np. na Litwie i wśród Litwinów w Polsce. Wspaniale opowiada o tym książka Juosta žmogaus gyvenime („Krajka w życiu człowieka”) autorstwa Anastaziji Sidarienė (Anastazji Sidor), w której krajka przedstawiona jest jako element życia – związany z codziennością, rytuałami i symboliką. Panie Anastazja Sidor i Urszula Wasilewska działają w okolicach Puńska i przywracają wiedzę o krajkach litewskich i ich znaczeniach poprzez warsztaty, wystawy i przekaz umiejętności. Krajki wybierane z okolic Sokółki i tradycje z nimi związane opisały Aleksandra Pluta, Edyta Wiśniewska w publikacji „Krajka. Sokólska tkanina ludowa”.

Poniżej przykłady krajek wybieranych z Sokólszczyzny, Wileńszczyzny (dziś w większości Litwa) i Nowogródczyzny (dziś Białoruś), ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej w Toruniu.

Datowanie krajek ludowych

Większość analizowanych pasów pochodzi z ostatnich dekad XIX i pierwszej połowy XX wieku. Wiele nie ma dokładnego datowania. W dokumentacji muzealnej często zachowuje się jedynie data pozyskania, zakupu lub przekazania obiektu. Czas jego powstania można określić jedynie orientacyjnie.

Co więcej, praca z tym materiałem ma swoje ograniczenia. Nie wszystkie opisy zabytków są jednoznaczne albo poprawne, co jest zrozumiałe, ponieważ rozpoznanie techniki tkackiej, splotu czy włókna wymaga specjalistycznej wiedzy. Rzadko kiedy znamy nazwisko twórcy. Brakuje badań włókien, dokładnych analiz technicznych, kontekstu użytkowania. Wiele obiektów to dary lub materiały z badań terenowych, pozbawione szczegółowej dokumentacji.

Dlatego badanie krajek, w tym tych tabliczkowych, ma w dużej mierze charakter pętli, w której szukanie odpowiedzi prowadzi do stawiania coraz to nowych pytań. Do tych samych zbiorów wraca się wielokrotnie, za każdym razem dostrzegając coś nowego. Dobrym przykładem są krajki z Muzeum Etnograficznego w Krakowie – część z nich była już przeze mnie analizowana na podstawie fotografii w poprzednim projekcie w pandemicznym roku 2020, a mimo to kolejne kwerendy tego zbioru przynoszą nowe obiekty, nowe obserwacje i pytania.

Wnioski

Na tym etapie mogę powiedzieć, że tkactwo tabliczkowe w kulturze ludowej ziem polskich jest zjawiskiem obecnym, co potwierdzają zabytki, ale słabo uchwyconym w źródłach i publikacjach. Z perspektywy dzisiejszej Polski, krajka, szczególnie krajka tabliczkowa, to zjawisko wschodniego pogranicza. Łączy nas z sąsiadami, stanowi świadectwo przenikania się tradycji, estetyki i umiejętności. Jest też mostem do jeszcze dawniejszej przeszłości, związanej ze Słowianami, Bałtami, Skanynawami, których kultury przenikały się wokół Bałtyku i dalej w pasie dzisiejszego wschodniego pogranicza. Choć ilość zabytków ludowego tkactwa tabliczkowego jest niewielka, można z nich wyczytać kolorystykę, technikę, wzornictwo, a czasem poprzez porównania i analogię, zastosowanie i znaczenie.

Następne kroki to kwerendy w kolejnych muzeach, a także próba odtworzenia wybranych krajek tabliczkowych wraz z upowszechnieniem ich wzorów, które będą idealne dla osób początkujących, także dzieci. Efektem końcowym projektu będzie otwarta publikacja elektroniczna, w której – na tyle, na ile to możliwe – spróbuję zebrać różne wątki z badań i rekonstrukcji i połączyć je w historię, którą możemy kontynuować.

Emilia Pawłusz

Z Chorwacji z nową perspektywą. O regeneratywności, zarządzaniu i przyszłości organizacji

Co sprawia, że jedne organizacje po latach wciąż mają energię do działania, a inne gasną mimo dobrych pomysłów i zaangażowanych ludzi? Jak rozpoznać moment, w którym zespół działa już „na rezerwie” – i co można z tym zrobić? Ten tekst jest zapisem naszych doświadczeń ze szkolenia Erasmus+ w Chorwacji oraz pracy z narzędziami, które pomagają patrzeć na organizację jak na żywy system. Dla osób z NGO, instytucji, edukacji i małych zespołów, które chcą działać strategicznie i długofalowo.

W listopadzie Anna Raczkowska i Emilia Pawłusz, czyli 2/3 zarządu Stowarzyszenia Wici, wzięły udział w międzynarodowym szkoleniu Sustainable Future of Organisations (Zrównoważona przyszłość organizacji) w chorwackim Stubičke Toplice, niedaleko Zagrzebia. Trening był częścią dwutelniego projektu Erasmus+ (KA210), realizowanego przez Academy of Growth e.V. z Niemiec oraz Čisteći Medvjedići z Chorwacji. Spotkaliśmy się z młodymi liderami, edukatorami i pracownikami organizacji pozarządowych z różnych krajów programu Erasmus+, by wspólnie przyglądać się nowym sposobom myślenia o pracy, zarządzaniu i relacjach w zespołach.

Jak wygląda trening Erasmus+?

Szkolenie miało intensywny, warsztatowy charakter i było prowadzone metodami edukacji pozaformalnej – czyli takimi, w których kluczowe są doświadczenie, praktyka i aktywne uczestnictwo. Pracowaliśmy w międzynarodowych zespołach nad realnymi wyzwaniami, które każda z organizacji przywiozła ze sobą. Uczyliśmy się poprzez działanie, rozmowę, ćwiczenia zespołowe, symulacje i wspólną analizę konkretnych sytuacji z codziennej pracy.

Ważną częścią treningu była wymiana doświadczeń – różne kraje, różne konteksty, a bardzo często podobne problemy i pytania o przyszłość organizacji. Dużo uwagi poświęcono także dobrostanowi zespołów, komunikacji i długofalowemu planowaniu, które nie opiera się na przeciążeniu, lecz na świadomym gospodarowaniu zasobami. Dzięki tej formule trening nie był abstrakcyjny – wszystkie narzędzia i podejścia od razu mogliśmy odnieść do realiów naszej pracy w Wiciach.

Najmocniejsze punkty: regeneratywność i podejście holistyczne

Dwa podejścia szczególnie mocno z nami rezonowały. Pierwszym z nich było zarządzanie oparte na idei regeneracji. Metafora regeneracji pochodzi z natury – przyroda nieustannie się odnawia, przechodzi przez cykle wzrostu, odpoczynku i odrodzenia. Podobnie można myśleć o organizacji jako o żywym systemie, który potrzebuje równowagi, energii i przestrzeni do rozwoju. Regeneratywna organizacja nie działa w trybie „więcej, szybciej, taniej”, ale buduje warunki, w których ludzie, pomysły i relacje mogą rozwijać się w długiej perspektywie.

Drugim bardzo ważnym elementem była metoda Holistic Context – całościowe podejście do wyznaczania celów i podejmowania decyzji. To metoda, która wymaga czasu, namysłu i pracy zespołowej, ale daje proporcjonalne efekty: spójność działań, większą klarowność kierunku rozwoju i lepsze osadzenie decyzji w wartościach organizacji oraz realnych potrzebach zespołu.

Jak zarządzana jest Twoja organizacja?

Jednym z najbardziej porządkujących narzędzi, z którymi pracowaliśmy, była Skala spektrum regeneracji: samoocena (Regeneration Spectrum Scale: Self-Assessment). Narzędzie to pozwala spojrzeć na codzienne funkcjonowanie organizacji z trzech perspektyw – bardzo konkretnie, przez pryzmat realnych sytuacji.

Działania degeneratywne to takie, które powoli „zjadają” energię zespołu i prowadzą do wypalenia, napięć i chaosu. Z życia wzięte przykłady to:

  • 🔴 sytuacja, w której jedna osoba od miesięcy „ciągnie” większość projektów, bo „zna temat najlepiej”, a reszta zespołu coraz bardziej się wycofuje albo boi przejąć odpowiedzialność,

  • 🔴 ciągłe „gaszenie pożarów” zamiast planowania – decyzje podejmowane na ostatnią chwilę, zmieniane w trakcie realizacji, bez czasu na omówienie i bez jasnych ustaleń, co kto właściwie robi.

Działania zrównoważone pozwalają organizacji działać względnie stabilnie, ale często bez realnej przestrzeni na rozwój i zmianę. To na przykład:

  • 🟡 realizowanie projektów „od naboru do naboru” – zespół daje radę, terminy są dotrzymywane, ale po zakończeniu wszyscy są zmęczeni i nie ma czasu, by spokojnie podsumować, co zadziałało, a co warto zmienić,

  • 🟡 poprawna, uprzejma współpraca, w której jednak nie ma przestrzeni na pogłębioną ewaluację, trudniejsze rozmowy o przeciążeniu, granicach czy różnicach zdań, bo „nie ma kiedy” albo „to nie jest na teraz”.

Działania regeneratywne to te, które realnie odbudowują zasoby – ludzkie, organizacyjne i relacyjne – i pozwalają organizacji rosnąć w zdrowy sposób. W praktyce mogą wyglądać tak:

  • 🟢 świadome zatrzymanie się po intensywnym projekcie: kilka dni przerwy, wspólne podsumowanie i świętowanie, rozmowa o emocjach, zmęczeniu i potrzebach zespołu, zamiast natychmiastowego wchodzenia w kolejne zadania,

  • 🟢 podejmowanie decyzji z udziałem zespołu, nawet jeśli trwa to dłużej – z uważnością na to, kto jaki ma zakres odpowiedzialności, jakie są realne zasoby i na co w danym momencie naprawdę nas stać; jakie decyzje nam służą w perspektywnie lat, nie tylko na teraz.

