Blog

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 4 Nawlekanie i ustawianie tabliczek

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 4 omawiamy jak przygotować włóczkę, nawlec tabliczki, jak czytać diagramy (z programu GTT) oraz ustawić tabliczki do pierwszego wzoru.

Jak nawlec tabliczki?

Nici nawlekane na tabliczki tworzą tzw. osnowę. Są dwie podstawowe możliwości stworzenia osnowy:

nawlekanie każdej tabliczki z osobna

nawlekanie ciągłe, tzw. continuous warping (FILM), w którym nawleka się tabliczki o tym samym zestawie nici jednocześnie. 

Pierwsza opcja jest dość żmudna i zajmuje sporo czasu, jednak jest najprostsza do wykonania i nie wymaga żadnych pomocniczych narzędzi. Aby nawlec tabliczki do wzoru tkanego na standardowych tabliczkach, należy przygotować nici w ilości tabliczek x 4 (każda tabliczka ma cztery dziurki). Długość nici zależy od pożądanej długości pasa. Na każde 100 cm pasa warto nawlec 120 cm nici. Tkanie powoduje skręcanie się nici (niektóre wzory, które nie są symetryczne dodatkowo wzmacniają ten efekt). Jeśli chcesz zostawić frędzle po obu stronach, warto dodać jeszcze około 30-40 cm.

PRZYKŁAD: Chcę utkać czerwono-czarny pas z wełny o długości 200 cm, z frędzlami długości około 15 cm po obu stronach, tkany na 10 tabliczkach.

Suma wszystkich nici: 10 tabliczek x 4 dziurki = 40 nici

Długość pojedynczych nici: 200 cm * 1.2 = 240 cm 

W przypadku wzorów powodujących mocne skręcanie się nici będzie wygodniej z większym zapasem – 260 cm.

Frędzle = 40 cm (warto dodać więcej, żeby mieć je z czego podciąć i wyrównać).

W sumie: 40 nici o długości 280 lub 300 cm.

Jeśli wzór jest dwukolorowy i zakłada po dwie nici z każdego koloru w każdej tabliczce, np. dwie czerwone i dwie czarne nitki, należy przygotować 20 czerwonych nici i 20 czarnych. Jeśli mamy 3 kolory (np. dwie czerwone, jedna czarna, jedna niebieska nić) należy przygotować 20 czerwonych nici, 10 czarnych i 10 niebieskich. 

Technicznie nie ma wielu zasad nawlekania. Ważnym jest, aby wszystkie nitki w danej tabliczce były włożone od tej samej strony. Jeśli nitki są nawleczone z różnych stron, uniemożliwia to swobodne obracanie tabliczki. Spróbuj to sprawdzić przy nawlekaniu – przełóż trzy nitki z lewej do prawej, a jedną z prawej do lewej, a następnie spróbuj obrócić tabliczkę. Zauważysz, że to niemożliwe, wełna zaplątuje się na tabliczce. Nie da się wtedy tkać. 

Źródło: Wikimedia Commons. Schemat pokazuje, co oznacza, że nici nawleczone są “od tej samej strony”

Kolejnym krokiem jest nawleczenie włóczki na wszystkie tabliczki. Jeżeli wykonujemy wzór złożony z dwu nici czerwonych i dwu czarnych pojawia się pytanie, jak kolory powinny być rozmieszczone wobec siebie. Mogą być na przemian (czerwony-czarny-czerwony-czarny) lub obok siebie (czarny-czarny-czerwonyczerwony). Każdy z tych układów daje inne możliwości tworzenia wzoru, dla przykładu wybierzmy drugi układ, w którym nici nawleczone będą następująco:

Każdą tabliczkę nawlekany tak samo – dwie czerwone nici i dwie czarne, przewleczone od tej samej strony. Autor: EP.

Kiedy wszystkie tabliczki są nawleczone, należy związać nici osnowy z jednej strony i zaczepić np. o żeberka kaloryfera lub innego nieruchomego obiektu. Drugą część osnowy zaczepiamy o pasek lub zawiązujemy wokół talii. Krajka będzie przyrastać od strony pasa, między pasem a tabliczkami, tak jak na poniższej ilustracji.

Źródło: Tutorial Shelagh Lewins.

Pochylenie tabliczek – system „S” „Z”

Następnie ustawimy wszystkie tabliczki tak, aby stworzyły wybrany wzór z diagramu (przykład diagramu z programu GTT poniżej, ale najpierw nieco teorii). Interesują nas dwie kwestie: położenie nici w tabliczce (w którym rogu ma być który kolor?) oraz pochylenie tabliczki nazywane systemem “S” lub “Z”. Zaczniemy od tego drugiego. System “S” “Z” zaprezentowany na grafice poniżej odnosi się do ułożenia nici w tabliczce. Nici w tabliczce nawleczone z prawej do lewej (w górę) układają się w kształt “S”, z lewej do prawej w górę w “Z”. Od kierunku pochylenia tabliczki zależy kąt skrętu nici, a w efekcie linie wzoru.

Peter Collingwood (2015), The Techniques of Tablet Weaving, Figure 27, strona 54.

Istnieje alternatywny system, który zaadoptowała w swojej świetnej książce Claudia Wollny, w którym “S” i “Z” odnoszą się do pochylenia nawleczonej tabliczki widzianej z góry. W praktyce oznacza to odwrotne nazewnictwo. To, co na grafice powyżej (z podręcznika Petera Collingwood’a) jest tabliczką w pozycji “S” jest “Z” w książce Wollny. Przy korzystaniu z wzorów ZAWSZE należy sprawdzić, jak rozumiane jest “S” i “Z” – czy dotyczy ułożenia nici w tabliczce (grafika Collingwood’a powyżej), czy pochylenia tabliczki (Wollny). W przypadku wzorów wygenerowanych w programie GTT zastosowanie ma pierwszy system “S” “Z”, czyli ten na grafice z książki Collingwood’a. Warto znać ten system, ponieważ w Internecie jest dostępnych całe mnóstwo wzorów zaprojektowanych z użyciem tego programu.

Jak ustawić nawleczone tabliczki?