Dla nas w Wiciach praca z tą skalą była bardzo otwierająca. Pomogła nazwać zarówno wyzwania, nad którymi chcemy pracować, jak i nasze mocne strony. Co ważne – po lekkim dostosowaniu narzędzie to można stosować nie tylko w NGO, ale także w firmach, szkołach czy instytucjach.

Co znajdziesz w przewodniku Sustainable Future of Organisations?

Efektem projektu jest bezpłatna publikacja Sustainable Future of Organisations czyli praktyczny przewodnik do pracy nad strategią, kulturą organizacyjną, przywództwem i podejmowaniem decyzji, równowagą między pracą a życiem prywatnym.

W przewodniku znajdziesz zarówno konkretne narzędzia diagnostyczne, jak i ćwiczenia dla zespołów – w tym także dotyczące dobrostanu i przeciwdziałania wypaleniu (m.in. strona 71). To materiał, który nie narzuca gotowych rozwiązan, ale pomaga porządkować procesy, zadawać właściwe pytania i budować bardziej świadome organizacje.

📘 Bezpłatny PDF do pobrania (aby zapisać, kliknij lub skopiuj link do przeglądarki):
👉 Przewodnik Sustainable Future of Organisations (ENG, 2025)

Nie tylko dla NGO

Choć guidebook powstał z myślą o organizacjach pozarządowych, jego treści są dużo bardziej uniwersalne. Z powodzeniem mogą z niego korzystać także właściciele małych firm, członkowie instytucji kultury, muzeów czy organizacji edukacyjnych. Zawarte w nim koncepcje to po prostu dobre, odpowiedzialne zarządzanie, oparte na wartościach, relacjach i długofalowym myśleniu.

Co zabieramy z Chorwacji do Wici?

Dla nas udział w treningu był ważnym momentem refleksji – szczególnie w kontekście prawie dziewięciu lat działalności Wici i pytania „co dalej?”. Wracamy z Chorwacji z dużą dawką inspiracji, ale też z ciekawą świadomością, że w wielu obszarach od lat działamy w sposób zrównoważony i regeneratywny – tylko wcześniej nie nazywałyśmy tego w ten sposób. Intuicyjnie, poprzez codzienną praktykę prowadzenia organizacji, ale też dzięki wieloletniej współpracy z innymi stowarzyszeniami, instytucjami i zespołami, wypracowałyśmy rozwiązania bardzo bliskie temu, co Thomas Hagmans i Juraj Tomljanović, czyli twórcy przewodnika określają dziś jako regeneratywne zarządzanie. To dało nam nie tylko poczucie spójności, ale też język do opisywania tego, co już od dawna staramy się robić świadomie.

Bardzo dziękujemy Čisteći Medvjedići 🇭🇷 oraz Academy of Growth e.V. 🇩🇪 za przygotowanie szkolenia, a wszystkim uczestnikom za intensywną wymianę doświadczeń. Różne kraje – bardzo podobne wyzwania.

Spontaniczne barwienie na żółto kwiatem i przyprawą

Turmeric powder and calendula flower heads

Wiosenne słońce potrafi obudzić w człowieku potrzebę koloru. Nie tego jaskrawego, nachalnego, ale ciepłego, naturalnego, jak światło przechodzące przez bursztyn. Takiego właśnie koloru można poszukać w barwniku roślinnym – a dokładniej, w połączeniu kwiatu i przyprawy, którą pewnie masz w domu. Gwiazdami dzisiejszych eksperymentów barwierskich są suszone płatki nagietka oraz sproszkowana kurkuma. Z tymi składnikami barwienie na żółto jest proste i wydajne.

Włóczka

Do barwienia przygotowałam około 70 g wełny owczej – dwie różne partie, od innych producentów. Obie zostały przewinięte w tak zwany szalik, związany luźno tą samą włóczką w trzech miejscach. Wełna rozciągnięta w szalik lepiej się układa w kąpieli, nie plącze i łatwiej się ją płucze po farbowaniu.

Zaprawa – ałun

Pierwszym etapem było zaprawienie wełny w roztworze ałunu. Użyłam około 10 g na 70 g wełny. Ałun to naturalna substancja mineralna, od dawna wykorzystywana w farbiarstwie – pomaga barwnikowi wniknąć głębiej we włókno, utrwala kolor i poprawia jego trwałość. Wystarczy go rozpuścić w ciepłej wodzie i zanurzyć w niej wełnę na przynajmniej godzinę. Najlepiej utrzymać ciepło i zostawić garnek na wolnym ogniu, jeśli masz taką możliwość. Po godzinie wyjęłąm wełnę, delikatnie wycisnęłam i wyniosłam na 15 minut na balkon, żeby nieco przeschła.

Kąpiel barwierska

W osobnym garnku zagotowałam niewielką ilość wody z suszonymi płatkami nagietka (zbiory z 2022 roku). Kwiaty były przechowywane w suchym, ciemnym miejscu i zachowały nawet dużo koloru, jednak za mało, żeby równo zafarbować całą wełnę. Dlatego do wywaru dodałam łyżeczkę kurkumy spożywczej – tej samej, którą używa się do curry. Kurkuma to bardzo wydajny barwnik – wystarczy jej naprawdę niewiele, a kolor od razu się pojawia.

Wywar gotował się bez wrzenia, przez około pół godziny. Po tym czasie garnek odstawiłam go na bok, żeby dać składnikom jeszcze trochę czasu na puszczenie koloru. Następnie odcedziłam płatki (by uniknąć przyczepiania się drobinek do włókna) i przelałam płyn do większego garnka, który zawsze wykorzystuję do barwienia. Uzupełniłam skoncentrowany barwnik przefiltrowaną wodą, taką z domowego czajnika z filtrem. Tak powstała kąpiel barwierska – gotowa do przyjęcia wełny.

Barwienie na żółto

Kiedy kąpiel barwierska była już gotowa, zanurzyłam wełnę. Robię to powoli, ostrożnie – włókno nie lubi szoku temperaturowego ani zbyt intensywnego mieszania. Całość podgrzewałam na wolnym ogniu (de facto na kuchence elektrycznej) przez około 40 minut. Potem wyłączyłam palnik, przykryłam garnek i odstawiłam kąpiel do ostygnięcia. Wełna chłonęła barwnik jeszcze przez kilka godzin – w barwierstwie nie trzeba (a nawet nie można) się spieszyć.

Na koniec przędzę wypłukałam w letniej wodzie, aż woda była zupełnie czysta. Rozwiesiłam na balkonie do wyschnięcia – na płasko, z dala od bezpośredniego słońca.

Efekt duetu kurkuma i nagietek

Gotowa wełna przybrała ciepłą, miodową barwę – intensywną, równą, świetlistą. Obie partie wełny zabarwiły się podobnie, mimo że miały nieco inną fakturę. Kurkuma pięknie wzmocniła efekt nagietka, dodając mu głębi, intensywności i blasku. To jedna z tych kąpieli, która nie wymaga wiele, a daje bardzo satysfakcjonujące rezultaty. Zabawne jest to, że mam wełnę w dokładnie takim kolorze kupioną w sklepie, barwioną przemysłowo.

Kilka praktycznych wskazówek

  • Kurkuma jest bardzo wydajna – wystarczy niewielka ilość (np. płaska łyżeczka na garnek wody), by uzyskać intensywny kolor. Używać można zwykłej, spożywczej – sprawdza się doskonale.

  • Sam nagietek daje kolor delikatniejszy, czasem tylko lekko słomkowy. Jeśli zależy na głębi, warto go połączyć z kurkumą, a późnym latem z koszyczkami wrotyczu.

  • Proporcje dla większych partii: na każde 100 g suchej wełny można zastosować 15–20 g ałunu. Ilość barwnika zależy od efektu – ale zwykle 2–3 garście suszonych kwiatów i 1–2 łyżeczki kurkumy wystarczą na większy garnek (4–5 litrów).

  • Farbowanie w kuchni: warto mieć osobny garnek (emaliowany lub stalowy) przeznaczony tylko do farbowania – nie do jedzenia. Pomocne są też drewniane łyżki i sitko do filtrowania. Dobrze mieć wszystko w zasięgu ręki, żeby nie zostawiać kąpieli samej sobie.

  • Zapachy: kurkuma pachnie intensywnie, nagietek – delikatnie, ziołowo. Przyprawa zdecydowanie dominuje kolorystycznie i zapachem w tej kąpieli barwierskiej.

Jak wykonać proste buty wczesnośredniowieczne?

Wiosna nadeszła, a wraz z nią wyczekiwanie na kolejny sezon imprez plenerowych związanych z historią i archeologią. Może to idealny moment, by wkroczyć w niego w nowych, średniowiecznych półbutach w stylu skandynawskim? 😉

Buty z Jorvik

Każdy rekonstruktor na pewno ten klasyczny wzór. Buty z Jorvik, znane również jako buty wikingów z Yorku, oparte są na oryginałach znalezionych podczas wykopalisk w pobliży ulicy Coppergate w Yorku w Anglii. Buty datowane są na X-XI wiek.

Ten prosty, ale przyciągający wzrok średniowieczny “design” ma w sobie także nutę elegancji. Skandynawskie buty z X wieku wykonane są tradycyjną metodą „na wywrotkę” – szyte po lewej (wewnetrznej) stronie, a następnie odwracane na prawą (zewnętrzną). To technika szczególnie charakterystyczna dla dawnego rękodzieła. Jeśli ją zastosujesz, nada Twojej reprodukcji wyjątkowy i autentyczny charakter.