Kolejnym krokiem po ustaleniu pochylenia tabliczek jest ustawienie ich tak, aby pod wpływem obracania wychodził właściwy wzór. Każdy wzór ma dołączony diagram, z którego można wyczytać, jak położona ma być tabliczka. Tabliczki liczymy od lewej do prawej. Trzymając 10 tabliczek w dłoni, ta najbardziej z prawej strony jest ostatnią, 10-tą. Oznaczenie dziurek to kwestia umowna – istnieje co najmniej kilka sposób oznaczenia dziurek w tabliczkach (literami, liczbami, kolorami). Szczęśliwie wszystkie są na siebie “przekładalne”. W programie GTT, którego użyłam do zaprojektowania prostego wzoru tabliczki oznaczone są literami DCBA, gdzie D to górny róg najbliższy tkaczowi, A górny dalszy, C dolny bliższy i B dolny dalszy. W momencie nawlekania ustawienie “S” i “Z” ani położenie ABCD nie są istotne. Ich pozycja będzie do ustawienia dopiero przed samym tkaniem.

Oznaczenie dziurek w programie GTT. Autor: EP.

Czy numerować tabliczki?

Na początku to robiłam – numerowałam je markerem od lewej do prawej. Daje to poczucie “opanowania” zestawu tabliczek, zwłaszcza jeśli jest ich więcej niż 10, a bardziej skomplikowane wzory wymagają obracania tabliczek indywidualnie. Teraz już tego nie potrzebuję. Pomocne w dalszym ciągu jest oznaczenie jednego boku tabliczki kolorem, np. kolorowym mazakiem. Pełny cykl ruchu tabliczek to 4 obroty. W pozycji wyjściowej kolorowy bok jest u góry, po trzech u dołu, po po czterech z powrotem w pozycji wyjściowej. Dzięki temu oznaczeniu możemy łatwo określić moment tkania. Jeśli nagle coś oderwie twoją uwagę od tkania, oznaczenie położenia tabliczek ułatwi odnalezienie się w sekwencji ruchów. 

Jak poruszają się tabliczki?

Krajka powstaje od strony tkacza. Oznacza to tyle, że obracanie tabliczek powoduje przyrastanie pasa przed nimi, za nimi natomiast pozostają nici osnowy, które mogą ulegać skręcaniu. Tabliczki obracają się do przodu (obrót „od siebie”) i do tyłu (obrót „do siebie”), ale również wokół także wokół własnej osi. W ten sposób można zmienić pozycję tabliczki z “S” na “Z” i odwrotnie. Przetestuj – ciężko to wyjaśnić w słowach, ale w praktyce jest to banalnie proste.

Wiedząc już, co to jest “S” i “Z”, oraz jak ulokowane są A, B, C, D na tabliczce, wiesz już wszystko, żeby odczytać diagram, ustawić prawidłowo tabliczki i rozpocząc tkanie. 

Mając 10 tabliczek nawleczonych po 2 czerwone i 2 czarne nici w każdej, możemy wykonać następujący wzór

Ilustracja 1. Wzór na 10 tabliczek, program GTT, autor: EP.

Ilustracja 2. Diagram z informacją o nawlekaniu i pozycji wyjściowej tabliczek do wzoru powyżej. Autor: EP.

 

Jak czytać diagram do nawlekania tabliczek?

Tabliczki są ponumerowane, od 1 do 10. Pierwsza to ta najbardziej z lewej, 10-ta najbardziej z prawej. Pierwsze pięć nawlekamy w pozycji “S”, pozostałe “Z”. Powtórzmy – trzymając wszystkie tabliczki razem w dłoni, patrząc od prawej dziurka górna bliżej tkacza to D, górna dalsza to A, dolna bliższa to C, dolna dalsza to B. Spójrzmy teraz na diagram (Ilustracja 2) – określa on wyjściowe ustawienie tabliczek, do którego będziemy wracać po każdych czterech ruchach. 

Pozycja startowa tabliczek. Według powyższgo diagramu tabliczkę nr 1 należy przekręcić tak, aby w pozycji A i B była czerwona nić, a w C i D czarna. Tabliczka powinna być ustawiona w pozycji “S”, wygląda to jak na poniższej grafice, patrząc z prawej strony na tabliczkę. 

Położenie nici w tabliczce nr 1 – pochylenie „S”

Tabliczka nr 2 będzie również „S”, ale musi być ustawiona tak, aby czerwone nici znajdowały się się w dwóch górnych dziurkach – A i D. Tabliczkę nr 3, także z pochyleniem „S”, należy przekręcić tak, aby czerwone nici były w pozycji C i D. W ten sposób odczytujemy pozycje wszystkich tabliczek. 

Jak odczytać sekwencję ruchów?

Jak zacząć obracać tabliczki? Czytamy tabelkę ruchów obok wzoru, zawsze od dołu (Ilustracja 1). “Pick” oznacza jedną turę, czyli jeden ruch tabliczkami o 90 stopni. W tym wzorze wszystkie tabliczki poruszają się tak samo. Pierwsze cztery obroty są do przodu, czyli o 90 stopni od tkającego, kolejne 4 do tyłu, czyli 90 w stronę tkającego. Kolejne 4 znów do przodu i tak dalej. Po 4 obrotach tabliczka wraca do pozycji startowej. Jej ruch pokazuje poniższa grafika.

Jak zachowuje się tabliczka obracana o 90 stopni do przodu, „od tkacza”? Autor: EP

Po kilku sekwencjach powstaje wzór przypominający diament lub dwa połączone podstawami trójkąty. W programie GTT (Ilustracja 1) kierunki oznaczone są literami: “F”- forward (do przodu), “B” – backward (do tyłu”), zmiany kierunków podpowiadają także czerwone kropki. Często we wzorach można spotkać się ze skrótem 4F-4B, co oznacza właśnie 4 obroty do przodu, 4 do tyłu i tak dalej. Jest to jedna z podstawowych sekwencji. Dzięki lustrzanym ruchom nici osnowy się nie plączą.

Alternatywne wzory

Z tego samego układu nici i pozycji wyjściowej tabliczek można wykonać inne wzory. 

Ilustracja 3. Wszystkie tabliczki obracane cały czas do przodu, czyli „od tkacza”. Autor: EP

Ilustracja 4. Wszystkie tabliczki obracane cały czas do tyłu, czyli w stronę tkacza. Autor: EP

Jeśli masz pytania, skontaktuj się z nami mailowo: info@wici.org.pl, na Instagramie lub poprzez profil Wici na portalu Facebook

Inne przydatne posty: darmowe materiały oraz książki do nauki tkania na tabliczkach.

Projekt “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia”, w ramach którego powstał przewodnik po tkactwie tabliczkowym zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

 

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 3. Darmowe materiały do nauki

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 3 przedstawiamy najlepsze (naszym zdaniem) i darmowe materiały do samodzielnej nauki.

Wstęp i teoria (jak nawlec tabliczki, jak czytać wzory, jak działa ta technika)

Warto pamiętać, że sposobów numerowania tabliczek oraz zapisu schematu nawlekania jest wiele – nie zdziw się, jeśli każda z poniższych stron zaproponuje inny. Na szczęście wszystkie są wzajemnie “przekładalne”.

Shelagh Lewins, “The Ancient Craft of Tablet Weaving. Getting Started” – podstawy, bardzo rzetelna strona pod kątem wzorów historycznych

Blog Oltramar, Cardweaving – wprowadzenie, omówienie techniki

Phiala’s String Pages, Basic Tablet Weaving (wstęp), Threading Tablets (nawlekanie tabliczek) oraz Tablet Weaving Theory (szczegółowe wyjaśnienie, jak działa przesmyk tkacki tabliczek oraz jak projektować wzory)

Tablet Weaving by Lise Ræder Knudsen – strona duńskiej badaczki tkactwa tabliczkowego, jak zrobić tabliczki z kartonu, rekonstrukcje i badania nad historycznymi krajkami

Warping your Mini Card / Tablet Loom – nawlekanie wszystkich tabliczek jednocześnie w użyciem krosna ręcznego (“inkle loom”)

Basic Beginner Brocading – wprowadzenie do tkania na tabliczkach oraz opis techniki broszowania.

 

Pierwsza krajka krok po kroku

Blog Mim’s Muddle, From pattern to woven band – step by step

Na podstawie tej strony wykonałam pierwszą w życiu krajkę, polecam!

 

Po polsku

Blog Dorartthea, “Jak zrobić…krajkę na tabliczkach” oraz dwa krótkie filmy instruktażowe

Blog Ablaart, “Kurs tkania krajek na tabliczkach dla bardzo początkujących” (zawiera także video)

Słowiańska Inspiracja, Jak tkać krajki na tabliczkach tkackich? (video)

Przewodnik Wici, Nawlekanie i ustawianie tabliczek

 

Bazy wzorów

Mim’s Muddle, 16-stronicowy PDF z wzorami (od 8 do 28 tabliczek, nawlec tabliczki należy według systemu przedstawionego we wpisie “From pattern to woven band – step by step”).

Autorskie wzory Shelagh Lewis oparte o znaleziska archeologiczne z wczesnego średniowiecza, podzielone według stopnia autentyczności.

Carolyn Priest-Dorman, Viking-Style Tablet Weaving: Birka Strapwork Motif – jeden z podstawowych, najbardziej popularnych wzorów z epoki Wikingów.

Carolyn Priest-Dorman, Three Recipes for Fourteenth- and Fifteenth-Century Tablet Weaving – trzy wzory z późnego średniowiecza

 

Bazy informacji i publikacji

Repozytorium stron internetowych i publikacji z materiałami do nauki tkania na tabliczkach oraz informacji o technikach na wszystkich poziomach zaawansowania, Tablet Weavers’ International Studies and Techniques

Baza bibliograficzna publikacji (w różnych językach) o tkactwie publiczkowym, *The Ultimate* Tablet Weaving Bibliography

 

Grupy na Facebook’u

Historic Tablet Weaving – duża baza materiałów o historycznych wzorach i przemili ludzie, którzy wspierają wiedzą i poradami w zakresie rekonstrukcji dawnych wzorów

Tablet Weaving Sharing – grupa przeznaczona do dzielenia się postępami w tkaniu i wzorami (współczesnymi i historycznymi)

String Theory Tablet Weaving – grupa dla osób tkających współczesne pasy

 

Programy

Guntram’s Tablet Weaving Thingy (GTT) – prosty i darmowy program do projektowania wzorów, zawiera sporą ilość gotowych wzorów (w różnych technikach) oraz instrukcję obsługi; Używam tego programu od kilku lat, na portalu Pinterest (zobacz moją tablicę GTT) można znaleźć setki wzorów zaprojektowanych w tym programie. Wadą jest brak aktualizacji. Działa zarówno pod Windows, jak i Linux. 

 

Przykład prostego wzoru zaprojektowanego przeze mnie w programie GTT, z którego można odczytać schemat nawlekania tabliczek (threading diagram), ich ustawienie oraz kolejność ruchów.

Instrukcję, jak odczytać wzór z GTT znajdziesz w tym video lub w instrukcji do programu GTT (manual w pliku rtf lub doc do pobrania ze strony).

Card Weaver from The Loomy Bin – bardzo prosty, darmowy software do projektowania wzorów, na Windows oraz Linux. Polecam go dla porównania z GTT. 

Powiązany post: W części 4 naszego przewodnika wyjaśniamy, jak nawlec i wykonać pierwszą krajkę na 10 tabliczkach na podstawie wzoru z GTT.

Spis materiałów jest aktualizowany (wersja z 8.09.2020).

Projekt “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia”, w ramach którego powstał przewodnik po tkactwie tabliczkowym zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

„Lubię tkwić głęboko w tradycji…” – o współczesnym tkaniu pasów ludowych rozmawiamy z Edytą Wiśniewską

Jedną z misji WICI jest pokazywanie światu twórczości artystów wykorzystujących dawne rzemiosła i materiały. Odwiedzamy ich pracownie, fotografujemy ich twórczość i przeprowadzamy wywiady, w których opowiadają nam swoje ciekawe i często zaskakujące historie. Zależy nam, żeby podzielić się z Wami tymi relacjami, dlatego na blogu WICI regularnie przeczytacie i zobaczycie sylwetki współczesnych twórców, którzy tak jak my (i pewnie tak jak Wy!) są zafascynowani kulturą dawną. Zapraszamy do lektury, nieście WICI dalej!

Poznałyśmy Edytę Wiśniewską na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie, jednym z największych festiwali sztuki i kultury ludowej w Polsce. Festiwal przyciąga najciekawszych twórców ludowych z Polski i krajów ościennych, ma świetną oprawę muzyczną i niezapomniane potańcówki przy świetle księżyca. Stanowisko wystawiennicze Edyty od razu zwróciło naszą uwagę – kilkadziesiąt utkanych ręcznie pasów (krajek) o ciekawych zestawieniach kolorystycznych i niespotykanych wzorach. Każdy z nich był inny i stanowił całość samą w sobie. Wszystkie razem tworzyły piękną kompozycję.