Szycie własnych butów inspirowanych wczesnośredniowiecznymi znaleziskami to świetna okazja, by połączyć pasję do historii z nauką tradycyjnych rzemieślniczych technik. W poradniku, który znajdziecie na tej stronie, nasz grupowy maruda ;), Maciej F. Kuszewski krok po kroku pokazuje, jak stworzyć buty, używając minimalnej ilości materiałów i narzędzi. Nawet jeśli nigdy nie robiliście żadnych butów! 

Fragment kolekcji ponad 1700 butów odnalezionych podczas wykopalisk przy ulicy Coppergate w Yorku.

Żródło: Galeria Artefaktów Jorvik Viking Centre

Co znajdziesz w poradniku?

  • Wybór odpowiednich skór – dowiesz się, na co zwrócić uwagę przy wyborze materiału.

  • Przygotowanie wzornika – jak zrobić szablon, który pomoże ci precyzyjnie wyciąć elementy.

  • Wycinanie podeszwy – prosta technika, która sprawi, że but będzie solidny.

  • Szycie przyszwy – jak łączyć skórzane elementy, aby były trwałe i estetyczne.

  • Łączenie elementów buta – kilka trików, które sprawią, że buty będą dobrze się trzymały.

  • Techniki wywracania na prawą stronę – jak poradzić sobie z tym trudniejszym etapem.

  • Wykonanie troczków – jak zrobić sznurówki i jak je odpowiednio przymocować.

  • Konserwacja gotowych butów – porady, jak dbać o swoje dzieło, by posłużyło na długo.

Poradnik liczy 15 stron pełnych praktycznych wskazówek i szczegółowych instrukcji, które będą idealne dla osób zaczynających swoją przygodę z rękodziełem.

Każdy etap jest dokładnie opisany, a trudniejsze fragmenty szycia zostały wyjaśnione w sposób, który pozwala uniknąć frustracji. Dzięki temu możecie cieszyć się tworzeniem swoich pierwszych historycznych butów bez zbędnego stresu. Jak mówi sam autor tego poradnika: „Mówi się, że szewc bez butów chodzi — ja nie jestem szewcem, więc zrobiłem sobie buty”.  Zatem i wy poradzicie sobie z tym zadaniem bez trudu!

Na bitwę, w góry i do tańca

Buty z Jorvik wykonane według naszego poradnika mają wiele zastosowań i zostały sprawdzone w prawdziwie ekstremalnych warunkach. Pierwszą potrzebą Macieja nie było zdobywanie uznania na skandynawskich salonach Długiego Domu na Lofotach, które możecie zobaczyć na zdjęciu. Jako szermierz DESW (Dawnych Europejskich Sztuk Walki), wypróbował je w boju bez uszkodzeń kończyn.

Buty przetrwały także bez szwanku wspinaczkę na strome góry Lofotów (początkującym amatorom górskich wypraw polecamy jednak obuwie datowane na XXI wiek!) oraz hulanki na uczcie u jarla największego znanego budynku mieszkalnego wikingów w Borg. Do dziś towarzyszą mu podczas codziennych treningów. Uczą go innej świadomości kroku i sposobu poruszania się.

Zachęcamy do lektury! To idealny sposób, aby rozpocząć swoją przygodę z rzemiosłem i zobaczyć, jak satysfakcjonujące może być robienie własnych butów krok po kroku!

Zajrzyj do filmu “Scandinavian Turnshoe Animations”, który pomoże Ci w pracy.

Jeśli chcesz podzielić się z nami efektami szycia na bazie poradnika, zostaw wiadomość albo otaguj WICI na Facebook’u lub Instagramie. Będzie nam miło!

Powodzenia!

Trening „mentALL and physicALL health” – relacja uczestników z Polski

W październiku 2023 r. nasze stowarzyszenie wzięło udział w programie mobilności młodzieży Erasmus+ na Cyprze. Wysłaliśmy czworo wolontariuszy i jedną osobę pracującą z młodzieżą, którzy są zainteresowani pozaformalnym uczeniem się radzenia sobie ze stresem.

Siedmiodniowe szkolenie nosiło nazwę „mentALL and physicALL health” i zostało stworzone, aby dać młodym ludziom wiedzę na temat dbania o swoje zdrowie psychiczne w szybko zmieniającym się nowoczesnym społeczeństwie. W ramach tej szerokiej idei zaprezentowano szereg narzędzi i metod, które pomagają w holistycznym i skutecznym radzeniu sobie z kwestiami związanymi ze stresem fizjologicznym i napięciem psychicznym.

Program oferował interaktywne działania, takie jak ćwiczenia ze specjalistami, interaktywne gry, symulacje i gry fabularne, dyskusje i warsztaty rękodzieła. Wszystkie metody pochodzą z dziedziny edukacji pozaformalnej i są tak dobrane, aby odpowiadały różnym stylom i potrzebom uczenia się.

Szkolenie zostało zorganizowane przez Between Us Cyprus, nieformalną organizację młodzieżową, której członkowie cenią różnorodność, integrację społeczną i środowisko oraz chcą aktywnie angażować się w projekty Unii Europejskiej. Spotkanie odbyło się w Pervolii, niedaleko Larnaki, na Cyprze.

W Stowarzyszeniu WICI realizujemy mobilności i partnerstwa w ramach programu Erasmus+ od ponad 7 lat. Z przekonaniem możemy stwierdzić, że takie działania, wymagające interakcji i współpracy z osobami z różnych środowisk kulturowych i językowych, wnoszą wiele wartości do życia prywatnego i zawodowego uczestników. Niejednokrotnie projekty Erasmus+ podejmują tematy, o których nie mówi się lub nie omawia w wystarczającym stopniu w szkole, a które są bardzo ważne dla młodych ludzi. Należą do nich emocje, dobre samopoczucie, komunikacja, rozwiązywanie problemów i świadomość ekologiczna. Nasi wolontariusze, którzy wzięli udział w szkoleniu „mentALL and physicALL health”, podzielili się kilkoma refleksjami na temat tego, czego doświadczyli i co wynieśli z wymiany młodzieżowej Erasmus+ na Cyprze. Posłuchajmy ich głosów.

Przygoda na Cyprze była moim pierwszym Erasmusem i muszę powiedzieć, że było to jedno z najlepszych doświadczeń życiowych. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy zainspirowali mnie do podróżowania i poznawania innych kultur. Podczas warsztatów panowała luźna i przyjazna atmosfera, która przede wszystkim otworzyła mnie na mówienie po angielsku bez skrępowania. To doświadczenie pomogło mi przełamać barierę językową, która była moim dużym problemem przed wyjazdem, utrudniającym komunikację.

Warsztaty pomogły mi również przezwyciężyć nieśmiałość i nauczyłam się wyrażać siebie poprzez teatr i sztukę. Otworzyłam się na swoje uczucia i nauczyłam się radzić sobie ze stresem. Wszystkie wskazówki, które otrzymałam na warsztatach z pewnością ułatwią mi radzenie sobie z problemami życia codziennego.

Najbardziej podobał mi się wieczór międzykulturowy, gdzie rozmowy, tańce i śmiechy trwały do samego rana! Oprócz warsztatów mieliśmy okazję zwiedzić Larnakę – miasto o pięknej architekturze, gdzie mogliśmy popływać w morzu i zjeść pyszne lokalne jedzenie, zrobiliśmy też mnóstwo świetnych i zabawnych zdjęć!

Muszę przyznać, że wyspa Afrodyty skradła moje serce i na długo pozostanie w mojej pamięci. Nie mogę się doczekać kolejnej przygody na Erasmusie!

Klaudia

W ciągu tygodniowego wyjazdu poznaliśmy różne techniki radzenia sobie ze stresem. W tym celu tworzyliśmy różne prace plastyczne, w tym mandale. Mieliśmy wiele aktywności fizycznych na świeżym powietrzu.

W trakcie warsztatów każdy miał też okazję wyrazić anonimowo swoje obawy. Po czym wspólnie szukaliśmy sposobów ich rozwiązania. Odbyły się również zajęcia poświęcone otwartości i nauki wzajemnego zaufania przy jednoczesnym zachowywaniu swoich granic i uczeniu się asertywności. Nie zabrakło również okazji do poznania podstawowych zasad udzielenia pierwszej pomocy, a także technik samoobrony.

A w tle tego wszystkiego dowiadywaliśmy się czegoś nowego na temat różnych kultur. Podczas jednego z wieczorów wspólnie śpiewaliśmy piosenki w różnych językach.  Mieliśmy również okazję poznać tradycyjne przysmaki każdego z krajów uczestniczących w wyjeździe, w tym cypryjskie. Nie zabrakło również wycieczki do Larnaki, gdzie spędziliśmy większość dnia na wspólnych aktywnościach i zwiedzaniu.

Był to zdecydowanie niezapomniany wyjazd pozwalający na poznanie różnych sposobów radzenia sobie ze stresującymi nas sytuacjami w życiu codziennym, także umożliwiający poznanie różnych kultur. 

Ewelina

Właśnie wróciłem z niesamowitego szkolenia Erasmus na Cyprze. To była naprawdę niesamowita podróż i jestem naprawdę wdzięczny za to doświadczenie. Ludzie na Cyprze byli wyjątkowo gościnni, a po wylądowaniu z łatwością znaleźliśmy wszystkich uczestników. Na początku byłem trochę zdenerwowany pobytem w nowym kraju, ale okazało się, że jest świetnie.

Mieliśmy naprawdę miłą kolację powitalną z lokalnym jedzeniem, a kucharze i kelnerzy byli fantastyczni. Potem byłem bardzo zmęczony długą podróżą i chciałem tylko znaleźć swoje łóżko. Ale kiedy wszyscy spotkaliśmy się pierwszej nocy, poczułem się, jakbyśmy natychmiast stali się bliską grupą. Wszelkie obawy po prostu zniknęły.
Wykonaliśmy ćwiczenie, w którym podzieliliśmy się naszymi oczekiwaniami i obawami, co było bardzo pomocne. Sprawiło, że poczuliśmy się zgrani i przełamaliśmy wszelkie bariery. Organizatorzy zorganizowali dyskusje, warsztaty i zajęcia, które pomogły nam lepiej zrozumieć stres, stworzyć grupy i spojrzeć na rzeczy w nowy sposób.

Trenerzy i ludzie w grupie byli bardzo zaangażowani i inspirujący. Stworzyliśmy wspierającą przestrzeń, w której czuliśmy się bezpiecznie, ucząc się i rozwijając. Najważniejszym wydarzeniem było dla mnie poznanie różnych rodzajów stresu i sposobów radzenia sobie z nim. To przydatna wiedza w codziennym życiu, jak rozmawiać z przyjaciółmi i jak radzić sobie z ludźmi, których spotykamy. Historie innych uczestników, ich doświadczenia i podejście do pytań i kwestii naprawdę mnie poruszyły i zainspirowały do mądrzejszego zarządzania emocjami i stania się bardziej wyrozumiałą osobą. Dużą lekcją było dla mnie to, jak rozmawiać o stresujących momentach w moim życiu.

Szczególnym ćwiczeniem, które wywarło na mnie ogromny wpływ, była medytacja zmysłów. Dzięki medytacji z przewodnikiem połączyłem się z pięknem natury i stałem się bardzo świadomy swojego otoczenia. Był to moment wyciszenia, szansa na zastanowienie się nad moją podróżą. Po wzięciu w niej udziału byłem pewien, że ta aktywność jest czymś, co chcę włączyć do mojej rutyny w domu.

Wspólnie stawialiśmy czoła wyzwaniom, dużo się śmialiśmy i czuliśmy się jak zespół. I oczywiście każdy dzień kończył się pysznym lokalnym jedzeniem, co czyniło go idealnym zakończeniem. Patrząc wstecz, jestem bardzo wdzięczny za to doświadczenie. Zdobyłem wspaniałe wspomnienia, nowych przyjaciół i nauczyłem się ważnych rzeczy. Wielkie podziękowania dla wspaniałych organizatorów, którzy sprawili, że to wszystko się wydarzyło! 😊

Tomasz

Wełna z recyklingu: jak powstaje i jakie ma właściwości? Wizyta studyjna we Włoszech

W 2023 r. partnerzy projektu Tecofash, w tym nasze Stowarzyszenie, odwiedzili Prato (w Toskanii), miasto znane ze swojej wieloletniej tradycji i specjalizacji w recyklingu wełny.

Podobnie jak w przypadku Łodzi, rozwój Prato oparto na przemyśle tekstylnym, i do dziś miasto ma wyspecjalizowaną dzielnicę tekstylną i wspaniałe muzeum tekstyliów, Museo del Tessuto.

Podczas naszego krótkiego pobytu odwiedziliśmy sortownię tkanin post-konsumenckich, przędzalnię wełny i Rifò, lokalną firmę modową działającą w oparciu o model cyrkularny. Wizyta studyjna została zorganizowana przez Lottozero, laboratorium tekstylne, które jest jednym z partnerów Tecofash.

Partnerzy konsorcjum Tecofash na spotkaniu w siedzibie Lottozero w Prato, Włochy

Recykling wełny w Prato

Tradycja przetwarzania wełny w Prato sięga średniowiecza, kiedy miasto znane było z kwitnącego przemysłu tekstylnego. Recykling wełny ewoluował przez wieki i jest integralną częścią gospodarki i dziedzictwa kulturowego miasta. Regeneracja wełny rozpoczęła się jako sposób na jak najbardziej efektywne wykorzystanie ograniczonych materiałów. Potrzeba okazała się matką wynalazku – próby odzyskiwania wełny doprowadziły do opracowania procesów, technik i maszyn, które przyczyniły się do wysokiej specjalizacji przemysłu tekstylnego w Prato w recyklingu wełny. Lokalny przemysł regeneracji wełny rozwijał się szczególnie dynamicznie po II wojnie światowej, zaspokajając rosnące zapotrzebowanie na niedrogie ubrania i tkaniny.

Dziś specjalizacja Prato wiąże się z zagadnieniami środowiskowymi. Jest przykładem tego, jak model gospodarki o obiegu zamkniętym może sprawdzić się w praktyce w produkcji odzieży w Europie. Miasto słynie z najnowocześniejszych zakładów recyklingu wełny i innowacyjnych procesów produkcyjnych. Tutejsze firmy specjalizują się w przekształcaniu wyrzuconej wełnianej odzieży w wysokiej jakości przędze, tkaniny i materiały nietekstylne, gwarantując, że cały proces recyklingu jest przyjazny dla środowiska. Tradycja recyklingu wełny w Prato nie tylko przyczynia się do rozwoju lokalnej gospodarki, ale także pomaga zmniejszyć ilość odpadów i zminimalizować wpływ przemysłu modowego na środowisko.

Szacuje się, że około 15% globalnego recyklingu wełny odbywa się w Prato! Jest zatem całkiem prawdopodobne, że gdy wyrzucasz swoje dzianiny, trafiają one do tamtejszej sortowni.

Prato rozwinęło silne więzi z międzynarodowymi markami modowymi, zaopatrując je w produkty z wełny pochodzącej z recyklingu do swoich kolekcji. W ostatnich latach Prato odnotowało również odrodzenie tradycyjnego rzemiosła tekstylnego. Miasto organizuje różne wystawy i wydarzenia kulturalne, które prezentują historię i tradycję recyklingu wełny. Inicjatywy te dodatkowo promują znaczenie zrównoważonego rozwoju i gospodarki o obiegu zamkniętym w branży modowej.

Centrum Prato. Zdjęcie: Emilia Pawłusz

Jak przebiega recykling wełny?

Prato posiada własną markę produkcji wełny o nazwie Cardato (po włosku nazwa ta odnosi się do gręplowania). Gręplowanie (zgrzeblenie) wełny to proces stosowany w recyklingu wełny w celu przygotowania krótkich włókien o różnej długości do przędzenia w nowe przędze do tekstyliów. Polega na rozluźnianiu i czesaniu włókien, jest elementem produkcji nowej wełny, jak i wełny używanej lub mieszanki powyższych.

Zanim stare spódnice, płaszcze, swetry i inne dzianiny zostaną zgrzeblone, muszą zostać posortowane według koloru i rodzaju materiału. Podszewki, guziki, zamki błyskawiczne i inne elementy odzieży muszą zostać usunięte. W Prato odwiedziliśmy sortownię tkani post-konsumenckich, gdzie można prześledzić ten proces krok po kroku. Góry wyrzuconych tekstyliów, ułożonych według kolorów, były ogromne i wręcz przytłaczające. Każdy stos zdawał się reprezentować inną epokę mody, żółcie i róże nawiązywały do lat 90-tych, ziemiste brązy i pomarańcze do lat 00-tych, a eleganckie czernie i szarości do minimalizmu ostatnich lat. Doświadczeni pracownicy sortowni ręcznie segregują ubrania. Co ciekawe, zawód ten nie ma jeszcze oficjalnej nazwy.

Sortownia materiałów pokonsumpcyjnych w Prato. Zdjęcie: Anna Kępa

Po posortowaniu odpadów tekstylnych poddaje się je karbonizacji, która jest metodą usuwania wszelkich zanieczyszczeń z wełny. Aby oczyścić szmaty i ścinki, stosuje się kwas solny, natomiast do namaczania nowych włókien wełny używa się kwasu siarkowego. Następnie materiały są mechanicznie rozrywane na małe kawałki i ścinki, które następnie formowane są we włókna. Dalej następuje kolejna procedura czyszczenia. Teraz, w postaci krótkich włókien, wełna jest gotowa do zgrzeblenia.

Gręplowanie polega na użyciu specjalistycznych maszyn umożliwiających wyrównanie włókien i usunięcie zanieczyszczeń. Proces ten pomaga oddzielić i wyprostować włókna wełny, czyniąc je bardziej odpowiednimi do przędzenia w nowe włóczki. Podczas zgrzeblenia wełna jest przepuszczana przez szereg szczotek o drobnych zębach zwanych zgrzebłami. Szczotki te chwytają i przeczesują włókna, układając je równolegle do siebie, jednocześnie usuwając wszelkie ciała obce, takie jak brud, tłuszcz lub substancje roślinne. Poprzez wyrównanie włókien, zgrzeblenie zwiększa ich jednorodność, ułatwiając przeciąganie, przędzenie i uzyskiwanie przędzy o wyższej jakości.

Obecnie kaszmir, angora, alpaka, moher i inne szlachetne wełny są dostępne w mieszankach z jedwabiem i wiskozą. Zgrzeblenie pozwala na stworzenie dowolnej mieszanki przędzy, ale aby wyświetlić znak towarowy „Cardato Recycled”, tkaniny i przędze muszą spełniać określone wymagania. Muszą być wyprodukowane w dzielnicy Prato, wykonane w co najmniej 65% z materiałów pochodzących z recyklingu (odzież lub skrawki tekstylne) i mieć oszacowany całkowity wpływ na środowisko w cyklu produkcyjnym, uwzględniający trzy aspekty: zużycie wody, energii i CO2.

Cardato recycled logo

Dlaczego recykling wełny jest korzystny dla środowiska?

Recykling wełny jest przyjazny dla środowiska z wielu powodów. Kiedy wełniany sweter trafia do recyklingu, nie ląduje na wysypisku śmieci, gdzie jego rozpad trwa latami. Podczas rozkładu tkaniny uwalniają gazy cieplarniane, dlatego wtórne ich przetworzenie zamiast wyrzucania na wysypisko zmniejsza skalę tego zjawiska.