Zza kurtyny barwnych krajek po chwili wyłoniła się sympatyczna autorka owych dzieł. Edyta opowiedziała nam o początkach swojej przygody z tkaniem oraz o wielowiekowej tradycji wybieranych krajek na Sokólszczyźnie (rejony Białegostoku), która finansowała życie okolicznych wsi do końca lat 80-tych. Edyta bada, dokumentuje i podtrzymuje tradycję tkania krajek wybieranych, ma na koncie dwie publikacje na ten temat (zobacz PDF). Od czasu Jarmarku jesteśmy w kontakcie, a jej prace dostępne są także w naszym sklepie internetowym

 

Ciekawi Was, jak dawniej używano krajek i czy ktoś jeszcze robi je dzisiaj? Jak Edyta nauczyła się tkać oraz ile czasu zajmuje wykonanie jednego pasa? Zapraszamy do przeczytania wywiadu! 

 

Co Cię zainspirowało do nauczenia się tkania?

Moje zainteresowanie zaczęło się poprzez pracę w domu kultury. Dzięki temu, że istnieje przy nim małe muzeum i zajmuje się ono promocją twórczości ludowej, miałam możliwość poznać tkaczki ludowe z terenu Podlasia, dowiedzieć się ciekawych rzeczy o tradycjach tkackich mojego miejsca zamieszkania (a mieszkam w powiecie sokólskim, w województwie podlaskim). Kiedyś z koleżanką  z muzeum miałyśmy wymyślić zajęcia dla pań i ja zaproponowałam tkanie. Zaczęłam od nauki z Internetu, a skończyłam na nauce u tkaczek ludowych.

Skąd są wzory? Czy tworzysz własne?

Wzory czerpię z terenu dzisiejszego Podlasia, sięgają one jednak korzeniami daleko w głąb dziejów – podobne ornament spotkamy na terenie Litwy oraz Białorusi. Tradycje tkackie tworzenia pasów były na terenie dzisiejszej Sokólszczyzny jeszcze żywe w latach 50-tych XX wieku. Żeby poznać autentyczne wzory i typową kolorystykę, zajęłam się nawet badaniami w terenie. Uzyskałam stypendium na ten cel i udało mi się zarejestrować wiele zabytków, opisać je. Dzięki temu mam bardzo dobrą wiedzę na temat XX-wiecznych wzorów występujących na Podlasiu i na temat kolorystyki pasów tkanych tutaj.

Ile zajmuje utkanie krajki?

Kilka godzin. Tkam zazwyczaj krajki o długości do 2 metrów. W zależności od wybranego wzoru tkanie może zajmować mniej lub więcej czasu. Jeżeli tkam wyłącznie z nitek wełnianych, to krajkę mogę tkać 6-16 godzin. Jeżeli tkam z wełny i lnu – zajmie to więcej czasu. Nie ma zasady, wszystko zależy od konkretnego pasa.

Z jakich materiałów lubisz tkać?

Staram się tkać z tradycyjnych materiałów. Ponieważ jestem tkaczką ludową, muszę dbać o jakość przędzy. Zdarza się, że sama przędę nitkę wełnianą na krajki, bo chcę by dobrze wyglądała. Do projektów pasów “komercyjnych” również stosuję wełnę, ale już gotową, często jest to mieszanka wełny i alpaki. Na terenie, na którym mieszkam tkało się albo z wełny i lnu albo wyłącznie z wełny. Tradycyjnym materiałem była jednak wełna i staram się to uszanować.

Co jest najtrudniejsze w tym rzemiośle?

To praca monotonna. Na początku jest pomysł i przygotowanie, a potem następuje monotonne tkanie. Nie jest to zajęcie specjalnie opłacalne a wymagające, przede wszystkim wymagające czasu i wysiłku. Trzeba mieć sporo w sobie pasji by się nie zniechęcać i tkać dalej, pomimo różnych problemów (np. z przędzą którą trudno nabyć w odpowiedniej grubości, brakiem nabywców).

Co lubisz najbardziej w tkaniu?

Lubię wymyślać różne połączenia kolorów, analizować stare zabytki tkackie i zachwycać się ich wykonaniem i pomysłowością dawnych tkaczek. Sama tkam raczej dla przyjemności, próbując chociaż zbliżyć się do pewnych wspaniałych pomysłów z przeszłości. Ale inspiruję się tradycją tkacką regionu, poprzez swoje prace staram się ją celebrować. To dla mnie najlepsza nagroda i największa przyjemność.

Jak można nosić lub wykorzystać krajki dzisiaj?

Krajki mogą być wykorzystywane jako paski do torebek, jako elementy dekoracyjne, którymi obszywa się kosmetyczki, ubrania, jako obroże dla piesków (nawet ;). W moim przypadku tkam bardzo tradycyjnie z wełny i długość jest też “tradycyjna” dla moich stron – krajki służyły zazwyczaj jako element stroju, przewiązywano się nimi, więc musiały mieć około 2 metrów długości, dla wygody noszenia. Ale zdarzyło mi się też wytkać bransoletki, paski które potem były szelkami do spodni, a nawet popełniłam krajkę o kształcie krawatu – to był prezent dożynkowy dla Prezydenta Andrzeja Dudy. Więc jestem dość “elastyczna” przy indywidualnych zamówieniach. Na co dzień jednak lubię tkwić głęboko w tradycji.

Edyta jest jedną z realizatorek projektu Ukryte – krajka w domu i muzeum, badań krajek z terenów północno-wschodniego Podlasia. Efektem projektu jest m.in. publikacja “Krajka. Sokólska Tkanina Ludowa” wydana przez Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej.

 

Nota biograficzna 

Edyta Wiśniewska

Zamówienia: Krajka – rekonstrukcje

Rocznik 1985, pochodzi z gminy Janów w Powiecie Sokólskim. Z wykształcenia filolog polski, z zamiłowania – tkaczka krajek i prządka. Stypendystka Marszałka Województwa Podlaskiego w dziedzinie twórczości artystycznej z roku 2016. Uczyła się tkać krajki metodami tradycyjnymi od uznanych twórczyń ludowych Podlasia: Moniki Wysockiej oraz Teresy Pryzmont (tkaczek związanych z tkaniną dwuosnowową). W ramach wspomnianego stypendium szukała zabytków tkackich – tkanych ręcznie pasów, na swoim rodzinnym terenie – Sokólszczyźnie oraz odtwarzała je dla lokalnego muzeum. Od 2018 roku należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Na swoim kącie ma wystawy swoich prac stypendialnych w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej oraz Muzeum Ziemi Sokólskiej przy Sokólskim Ośrodku Kultury. Prowadziła kilkakrotnie warsztaty tkackie poświęcone krajkom dla różnych grup wiekowych, m.in. w roku 2018 w ramach Jarmarku Jagiellońskiego w Lublinie. 