Jedną z głównych zalet recyklingu wełny zamiast przędzenia włókien pierwotnych jest to, że włókna z recyklingu mają już kolor. Pozwala to ograniczyć lub całkowicie pominąć proces farbowania, który wymaga użycia chemikaliów, powoduje zanieczyszczenie wody i wymaga jej dużego zużycia. Wykorzystując wełnę z recyklingu, możemy znacznie zmniejszyć negatywny wpływ przemysłu tekstylnego na środowisko. Nie tylko minimalizujemy zapotrzebowanie na szkodliwe barwniki chemiczne, ale także oszczędzamy zasoby wodne, co ma kluczowe znaczenie w regionach dotkniętych niedoborem wody.

Ponadto recykling wełny zmniejsza ogólne zużycie energii koniecznej do produkcji wełny pierwotnej. Utrzymanie owiec wymaga rozległych terenów do wypasu, dużej ilości wody i paszy. Szacuje się, że do wyprodukowania tony nowej wełny potrzeba około 500 000 litrów wody. Recykling wełny sprawia, że te cenne zasoby nie są niepotrzebnie marnowane.

Czy wełna z recyklingu różni się jakością od nowej wełny?

Zazwyczaj wełna z recyklingu ma bardzo podobną jakość do wełny dziewiczej. Na jakość wełny pochodzącej z recyklingu wpływają między innymi parametry pierwotnej wełny oraz zastosowane metody wtórnego przetworzenia. Ponieważ wełna regenerowana może mieć nieco nieregularną kombinację włókien lub kolorów, mogą występować niewielkie różnice w ogólnym wyglądzie lub wrażeniu w dotyku. Niektórzy twierdzą, że wełna regenerowana może być bardziej podatna na mechacenie i mieć krótszą żywotność. Zarówno wełna pochodząca z recyklingu, jak i pierwotna mogą być jednak porównywalnej jakości pod względem ciepła, trwałości i innych właściwości typowych dla tego rodzaju włókna.

Runo owcze przed obróbką. Zdjęcie: Anna Kępa

Czy recykling wełny ma wady?

Chociaż odzyskiwanie wełny może zmniejszyć zużycie chemikaliów i sprzyjać gospodarce o obiegu zamkniętym, nadal wymaga energii i zasobów, co może niwelować niektóre korzyści dla środowiska. Wadą jest to, że proces recyklingu bywa kosztowny i czasochłonny, wymaga specjalistycznych maszyn i wykwalifikowanej siły roboczej. Możemy jednak myśleć o tym jako o szansie na rozwój nowego przemysłu i profesji specjalizujących się w regeneracji tekstyliów, co przekłada się na nowe technologie i miejsca pracy.

Dodatkowo, transport niezbędny do zorganizowania procesu recyklingu również oznacza emisję gazów cieplarnianych. Wydaje się jednak, że jest to akceptowalny kompromis mający na celu zmniejszenie ilości odpadów składowanych na wysypiskach i propagowanie zupełnie innego sposobu produkcji i użytkowania odzieży. Podejmowane są wysiłki w celu zminimalizowania śladu węglowego związanego z recyklingiem poprzez optymalizację tras transportu i korzystanie z bardziej paliwooszczędnych pojazdów. Ponadto rozwój lokalnych zakładów recyklingu, takich jak ten w Prato, może jeszcze bardziej zmniejszyć potrzebę transportu na duże odległości.

Gdy wszystkie procesy odzyskiwania wełny odbywają się w jednej dzielnicy, negatywny wpływ na środowisko jest minimalny, a korzyści maksymalne. Firmy znają się i ufają sobie nawzajem; optymalizują procesy i koszty oraz dzielą się doświadczeniem i wiedzą. Ponadto region może pozyskać inwestycje i wsparcie ze strony władz lokalnych i krajowych oraz organizacji zajmujących się ochroną środowiska, jeszcze bardziej zwiększając swoje zaangażowanie w zrównoważony rozwój. Dokładnie tak stało się w Prato, które ma teraz ugruntowaną rozpoznawalność marki związanej z recyklingiem wełny.

Zakup wełny – na co zwrócić uwagę

Co więc należy zrobić jako konsument? Czy kupowanie wełny jest dobre czy złe? Naszym zdaniem wełna to dobra inwestycja. Jeśli będziesz o nią odpowiednio dbać (prać w odpowiednim programie lub ręcznie), będzie Ci służyć przez wiele lat. Przy zakupie wełny ważne jest, aby zwracać uwagę na jej jakość i trwałość. Sprawdź etykietę, aby upewnić się, że wełna jest w 100% naturalna, a nie zmieszana z włóknami syntetycznymi. Mieszanki są trudne do recyklingu.

Teraz, gdy wiesz, że ubrania wykonane z wełny pochodzącej z recyklingu są dostępne na rynku, spróbuj znaleźć sklep lub markę, która produkuje z takiej wełny. Zazwyczaj zawartość wełny regenerowanej nie wynosi 100%, ale oscyluje wokół 65%. Wypróbuj i sprawdź, czy to coś dla Ciebie. Przetestuj również bawełnę z recyklingu, która jest szerzej dostępna niż wełna z recyklingu, ubrania z niej wykonane można dostać w sieciówkach.

Ponadto zwróć uwagę na źródło wełny, aby wspierać etyczne i zrównoważone praktyki. Zrównoważone produkty wełniane często wykorzystują wełnę pochodzącą z gospodarstw stosujących etyczne i przyjazne dla środowiska metody. Wiąże się to, m.in. z zapewnieniem dobrostanu owiec. W praktyce oznacza to, że owce nie są poddawane mulesingowi (kontrowersyjnej praktyce polegającej na usuwaniu fałdek skóry z zadów owiec w celu zapobiegania chorobom) i są wypasane na ekologicznych pastwiskach, na których unika się nadmiernego użytkowania pastwisk i degradacji gleby.

Różne certyfikaty i etykiety dają konsumentowi informację potwierdzającą, że produkcja wełny jest zgodna z zasadami zrównoważonego rozwoju. Przykładami są Global Organic Textile Standard (GOTS), Responsible Wool Standard lub certyfikat Bluesign. Takie certyfikaty poświadczają, że produkt spełnia określone kryteria zrównoważonego rozwoju.

Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu kupowanie mniej i w sposób bardziej przemyślany. Zakup wysokiej jakości produktu, który został wykonany zgodnie z wysokimi standardami przy minimalnym wpływie na środowisko, jest bardzo satysfakcjonujący. W jakiś sposób czujesz się inaczej i chcesz bardziej o niego dbać. Zmienia to sposób myślenia w kierunku świadomej konsumpcji, która nie tylko przynosi korzyści środowisku, ale także wzmacnia poczucie odpowiedzialności i uznania dla produktów, które zakładasz na swoje ciało.

Za pomocą swoich wyborów, możesz stać się częścią innowacyjnej, pozytywnej i rozwijającej się (r)ewolucji mody, która ma miejsce na całym świecie!

Poczytaj więcej

Ellen MacArthur Foundation, Circular business models: redefining growth for a thriving fashion industry (2021).

TECOFASH. Strategic Partnership Promoting Education for the Transition of the Fashion Sector Towards Digital and Sustainable Business Models / Partnerstwo strategiczne promujące edukację na rzecz przejścia sektora mody w kierunku cyfrowych i zrównoważonych modeli biznesowych

Numer projektu: 2021-1-PL01-KA220-VET000034636
Czas trwania: 01.01.2022 – 01.01.2024

Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani EACEA nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

Śladami drukarzy i farbiarzy — Pabianice

W ramach projektu Łódzkie Druki Ludowe odkrywamy skarby ręcznego zdobnictwa tekstyliów na ziemiach łódzkich. Dzisiaj opowiemy Wam o Pabianicach, gdzie prężnie rozwijała się sztuka farbiarstwa, czyli pozyskiwania farb do barwienia tkanin oraz drukarstwa, czyli nanoszenia wzorów techniką odbijania klockami drukarskimi. W Pabianicach natrafiliśmy na kilka niespodzianek! Jedną z nich były zabytkowe stemple, które nigdy nie były wcześniej pokazywane szerszej publiczności. Innym zaskoczeniem była historia Muzeum Miasta Pabianic, która wiąże się z podróżami po afrykańskim kontynencie, jak i rodziną pewnego słynnego muzyka punk rockowego, którego z pewnością znacie.

Pabianice to drugie co do wielkości miasto aglomeracji łódzkiej. Ma długą historię, otrzymało prawa miejskie już w XIII wieku. Historią miasta i okolic zajmuje się Muzeum Miasta Pabianic, które współpracowało z nami w projekcie Łódzkie Druki Ludowe. Muzeum odwiedziła kilkakrotnie Anna Raczkowska, nasza prezeska, rzeźbiarka i fascynatka ręcznego drukowania tkanin. Ania obejrzała zarówno kolekcję Muzeum, poznała jego pracowników, jak i wybrała się na spacer ulicami miasta, żeby odnaleźć miejsca, w których kiedyś działały zakłady farbiarstwa i drukarstwa tkanin.

Zabytkowy budynek Muzeum Miasta Pabianic. Fot.: Anna Raczkowska

Pabianicki “Zamek”

Muzeum Miasta Pabianic znajduje się w imponującym budynku o ciekawej historii. “Zamek”, bo tak nazywają to miejsce lokalni, to renesansowy dwór przy ulicy Stary Rynek 1. Został zbudowany w XVI wieku. Wcześniej na jego miejscu stał dwór drewniany. Na początku zamek był siedzibą administratorów miasta. W pierwszej połowie XIX wieku zmienił charakter — mieściły się w nim warsztaty tkackie, które stały się zaczątkiem potężnego przemysłu bawełnianego, jaki w kolejnych dekadach rozwinął się w Pabianicach. Budynek jest wspaniale odnowiony i stanowi atrakcję miasta. W jego przestrzeniach odbyły się nasze warsztaty stemplowania i linorytu oraz prelekcja Anny Raczkowskiej o regionalnej historii drukarstwa i farbiarstwa.

Muzeum Miasta Pabianic posiada bardzo zróżnicowane zbiory. Znajdziemy tu zabytki archeologiczne, np. jedyny w Polsce hełm późnoceltycki wraz z pełnym wyposażeniem wojownika. W zbiorach etnograficznych znajdują się zabytki kultury ludowej regionu. Muzeum dysponuje także sporą kolekcją historycznych fotografii i wydawnictw. Nas zaciekawiła szczególnie kolekcja afrykańska, na którą składają się eksponaty etnograficzne, jak i przyrodnicze. Darczyńcą owych zabytków był dr Witold Eichler, założyciel Muzeum, społecznik i lekarz. Podczas II wojny światowej pracował jako lekarz w Afryce w Livingstone. Wędrował w okolicach Bartose i wodospadu Wiktorii, gdzie nabywał i otrzymywał od tubylców w prezencie cenne okazy owadów, którymi się pasjonował. Eichler był również etnografem amatorem. Przywiezione z podróży po Afryce maski, sprzęty domowe, rzeźby, instrumenty i broń przekazał w 1946 r. Muzeum.

Portrer dr Witolda Eichlera oraz wnętrza Muzeum Miasta Pabianic. Fot.: Anna Raczkowska

Kultowy Dziadek

Inną ważną dla upamiętniania dziejów miasta postacią był Kazimierz Staszewski. Nazwisko brzmi znajomo? Tak, ów działacz społeczny Pabianic był dziadkiem Kazika, który może właśnie po nim otrzymał imię. Kultowy dziadek Kazika zainicjował poszerzenie zbiorów Muzeum o dział historyczny. Na łamach Gazety  Pabianickiej wystąpił z apelem  do mieszkańców o składanie pamiątek związanych z historią miasta. Ze skanu Gazety umieszczonego w publikacji “Od izby muzealnej do zamkowych komnat Zarys historii pabianickiego muzealnictwa” (Pabianice 2018) dowiadujemy się, jak brzmiał ów apel.

Nie należy przechowywać w szufladach i biurkach w domach prywatnych tego wszystkiego, co w rzeczywistości jest własnością ogółu gdy rzecz taką w domu prywatnym zaginie lub ulegnie zniszczeniu, traci ogół ciekawe źródło do Poznania swoich dziejów. A więc kto rozumie że należy przyczynić się do odtworzenia dziejów niech składa pamiątki.

Skarby znalezione na strychu

W trakcie naszego projektu Łódzkie Druki Ludowe i jego poprzednich edycji my również zaapelowaliśmy do mieszkańców województwa łódzkiego o zerknięcie na strychy czy do piwnic i poszukanie zabytków związanych z drukarstwem tkanin. Ku naszemu zdumieniu i wielkiej radości, pojawiła się informacja o kilku zabytkowych klockach drukarskich znalezionych w pabianickiej kamienicy. Ania Raczkowska miała możliwość obejrzenia zabytków oraz pokazania ich szerszej publiczności podczas spotkania w Muzeum. 

Bloki drukarskie odnalezione w Pabianicach. Fot. Anna Raczkowska, Anna Kępa

Przemysł włókienniczy w Pabianicach

Pabianice słyną ze swojej historii przemysłowej produkcji włókienniczej. W drugiej połowie XIX w. z niewielkiej miejscowości przekształciły się w poważny ośrodek przemysłowy. Krajobraz miasta zaczęły wypełniać budynki fabryk i warsztatów. Mniej więcej na ten czas przypada powstanie firmy Krusche & Ender, która później stała się jedną z największych i najnowocześniejszych w kraju. Firma dysponowała 60 tysiącami wrzecion oraz tkalnią z 1900 krosnami, liczby te imponują także dzisiaj! Obecnie w przestrzeniach dawnej fabryki funkcjonuje centrum handlowo-rozrywkowe Tkalnia.

Włókiennictwo stało się motorem napędowym szybkiego rozwoju Pabianic i wzrostu liczby mieszkańców. Nic więc dziwnego, że pojawił się pomysł, aby utworzyć w pabianickim Muzeum dział tkacki, który stanowiłby zapis historii włókiennictwa regionu. Jego autorem był Maksymilian Baruch, badacz dziejów Pabianic, pochodzący z rodziny bogatych Żydów, którzy mieli duży udział w tworzeniu pabianickiego przemysłu w XIX wieku. Baruch chciał podzielić tkackie zbiory na trzy działy: tkaniny staropolskie, gdzie znalazłyby się pasy słuckie, dywany, hafty; tkaniny nowożytne wykonane konkretną metodą fotograficznego kopiowania wzorów, stosowaną od końca XIX wieku przez austriacki oraz niemiecki przemysł włókienniczy; oraz wyroby tkackie miejscowe, produkowane przez fabryki w Pabianicach i powiecie łaskim. 

Badacz zaproponował też, aby fabryki regularnie oddawały do Muzeum próbniki tkanin z produkcji, co dałoby obraz ogólnego stanu i postępów sztuki tkackiej pabjanickiego okręgu przemysłowego (“Od izby muzealnej do zamkowych komnat Zarys historii pabianickiego muzealnictwa”, Pabianice 2018). Ten znakomity pomysł spowodował, że dziś możemy zobaczyć owe próbniki w Muzeum Miasta Pabianic. Sami spójrzcie jak bogate i ciekawe było wzornictwo ówcześnie produkowanych tkanin.

Próbniki tkanin w kolekcji Muzeum Miasta Pabianic. Fot.: Anna Raczkowska

Ślady farbiarzy i drukarzy na ul. Piłsudskiego

Historię Pabianic poznawaliśmy także z innej strony, wędrując ulicami miasta. Poszukując śladów farbiarzy i  drukarzy, odwiedziliśmy ulicę Piłsudskiego (dawniej Saska). To m.in. tutaj w przeszłości działały ręczne drukarnie i farbiarnie. W kamienicy pod numerem 22 moglibyście dawniej odnaleźć zakład Henocha i Fabiana Działoszyńskich, gdzie można było zakupić ozdobne tkaniny. Na tej samej ulicy swoją karierę rozpoczął J. G. Krunwald, przedsiębiorca i założyciel warsztatów tkackich. Ponoć, kiedy jego budynek został wzniesiony, był jednym z najokazalszych na Nowym Mieście i znacznie większym od typowych domów pabianickich tkaczy. W 1825 r. J. G. Grunwald uruchomił jeden warsztat do produkcji  obrusów i jeden do serwet. Dwa lata później czynny był już trzeci warsztat, na którym tkano serwety do kawy. Przedsiębiorca przygotowywał uruchomienie kolejnych dwóch wąskich warsztatów do ręczników i do serwet. Na ul. Piłsudskiego swój zakład mieli również Baruchowie. Ich przedsiębiorstwo produkowało chusty drukowane wełniane i perkalowe (ściśle tkane płótno bawełniane).

Anna Raczkowska, pomysłodawczyni i koordynatorka projektu „Łódzkie Druki Ludowe” na spacerze ulicą Piłsudskiego w Pabianicach

Mamy nadzieję, że nasze wycieczki i odwiedziny w muzeach zainspirują Was do poszukiwania śladów Waszych lokalnych historii. Z doświadczenia wiemy, że w nawet najmniejszych muzeach można odnaleźć piękne i unikatowe zabytki. 

Więcej o Muzeum Miasta Pabianic przeczytacie w publikacji “Od izby muzealnej do zamkowych komnat Zarys historii pabianickiego muzealnictwa”, Pabianice 2018 oraz na stronie internetowej Muzeum. Zapraszamy także do zapoznania się z innymi naszymi artykułami o drukarstwie tkanin w łódzkiem, w których omawiamy zabytki z archiwum Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi oraz kolekcję drewnianych bloków drukarskich Muzeum w Łowiczu.

Projekt „Łódzkie Druki Ludowe. W poszukiwaniu śladów dziedzictwa dawnych farbiarzy i drukarzy” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Narodowego Instytutu Dziedzictwa – Wspólnie dla dziedzictwa.

Logotyp MKIDN

Śladami łowickich farbiarzy i drukarzy tkanin

Co przychodzi Ci na myśl, kiedy słyszysz “Łowicz”? Wśród pierwszych skojarzeń pojawi się pewnie tradycyjny strój ludowy, tzw. łowickie pasiaki. Łowicz, dziś 26-tysięczne miasteczko na Mazowszu, może poszczycić się wachlarzem tradycji ludowych, od pieśni i tańców, po papierowe wycinanki, pająki (ozdobne “żyrandole” z papieru), piasiaste spódnice i pięknie haftowane koszule. W ramach projektu Łódzkie Druki Ludowe odwiedziliśmy Muzeum w Łowiczu, gdzie można zobaczyć wiele przykładów dawnego rzemiosła i sztuki ludowej ziemi łowickiej.

W tym artykule zaprezentujem Wam kolekcję stempli drukarskich, którymi dawniej drukarze ręcznie nanosili wzory na tkaniny. Opowiemy o zawodzie farbiarza i o tym, jakie kolory były w modzie w łowickiem. Przedstawimy osoby, których zamiłowanie do ludowego rękodzieła doprowadziło do powstania kolekcji i Muzeum w Łowiczu. Aby uchwycić te historie, zajrzeliśmy do archiwum Muzeum w Łowiczu, które okazało się nieocenionym źródłem wiedzy, pełnym prawdziwych drukarskich skarbów i ciekawych historii o Księżakach (łowiczanach, ziemię łowicką nazywało się dawniej księstwem łowickim) sprzed lat. 