W swoich pracach czerpie z tradycyjnego wzornictwa i kolorystki zabytków tkackich Podlasia, głównie terenu powiatu sokólskiego. Tka głównie na warsztacie tkackim stołowym, ale dla podtrzymania tradycji również metodą „na nogach” (osnowa rozciągana jest na nogach tkaczki, a nitkami manipuluje się dzięki stworzeniu prymitywnych nicielnic).

Fotografie: Edyta Wiśniewska, Stowarzyszenie WICI, Camera Obscura Studio

 

Projekt „Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia”, w ramach którego powstał wywiad zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 2. Książki do nauki

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 2 przedstawiamy najlepsze książki o tkaniu na tabliczkach dla początkujących i zaawansowanych.

Tkactwo tabliczkowe doczekało się kilku dobrych opracowań wykonanych przez badaczy, jak i praktyków. Wszystkie są w języku angielskim, a jedno także po niemiecku, dostępne do kupienia w internecie (nie sądzę, że znajdziecie je w jakiekolwiek stacjonarnej księgarni, chyba że na specjalne zamówienie). W języku polskim nie ma obecnie podobnych publikacji, a przynajmniej do momentu powstania tego wpisu, czyli marca 2020 (tak, czas kwarantanny…) ich nie spotkałam. Poniżej znajdziecie krótki opisy trzech moich ulubionych książek o tkactwie tabliczkowym wraz z rekomendacją komu przydadzą się najbardziej.

 

“Card Weaving”, Candace Crockett, wyd. 1973 (1991), 142 strony

Główne zalety: nieskomplikowana, odpowiednia dla początkujących, zawiera rys historyczny i podstawowe wzory

Autorka tej książki jest badaczką, tkaczką oraz kolekcjonerką tekstyliów utkanych na tabliczkach. Zabiera czytelnika w przepiękną podróż w czasie i przestrzeni, opowiadając o tkactwie tabliczkowym z perspektywy archeologicznej i historycznej. Pierwszy rozdział opowiada o początkach techniki i jej zróżnicowaniu na różnych kontynentach. Omawia bardzo wiele znalezisk archeologicznych z czasów antycznych, ze średniowiecza, jak i współczesne zainteresowanie tkactwem tabliczkowym.

Poza rozdziałem ze wstępem historycznym, książka jest typem podręcznika, z którego możesz nauczyć się wszystkiego od podstaw. Książka jest napisana prostym, przystępnym językiem i dość łatwo się z niej uczyć. Ma niestety już swoje lata, a jej kolejne wznowienia nie są rozszerzane czy edytowane. Ilustracje są proste i pomocne, jednak nieco przestarzałe w porównaniu do publikacji Claudii Wollny z 2019. Książkę Candace Crockett wyróżniają bardzo ciekawe fotografie pasów i krajek wykonane przez autorkę w muzeach i na wystawach na całym świecie – od Europy, przez Azję Centralną i Afrykę. Jej zainteresowanie tkaniem ma wyraźny rys podróżniczy. Obecnie, Candace Crockett jest emerytowaną profesor sztuki San Francisco State University.

Komu przyda się ta książka? Jeśli interesujesz się historią techniki, warto do niej zajrzeć. Tłumaczy w prosty sposób podstawy i rysowanie wzorów. Omawia także bardziej skomplikowane strukturalne techniki, np. tkanie z użyciem kilku wątków czy tworzenie zaokrąglonych krawędzi i zwężających się końców tkaniny. Ciekawy jest rozdział 8, w którym autorka prezentuje różne możliwości zakańczania pasa, od zaplatania pozostałych nici osnowy, przez zszywanie, zakładanie ozdobnych korali, do tworzenia estetycznych frędzli.

“Card Weaving” Candace Crockett można łatwo kupić w internecie, na Amazon jej cena oscyluje wokół 20 USD plus przesyłka.

 

“Tablets at work”, Claudia Wollny, wyd. 2019, 705 stron

Główne zalety: praktyczny kurs od podstaw, dużo dobrej jakości ilustracji schematów, gotowe wzory do samodzielnej nauki na każdym poziomie zaawansowania

Obszerny, bo ponad 700 stronicowy, ważący 1.8 kg podręcznik do nauki tkactwa tabliczkowego od podstaw. Wydany jest od razu w dwóch wersjach językowych, po angielsku i niemiecku. Naprawdę nie trzeba mieć żadnej wiedzy, aby korzystać z tej publikacji, prowadzi czytelnika za rękę krok po kroku, od zupełnych podstaw. Książka ta to gruntowne, praktyczne opracowanie technik tkactwa tabliczkowego. W pierwszych rozdziałach dowiemy się, jak działają krosienka tabliczkowe, jak je ustawić, jak się poruszają i jak je nawlec. Kolejne rozdziały omawiają poszczególne techniki (nie mają one nazw w języku polskim) – threaded-in patterns, double face, double cloth, 3/1 twill, diagonals, kivrim, Sulawesi, floatwork, 3-hole, 2-hole, pebble weave, cablework, structure weave, relief structure, brocading. Każda technika jest szczegółowo opisana i zilustrowana świetnymi przykładami i schematami. Niektóre wzory dosłownie śledzimy ruch po ruchu, obserwując zachowanie tabliczek i nici osnowy. Mam wrażenie, że książka odpowiada na pytania zanim zdążą się pojawić.

Jest to wyjątkowa publikacja, swoista biblia tkactwa tabliczkowego, którą szczerze polecam. Dzięki niej nauczyłam się projektować i rozrysowywać wzory na papierze. Została wydana kilka lat po tym jak zaczęłam się interesować tkactwem. Gdybym miała uczyć się dzisiaj od podstaw, na pewno zaczęłabym od tej pozycji. Przyda się także kiedy nie jesteś już początkującym, ponieważ świetnie porządkuje wiedzę, pokazuje podobieństwa i różnice między technikami oraz tłumaczy jak w każdej z nich zachowują się tabliczki, czyli coś co dla wielu tkaczy jest intuicyjne, ale nie do końca jasne technicznie.

Książkę można kupić na stronie internetowej autorki. Kosztuje obecnie (marzec 2020) 49.90 EUR plus przesyłka. Autorka jest także aktywną uczestniczką grup dotyczących tkactwa tabliczkowego na Facebook’u, można się z nią bez problemu skontaktować. Na jej stronie znajdują się też inne publikacje, np. “Of Deer, Dogs and Two-Headed Snakes”, w której znajdziemy wzory ze stuły św. Donata – słynnych średniowiecznych tkanin liturgicznych wykonanych na tabliczkach. Claudia Wollny odtworzyła, opracowała i udostępniła 29 motywów z tkaniny. Tą, jak i inne podobne publikacje polecam tylko wtedy, kiedy zapoznasz się z jej metodą notacji tabliczek i projektowania wzorów.

Tymczasem, książce “Tablets at work” towarzyszy promocyjne wideo, które samo w sobie objaśnia mechanizm tkania na tabliczkach.

 

“The Techniques of Tablet Weaving”, Peter Collingwood, 1982 (2015), 320 stron

Główne zalety: poziom eksperta, obszerne techniczne wyjaśnienia, rys historyczny

Czapki z głów dla tych, którzy przeczytają, zrozumieją i spróbują wykonać wszystkie techniki opisane przez Petera Collingwooda. Jego książka to pierwsze i chyba jedyne tak szczegółowe opracowanie techniki tkactwa tabliczkowego. Zawiera obszerny rys historyczny oparty na solidnych badaniach archeologicznych. Rekonstruktorów antyku, okresu migracji i wczesnego średniowiecza ucieszy szczególnie chronologiczna lista zabytków tkactwa tabliczkowego do X wieku włącznie (nie jest kompletna niestety). Książka zawiera dużo ilustracji znalezisk archeologicznych, wszystkie jednak czarno-białe o jakości kserokopii. Edycja z 2015 zawiera wstęp z 1996, bez szczególnych zmian w porównaniu z pierwszym wydaniem.

W kolejnych rozdziałach autor omawia całe uniwersum techniczne tkactwa – od ułożenia tabliczek, po techniki nawlekania, regulowania napięcia osnowy i konstruowanie własnego prostego krosna. Dalej przedstawione są techniki tkania, wyróżnione przede wszystkim ze względu na strukturę powstającej tkaniny. Opisy są naprawdę dokładne i techniczne, co na pewno będzie zaletą dla ekspertów w dziedzinie, ale obawiam się, że może zniechęcić początkujących. Kiedy otworzyłam tę książkę po roku tkania, nie byłam w stanie zrozumieć ani zastosować w praktyce większości technik. Zniechęcał mnie też wyspecjalizowany język. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z tkactwem tabliczkowym, nie nastawiaj się na przeczytanie tej pozycji w całości. Tę książkę, podobnie jak samo rzemiosło, można zgłębiać stopniowo, wracając do niej z kolejnymi pytaniami.

Peter Collingwood (1922-2008) był artystą, ale i świetnym badaczem. W jego książce widać lata zainteresowania technicznym możliwościami tkactwa tabliczkowego. Jego książka zachwyca szczegółowością i poszukiwaniem innowacji w obrębie tkania. Jest to także wspaniały podręcznik, który warto mieć na swojej półce, jeśli tak jak Collingwood, chcesz poznać tkactwo tabliczkowe na poziomie eksperckim. W społeczności osób zajmujących się tkaniem na tabliczkach to jest podstawowa, a jednocześnie najbardziej kompleksowa książka o tym rzemiośle. Jeśli czegoś w niej nie ma, to chyba po prostu się nie da.

“The Techniques of Tablet Weaving” można kupić na Amazonie i innych platformach, w miękkiej okładce jest dostępna już od 25 USD plus koszty przesyłki.

Projekt “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia”, w ramach którego powstał przewodnik po tkactwie tabliczkowym zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 1. Sprzęt i materiały do tkania

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 1 omawiamy sprzęt (jakie tabliczki i skąd je wziąć) oraz polecamy rodzaje włóczek, które według nas będą odpowiednia na początek przygody z tkactwem tabliczkowym. 

Skąd wziąć tabliczki?

Najprostsze tabliczki z czterema dziurkami można zrobić w domu. Możesz wykorzystać do tego starą talię kart do gry. Ważne, aby karty były z dobrej jakości papieru – dość sztywne i grube, żeby się nie wyginały podczas obracania.

Tabliczki wycinamy zwykłymi nożycami do papieru. Tabliczka to kwadrat o boku od 4 do 6 cm o zaokrąglonych rogach. U mnie najlepiej sprawdza się wielkość 4.5 x 4.5 cm lub 5 x 5 cm. Dziurki można wykonać dziurkaczem biurowym. Ważne, żeby w każdej tabliczce były mniej więcej w tym samym miejscu. Dzięki temu tabliczki założone już na nici osnowy będą równo rozmieszczone i łatwe do obrania. 

Tabliczki można także kupić. Na Amazon znajdziesz zestawy plastikowych tabliczek. W Polsce tabliczki tkackie z drewna i kości wykonują rzemieślnicy związani z ruchem rekonstrukcyjnym. Można znaleźć je w sklepach internetowych dla rekonstruktorów (także w naszym WICIstore) lub na Allegro (wycinane ręcznie lub laserowo). Warto spojrzeć także na fora i grupy dla rekonstruktorów średniowiecza na Facebook’u i zapytać tam.

Nie ma minimalnej liczby tabliczek potrzebnych do rozpoczęcia tkania. Polecam zacząć od 8-10. Po jakimś czasie przyda się zestaw 20 tabliczek, na którym można wykonać już całkiem złożone wzory. 

Czy potrzebuję innego sprzętu?

Nie, żeby zacząć tkać na tabliczkach potrzebujesz przede wszystkim tabliczek. Do zestawu można dodać proste płaskie czółenko, na które nawija się nić wątku i którym dobija się utkany fragment po każdym przełożeniu wątku. Nie jest to jednak konieczne, można zrobić to po prostu dłonią. Czółenko można wykonać także z grubszej tektury. W sklepach, np. HobbyWełna są dostępne proste drewniane czółenka, które idealnie nadadzą się do tkania krajek. Długość jest różna, u mnie sprawdza się najbardziej 15-20 cm. Ważne, żeby czółenko nie miało ostrych krawędzi i nierównych, szorstkich powierzchni, które mogą porwać wełnę. 

Tkając na tabliczkach zwykle zaczyna się od techniki “back strap”, czyli przywiązania nici osnowy z jednej strony do nieruchomego obiektu (kaloryfera, nogi od stołu), a z drugiej strony do pasa osoby tkającej. Regulowanie natężenia wici jest banalnie proste – wystarczy się odpowiednio oddalać (lub przybliżać) od obiektu, który trzyma początek osnowy (naprawdę stary żeberkowy kaloryfer sprawdza się najlepiej). W plenerze można z powodzeniem przywiązać się do drzewa.