W poszukiwaniu skarbów ziemi łowickiej – powstanie Muzeum w Łowiczu

Za kilka lat Muzeum w Łowiczu będzie obchodzić stulecie istnienia. Zostało założone w dwudziestoleciu międzywojennym, w roku 1927, jako Muzeum Miejskie im. Władysława Tarczyńskiego. Historia instytucji to nie tylko daty i budynki, to przede wszystkim historia ludzi – pasjonatów kultury, społeczników i aktywistów, których wytrwałe działania owocują w postaci pierwszych kolekcji i wystaw. W kontekście Łowicza takimi działaczami byli, m.in. Władysław Paulin Tarczyński oraz Aniela Maria Chmielińska

Władysław Tarczyński (1845–1918) wychował się w rodzinie, w której przywiązywano dużą wagę do oświaty i kultury. Jego ojciec był właścicielem wytwórni fortepianów, pedagogiem i kolekcjonerem. Choć Władysław Tarczyński nie był łowiczaninem z urodzenia (przeprowadził się do Łowicza, mając 17 lat), z tym miastem związał całe swoje życie. Od 1867 r. przejął schedę po ojcu i samodzielnie prowadził warsztat korektury i strojenia fortepianów, a także uczył gry na tym instrumencie. Oprócz muzyki, młody Tarczyński kochał także literaturę; w 1879 r. założył pierwszą w Łowiczu wypożyczalnię książek. Interesował się historią regionu i tak jak ojciec, był kolekcjonerem zabytków. Zebraną przez siebie kolekcję udostępnił w 1905 r. publiczności pod nazwą „Zbiorów Starożytności”. Już w tej kolekcji pojawiają się klocki drukarskie datowane na lata 1860-1870. 

Władysław Paulin Tarczyński. Źródło fotografii: dzienniklodzki.pl

“Kto chciałby się przekonać, co może sprawić praca jednostki, niech zwiedzi zbiory łowickie. Z pomiędzy czterech większych kolekcyi tutejszych nie ma ani jednej, któraby powstała dzięki zbiorowej pracy ogółu, a mimo to przedstawiają się one wcale pokaźnie, co się zaś tyczy Muzeum Starożytności p. Wł. Tarczyńskiego, wprost imponująco. Przed rokiem 1905 była to jeszcze niewielka kolekcja. Pod koniec 1906 r. zbiory tworzyło 1000 pozycji, we wrześniu 1912 r. 2891, rok później ok. 3000 przedmiotów.” – pisał o zbiorach w 1913 r. w “Ziemi” znawca Słowiańszczyzny Kazimierz Moszyński.

W roku 1907 zbiory Tarczyńskiego zostały przeniesione z jego mieszkania do pomieszczeń przekazanych przez Zarząd Straży Ogniowej Ochotniczej (w której udzielał się Tarczyński) i otrzymały nazwę „Muzeum Starożytności i Pamiątek Historycznych”. Do wybuchu I wojny światowej Muzeum posiadało ok. 3200 eksponatów historyczno-artystycznych oraz etnograficznych. Po zakończeniu wojny ocalałe częściowo zbiory zostały przekazane miastu. Od 1927 udostępnione zostały jako Muzeum Miejskie im. Władysława Tarczyńskiego.

Na rzecz ludzi i tradycji – działalność Anieli Chmielińskiej

Działalność Muzeum Miejskiego uzupełniało Muzeum Etnograficzne Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, które powstało w Łowiczu już w 1910 roku. Zbiory etnograficzne są zasługą Anieli Marii Chmielińskiej (1868–1936), miłośniczki i badaczki regionu, lokalnej społeczniczki. Chmielińska prowadziła szeroko zakrojoną działalność edukacyjną, z której korzystali zwłaszcza biedniejsi mieszkańcy Łowicza. Organizowała wykłady, wycieczki i akcje charytatywne. Uważała, że edukacja jest przyszłością i niezbędnym elementem wychowania, dlatego podobnie jak Tarczyński, popularyzowała czytelnictwo

Aniela Maria Chmielińska, żródło fotografii: https://kulturaludowa.pl

Chmielińska zostawiła po sobie ślad w postaci obszernych kolekcji zabytków etnograficznych. Kolekcjonowała wytwory rękodzielnicze ziemi łowickiej, zbierała pająki, wycinanki, ołtarzyki, interesowały ją także stroje łowickie – pasiaste kiecki, fartuchy, gorsety, wyszywane koszule. Chciała, aby haft łowicki i miejscowe hafciarki zyskały uznanie; działała na rzecz umożliwienia twórczyniom sprzedaży wyrobów w Polsce i za granicą. Jej postawa i działania przyczyniły się do tego, że rękodzieło przynosiło twórczyniom dochód, a kobiety były bardziej aktywne i widoczne w oświacie i lokalnej działalności kulturalnej. Z inicjatywy Anieli Chmielińskiej powstało Muzeum Etnograficzne w Łowiczu, którego zbiory udostępniano wraz z kolekcją Muzeum Miejskiego. Dziś dział etnograficzny Muzeum w Łowiczu dopełnia skansen w Maurzycach, gdzie można zobaczyć XIX-wieczne chaty, zabudowania gospodarskie i ich wyposażenie. 

Kolekcja klocków drukarskich Muzeum w Łowiczu

Od 2020 roku nasze Stowarzyszenie realizuje warsztaty i inicjatywy badawcze dotyczące ręcznego druku tkanin. Pomysłodawczyni projektów, Anna Raczkowska, nie raz wspomina o wspaniałej pracy etnografa Romana Reinfussa, zatytułowanej “Polskie druki ludowe na płótnie”. W tym roku mija 70 lat od jej wydania (1953)! Reinfuss zebrał przykłady i wzory ręcznego zdobnictwa tkanin techniką drukarską z terenów całej Polski. Chcąc kontynuować jego misję, szukamy śladów dziedzictwa dawnych farbiarzy i drukarzy w centralnej Polsce, gdzie w przeszłości prężnie rozwijał się przemysł włókienniczy i gdzie małe zakłady funkcjonowały obok wielkich fabryk. W swoim opracowaniu, Roman Reinfuss wymienił Łowicz jako jeden z ośrodków ręcznego druku tekstyliów.

Podczas kwerendy w Muzeum w Łowiczu, udało nam się zobaczyć kolekcję 50 stempli, podpisanych jako “Łowicz” i datowanych na lata 1860-1870. Okazało się, że prześledzić można także, kto ich używał te 150 lat temu. Obiekty te pochodzą z farbiarni Edwarda Pyczkowskiego. Kiedy stemple trafiły do Muzeum, wiele z nich było pokrytych warstwami zaschniętej farby. Zabytki zostały oczyszczone i poddane konserwacji, dzięki czemu misterne wzory na ich powierzchni są doskonale widoczne. Gdzieniegdzie pozostałe smugi farb mówią nam, że Księżacy lubili ubierać się na czerwono i zielono.

Większość zabytkowych klocków jest wykonanych z drewna, a wzory wykonane są poprzez nabijanie malutkich metalowych elementów. Małe blaszki pozwalały osiągnąć rozbudowane wzory złożone z bardzo wielu elementów. Wzory są przeróżne, ale dominują kwiaty i motywy roślinne. Każdy stempel jest inny i sam w sobie stanowi dzieło sztuki. W Muzeum znajduje się również tzw. kiecka, suknia spodnia stroju ludowego, wykonana w technice stemplowania. Można ją zobaczyć na wystawie stałej Muzeum w Łowiczu. Oprócz farbiarni Pyczkowskiego, w Księdze Adresowej Królestwa Polskiego na Rok 1905 znajdujemy informacje o innych farbiarzach działających w Łowiczu. Byli nimi Bogumił Pokrandt,, J. Sadowicz i F. Wegner. 

Klocki drukarskie z kolekcji Muzeum w Łowiczu. Fotografie: Anna Raczkowska

Łowickie kolory – farbiarstwo tkanin

Oprócz druku, prostą i efektowną metodą zdobienia tkaniny jest jej farbowanie. Tym także zajmowały się wyspecjalizowane zakłady. Pierwszą farbiarnią w Łowiczu była rodzinna firma Kolaszyńskich, która rozpoczęła swoją działalność w 1826 r.  W najstarszych łowickich strojach ludowych przeważał kolor czerwony – „prosty” i “dubeltowy”, czyli podwójnie farbowany. Na przełomie wieków XIX i XX, czerwony stracił na znaczeniu na rzecz pomarańczu. I na tym nie koniec przemian – moda zmienną jest, a w Łowiczu nie brakowało “modniarek”, czyli kobiet, które nie bały się opinii swojego otoczenia i odważnie wprowadzały zmiany w strojach i akcesoriach. Z relacji Anny i Henryka Świątkowskich, łowickich muzealników i etnografów wiemy, jak i kiedy zielony zaczął być modny. Stało się to w latach ‘30 XX wieku za sprawą Katarzyny Kamińskiej z Szymanowic, z parafii Zduny, która utkała sobie pasiak na zielonym tle i w nim pojawiła się na niedzielnej mszy. Nowy design zdobył uznanie i spodobał się kobietom, które za jej przykładem zaczęły tkać pasiaki z tłem zielonym. Moda na ten kolor rozeszła się na inne wsie regionu. Warto wiedzieć, że praktycznie od początku rozwoju stroju łowickiego uważany był on za strój odświętny i paradny, dlatego uroczystości kościelne – idealna okazja do pokazania swojego stroju publicznie – były nierozerwalnie związane z przemianami w świecie regionalnej mody. 

Na popularność określonych kolorów wpływ miała także dostępność barwników. Farbiarze dzielili kolory na “słodkie” i “kwaśne”. Do pierwszych zaliczały się róże, fiolety, ciemne amaranty. Kwaśnymi nazywano pozostałe kolory – żółte, zielone, niebieskie, pomarańczowe, czarny i granat. Do czasów upowszechnienia się chemicznych farb, farbiarze używali barwników pozyskanych z natury – z roślin, a nawet owadów. Warto wspomnieć, że czerwony pigment (koszenila, kwas karminowy) pozyskiwano ze wysuszonych, zmielonych owadów zwanych czerwcami polskimi, które zbierano właśnie w tym miesiącu. Pigment z czerwca jest jednym z nielicznych rozpuszczalnych w wodzie naturalnych barwników, które nie ulegają degradacji z upływem czasu. Pod kątem trwałości koszenila w niczym nie ustępuje syntetycznym pigmentom.

Tak barwniki naturalne, jak i syntetyczne (choć te drugie są znacznie trwalsze) pod wpływem wielokrotnego prania i wystawiania farbowanej nimi odzieży na promienie słoneczne, ulegają wypłowieniu. Co wtedy robiły Księżanki? Nicowały wyblakły fartuch lub spódnicę, czyli przeszywały je na lewą stronę, której kolor niewystawiany na słońce, pozostawał żywszy. Jednak nie wszyscy byli zwolennikami jaskrawych kolorów. W źródłach etnograficznych czytamy, że niektórzy uważali, że trochę wypłowiałe barwy – stonowane i subtelnie harmonijne – były niemniej ładne.

Zachęcamy do odwiedzenia Muzeum w Łowiczu i obejrzenia zabytków ręcznego drukarstwa i farbiarstwa. Obecnie rzemiosło to odradza się w postaci warsztatów, na których można nauczyć się stemplowania, a także w działaniach twórców i twórczyń, dla których dawne techniki są inspiracją do tworzenia współczesnych rzeczy. 

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tradycjach ludowych Łowicza, zapraszamy do zapoznania się z naszym artykułem o łowickich wycinankach. Zerknij także na efekty naszego projektu Polskie Druki Ludowe!

Stroje ludowe na wystawie stałej Muzeum w Łowiczu. Fotografie: Anna Raczkowska

Źródła:

Rutkowska, Karolina Wanda. “Regionalizm łowicki w okresie Polski Ludowej”. Rozprawa doktorska, Łódź 2018. 

Księga Adresowa Królestwa Polskiego na Rok 1905

http://akademia.cekis.pl/wladyslaw-tarczynski

https://www.gov.pl/web/kgpsp/wladyslaw-paulin-tarczynski

https://pl.wikipedia.org/wiki/Aniela_Maria_Chmieli%C5%84ska

http://muzeumlowicz.pl/historia/

Projekt „Łódzkie Druki Ludowe. W poszukiwaniu śladów dziedzictwa dawnych farbiarzy i drukarzy” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Narodowego Instytutu Dziedzictwa – Wspólnie dla dziedzictwa.

Logotyp MKIDN

Włókna roślinne pozyskiwane z nasion i owoców

Włókna dzielimy na kilka głównych grup. Wyróżniamy włókna pochodzenia naturalnego, włókna syntetyczne, sztuczne i nieorganiczne (np. włókno szklane). Włókna naturalne dzielą się na roślinne, zwierzęce i mineralne. Włókna syntetyczne są wytworzone przemysłowo od początku, czyli od samego surowca. Do produkcji włókien sztucznych (ang. regenerated) używa się surowców naturalnych, które zostają poddane obróbce technicznej, np. wiskoza.

Włókna roślinne pozyskuje się z różnych części roślin – nasion (bawełna, kapok i kojra, czyli włókno kokosowe), łodyg (len, konopie, juta, ramia, pokrzywa, bambus) i liści (sizal, manilla, abaca). W tym poście znajdziesz omówienie włókien roślinnych pozyskiwanych z nasion, ich strąków i owoców.

Wszystkie włókna roślinne są zbudowane w większości z celulozy, czyli substancji, z której roślina tworzy swoje struktury – łodygę, liście itd. Do formowania celulozy roślina wykorzystuje cukier – glukozę, której cząstki łączy w długie łańcuchy (polisachardy). Oprócz celulozy we włóknach roślinnych w niewielkich ilościach występują lignina (druga po celulozie najczęściej występująca na Ziemi substancja organiczna), pektyny („kleje”), oraz hemicelulozy. W drodze obróbki procentowa ilość tych substancji zostaje zmniejszona, a celulozy zwiększona.

Jakie właściwości mają niemal wszystkie włókna roślinne? Są to włókna staplowe, czyli o określonej długości, najczęściej do 100 cm. Przeciwieństwem jest włókno filamentowe, które ma ciągłą budowę, jak włókna syntetyczne, np. poliester.

Włókna roślinne wytrzymałe, mało elastyczne, mają wysoki poziom absorpcji wilgoci, dzięki czemu są przewiewne i dobrze sprawdzają się w odzieży latem. Ulegają zniszczeniu w środowisku kwaśnym, dlatego, jeśli poplamisz bawełnianą koszulkę sokiem z cytrusów czy colą, szybko zapierz plamę ciepłą wodą z mydłem. Dzięki długim włóknom celulozy, która nie rozpuszcza się w wodzie, większość włókien roślinnych ma wyższą wytrzymałość na mokro, nie szkodzi im pranie, zwłaszcza bawełnie.

Bawełna

O bawełna napisano naprawdę wiele. Stanowi ona większość globalnej produkcji włókien roślinnych. Chiny i Indie produkują ponad 50% światowej podaży bawełny. Pozostali producenci to Rosja, Meksyk, Sudan, Egipt, Turcja i Australia. Uprawa bawełny ma wysoki koszt środowiskowy. Roślina to wymaga użycia sporej ilości pestycydów, środków owadobójczych oraz nawozów, wskutek czego jej uprawa powoduje erozję i zanieczyszczenie gleby. Powstało kilka modyfikacji genetycznych bawełny, które mają na celu zniwelować jej kłopotliwe dla masowej produkcji właściwości.

Włókno bawełny pochodzi z kwiatu, a nie łodygi jak np. len. Kwiat bawełny otwiera swoje białe płatki i zmienia kolor na kremowo-żółty tego samego dnia. Następnego dnia płatki zmieniają kolor na różowy i odpadają w ciągu 2-3 dni. W tym czasie rozwija się torebka nasienna, w której znajduje się 20-30 zalążków nasion. Nasiona osiągają pełny rozmiar po 3 tygodniach i są w pełni dojrzałe po 50 dniach po otwarciu torebki nasiennej. W kwiecie bawełny dojrzewają dwa rodzaje włókien. Krótkie i grubsze (ang. linters) są wykorzystywane w przemyśle, oraz włókna właściwe (ang. lint), z których powstaje odzież, tkaniny i dzianiny znane nam z życia codziennego. Włókna mają długość od 10 do 55 mm. Im dłuższe, tym lepsze, ponieważ długie włókna mają większą powierzchnię styku, co powoduje, że uzyskana z nich nić jest mocniejsza i bardziej wytrzymała.

Torebki bawełny gotowe do zbiorów. (2023, July 22). In Wikipedia. https://en.wikipedia.org/wiki/Cotton

Większość światowej produkcji bawełny to gatunek gossypium hirsutum, znany również jako bawełna wyżynna lub bawełna meksykańska. Globalnie, około 90% całej produkcji bawełny stanowią odmiany pochodzące od tego gatunku. Inne odmiany to Gossypium barbadense, której włókna są najdłuższe, co daje wysokiej jakości bawełnę (na metkach odzieżowych spotykaną nazwą jest „bawełna pima”), oraz azjatyckie odmiany, które z kolei dają najkrótsze włókna. Choć istnieją gatunki dające naturalnie kolorową bawełnę (niebieską, brązową, szarą), najczęściej uprawia się jasną, którą można łatwo wybielić i zabarwić na dowolny kolor.

Włókno bawełny ma bardzo ciekawą budowę. Składa się z pojedynczej komórki, w której mikro włókna układają się raz w jedną, raz w drugą stronę. Daje to interesujący efekt falowanego, skręconego włókna. Mikroskopowe zdjęcia włókien bawełny można pobrać z Repozytorium UMK.

Włókno kokosowe

Kojra (ang. coir), czyli włókno kokosowe jest uzyskiwane z włosków pokrywających zewnętrzną skorupę orzecha kokosowego. Są to brązowe włókna, bardzo grube i odporne na ścieranie. Czołowymi producentami włókna kokosowego są Indie, Wietnam, Sri Lanka i Tajlandia. Już w starożytności służyło ono do robienia sznurów, lin, uszczelniania łodzi, budowy domów. Jego obecne zastosowanie nie uległo dużej zmianie. Kojra jest wykorzystywana do produkcji szczotek, mat i powrozów.

Kojra. (2023, July 9). In Wikipedia. https://en.wikipedia.org/wiki/Coir

Kapok

Kapok to włókno wytwarzane ze strąków nasion drzewa kapokowego, które rośnie w Ameryce Środkowej i Południowej, w Afryce i jest uprawiane w Azji. Drzewo kapokowe jest długowieczne, było celebrowanym drzewem w cywilizacji Majów. Kapok to lekkie i wytrzymało włókno, które znajduje zastosowanie w tapicerstwie, do wypełniania materaców i jako wykładzina ocieplająca. Jest kruche, rzadko wykorzystywane do wyrobu tekstyliów.

Drzewo kapokowe – Ceiba pentandra. (2023, July 24). In Wikipedia. https://en.wikipedia.org/wiki/Ceiba_pentandra

Źródła:

Sara J. Kadolph, Textiles (11th Edition), Pearson New International Edition, 2010.