Krosno ręczne – inkle loom

W przyszłości możesz chcieć mieć krosno do tkania, dzięki któremu można odłożyć pracę na bok w każdej chwili, bez konieczności odwiązywania nici od paska. Ja tkam na inkle loom, czyli krośnie ręcznym do tkania pasów (z angielskiego inkle znaczy tkany pas lub taśma). Krosna te służą właściwie do innej techniki, tzw. inkle weaving, ale można je z powodzeniem wykorzystać do tkactwa tabliczkowego. Krosno jest wykonane z dobrej jakości drewna, jedyny metalowy element to śruba do regulowania napięcia nici osnowy. Może stać na ziemi lub na stole, możesz je też trzymać na kolanach. Krosno powinno być solidne i stabilne, jeśli się za bardzo przesuwa albo chwieje przy obracaniu tabliczek, to uniemożliwia równe tkanie i denerwuje. 

Kształtów i konstrukcji inkle loom jest bardzo wiele. Ja używam prostego krosna wykonanego przez rodzinną firmę Isetehtu z południowej Estonii, specjalizującą się w sprzęcie tkackim. Koszt takiego krosna to 50 euro plus przesyłka. Możesz je także kupić (lub zamówić, a przynajmniej obejrzeć) na dużych festiwalach rękodzieła lub imprezach rekonstrukcji historycznej. Warto zwrócić uwagę, czy kołki, na które nawinięte będą nici osnowy są gładkie i wypolerowane. Jeśli wyczuwalne są drzazgi czy inne nierówności, to włóczka będzie się zaciągać i jej przesuwanie nie będzie płynne.

Plusem zastosowania krosna jest możliwość nawinięcia wszystkich tabliczek na raz, a nie męczenia się z nawlekaniem każdej osobno. Jeśli złapiesz bakcyla tkactwa tabliczkowego, to będzie prawdopodobnie pierwsze ulepszenie, o którym pomyślisz. Oszczędza bardzo dużo czasu. O nawlekaniu tabliczek grupowo na krosno ręczne przeczytasz w oddzielnym poście (jest też video). 

Minusem pracy na krośnie jest ograniczenie w długości utkanego taśmy. Na moim krośnie wygodnie mogę wykonać pas do 4 m. Są dostępne także większe krosna (wyższe, z większą liczbą kołków), na których można utkać nawet 7-8 m krajki. Przesuwanie osnowy na nich bywa jednak niewygodne. 

Jaka włóczka do tkania na tabliczkach?

Na początek idealna będzie włóczka typu wełna z akrylem lub innym sztucznym włóknem. Nie warto od razu zaczynać od czystej wełny, bo może być dość sztywna i szorstka i przez to utrudniać obracanie tabliczek, które na początku wychodzi nieco niezdarnie. Kiedy ręce opanują ten ruch, rodzaj nici przestaje mieć tak wielkie znaczenie. Lepiej unikać nici, które są bardzo sztywne lub przeciwnie, nazbyt się rozciągają. 

Nie polecam muliny, kordonka czy lnianych nici – wszystkie są zdecydowanie za cienkie na początek. Motek wełny, który waży około 100 g i ma 200-300 m długości dość dobrze reprezentuje pożądaną grubość włóczki. Może być też grubsza, np. 100 g i 100 m. 

Przydadzą się także nożyczki oraz centymetr, jeśli chcesz zmierzyć szerokość krajki i trzymać się jej w trakcie tkania. 

Projekt “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia”, w ramach którego powstał przewodnik po tkactwie tabliczkowym zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

XIV-wieczna taśma tabliczkowa znaleziona na zamku w Siewierzu

Nasz projekt dotyczący tkactwa tabliczkowego w Polsce ruszył! Zaczynamy od przeglądu artykułów oraz konsultacji z pracownikami muzeów archeologicznych w całej Polsce. Jest to podróż w głąb historii, archeologii i antropologii kulturowej i to ścieżkami, których, jak mówią nam muzealnicy, od dawna nikt nie przecierał 😉 Tym bardziej cieszy nas zgłębianie historii tkania na tabliczkach na terenach dzisiejszej Polski.

Tkactwo tabliczkowe w Polsce

Tkactwo na krosienkach w postaci tabliczek znane jest od bardzo dawna, jednak jego rozkwit przypada na czasy średniowiecza. Wtedy to tkactwo (nie tylko tkanie pasów, ale i całych tkanin) bardzo rozwinęło się w Europie. Z rzemiosła okołodomowego, którym zajmowały się głównie kobiety przeszło transformację do profesji (wykonywanej przez przedstawicieli obu płci) oraz formy artystycznej, którą zajmowano się także na dworach.

Na podstawie znalezisk archeologicznych, których nie ma bardzo wiele, można przypuszczać, że tkactwo tabliczkowe nie było popularne na terenach dzisiejszej Polski tak bardzo jak w Skandynawii. W dawnej wikińskiej osadzie Birka na południu Szwecji, na wyspie nieopodal Sztokholmu, znaleziono bardzo dużo krajek wykonanych na tabliczkach. W Polsce aż tylu fragmentów tkanin wykonanych tą techniką (jeszcze) nie odkryto, jednak nie znaczy to, że nie ma żadnych. Raz na jakiś czas w kolekcjach przedmiotów wykopanych przez archeologów pojawia się tkanina wykonana na tabliczkach. W poszukiwaniu takich tkackich perełek zabieramy Was dzisiaj do Siewierza, a dokładnie na tamtejszy zamek.

Tkaniny odkryte na zamku w Siewierzu

Zamek w Siewierzu to imponująca budowla, której początki sięgają początku XIII wieku. Zamek został wielokrotnie przebudowany w XIV wieku. W czasie działań zmierzających do rewitalizacji zabytku i udostępnienia go jako obiektu turystycznego, przeprowadzono badania archeologiczne, dzięki którym wiele interesujących obiektów ujrzało światło dzienne – wśród nich 23 fragmenty tkanin (wełnianych i półwełnianych), w tym jedna taśma tabliczkowa.

Warto wspomnieć, że w średniowieczu włókiennictwo i handel wyrobami tkackimi stanowiły ważną gałąź gospodarki Śląska. Według źródeł, którymi dysponują archeolodzy pierwsze zapisane użycie kołowrotka ręcznego (urządzenia do przędzenia, czyli formowania nici np. z nierozczesanej wełny) miało miejsce w zakonie beginek w Świdnicy. Śląskie sukna (czyli materiały utkane z wełny) miały ponoć dobrą jakość i były chętnie kupowane w Polsce. 

Tkaniny odnalezione w Siewierzu zachowały się dobrze, w kilku fragmentach o jasno i ciemno brązowym zabarwieniu. Jak zbadali je archeolodzy? Pod mikroskopem, przy czym badanie poprzedziło czyszczenie próbek bieżącą wodą oraz roztworem z korzenia mydlnicy. Mydlnica to roślina, która działa jak bardzo delikatny środek piorący i odtłuszczający wełnę (korzeń w kontakcie z wodą zaczyna się pienić i przypominać mydło). Wśród znalezisk było 10 fragmentów tkanin wełnianych, 10 fragmentów jednej tkaniny półwełnianej, 1 taśma tabliczkowa oraz 2 fragmenty sznurka.

Mydlnica lekarska Źródło: Wikimedia. AfroBrazilian / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)

Tkany obraz

Oprócz interesującej nas krajki, uwagę przykuła także “tkanina półwełniana” – utkana wełnianymi nićmi na lnianej osnowie. Jest to tak zwana tapiseria, czyli tkanina dekoracyjna mająca zwykle piękny i skomplikowany wzór tylko na jednej stronie, utkana z wełny z domieszką innych naturalnych nici – lnu, bawełny lub jedwabiu, a także nici srebrnych i złotych. Tapiserie to swoiste tkane obrazy z figuralnymi przedstawieniami. Tapiseria z Siewierza to unikatowy zabytek, jedyny tego typu z XIV wieku pozyskany w wyniku wykopalisk archeologicznych.

Badania pokazały jednak, że wcale nie została wyprodukowana na terenach polskich, lecz przybyła z bardzo daleka. Wszystko wskazuje, że jest to fragment czapraka (podkładki pod siodło) bądź juk o wschodniej proweniencji. Wyjaśnienie to ma sens, gdy dodamy, że została znaleziona w obrębie dawnej stajni, a w sam zamek był obiektem najazdu Tatarów! Tapiseria mogła znaleźć się na zamku jako podarunek, obiekt handlowy lub łup wojenny.

Przykład tapiserii: Dama z jednorożcem, Francja, XV wiek. Źródło: https://www.tchevalier.com/unicorn/tapestries/sight.html

Tatarska krajka

Główna bohaterka – ozdobna taśma – została zrobiona na 12 tabliczkach. Wymiary kawałka to 2 x 7 cm. Dobry stan tkaniny pozwolił archeologom określić jej oryginalne kolory. Przędza wykorzystana do jej utkania była zafarbowana na niebiesko-zielony, czerwony i żółto-brązowy, nici były pojedyncze i podwójne. Analizy chemiczne niestety nie przyniosły rozstrzygnięcia, czym została zafarbowana wełna. Cząsteczki barwników uległy degradacji, możliwe także, że żółtawo-brązowy kolor to naturalna, niebarwiona wełna. 

Okazuje się, że fragment taśmy i tapiserii stanowiły jedną całość lub były elementem tego samego obiektuuprzęży oraz czapraka lub juki dla konia. Tu z pomocą w interpretacji przychodzi antropologia: w Azji wśród ludów koczowniczych taśmy wykonane na tabliczkach, dzięki ich mocnemu, gęstemu splotowi, były i są po dziś dzień wykorzystywane jako uprząż. Stosuje się je też do obszywania i wzmacniania innych rzeczy wymagających zabezpieczenia brzegów. Tapiserii z kolei używa się do konstruowania ozdobnych toreb i worków jucznych. Bardzo możliwe zatem, że siewierska krajka tabliczkowa i tapiseria były zarówno użytkowym, jak i dekoracyjnym obiektem, który zdobił konia jakiegoś tatarskiego wojownika…

Rekonstrukcja taśmy z Siewierza

Archeolodzy odtworzyli wzór wełnianej krajki tabliczkowej. Została wykonana także jej rekonstrukcja. Okazuje się, że jest to dość prosta taśma o podstawowym, strzałkowym wzorze. W publikacji jest dostępny model 3D wzoru. Wiedza “insiderska” dla wszystkich, którzy tkają: obiekt w 3D oraz utkana odtworzona krajka prezentują ten sam wzór, na którym widać, że wszystkie nici osnowy skręcają się w tę samą stronę (\\). Dlatego górna “połowa” diamentu ma gładkie linie, a “dolna” nieco poszarpane. Natomiast na schemacie nad zdjęciem rekonstrukcji, od połowy wzoru nici osnowy (horyzontalne) “odbijają” i skręcają się w przeciwną stronę – skręt dolnej połowy nici osnowy jest lustrzanym odbiciem górnej. W praktyce ten lustrzany układ nici osnowy dałby gładkie krawędzie diamentu na wzorze (\/) zarówno na dole, jak i u góry.

Źródło ilustracji: Maria Cybulska, Tomasz Florczak, Sławomir Kuberski, Tkaniny z zamku w Siewierzu. Analiza i rekonstrukcja (Aneks), str. 59

Taśma tabliczkowa z Siewierza – Pobierz wzór w PDF

Jeśli interesują cię szczegóły dotyczące siewierskich takie jak splot tkanin, grubość nici i kierunek skrętu oraz sposób ich badania zachęcam do zajrzenia do oryginalnych publikacji:

Łukasz Antosik, Artur Ginter, XIV-wieczne wyroby włókiennicze pozyskane w trakcie badań archeologicznych na zamku w Siewierzu, s. 29-46 oraz

Maria Cybulska, Tomasz Florczak, Sławomir Kuberski, Tkaniny z zamku w Siewierzu. Analiza i rekonstrukcja (Aneks), s. 47-64

W: ARCHEOLOGIA 20 Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Bytom 2015.

Projekt „Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia” zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Rozśpiewane Kurpsie. W trasie z “Wesołymi Nutkami” na 32. Regionalnym Przeglądzie Zespołów Artystycznych – Wici na Kurpsiach część III

Kurpie słyną z zorganizowanych i silnych kobiet. W czasie mojego wakacyjnego pobytu miałam szczególną okazję poznać grupę “Wesołe nutki”, pod której nazwą kryje się koło gospodyń wiejskich z Kadzidła. Zaangażowanie mieszkańców w życie lokalnej społeczności nie kończy się wraz z przejściem na emeryturę, przeciwnie, do koła należy sporo osób po 50-tce, które z energią nastolatków działają na terenie gminy.

Zaczęło się niewinnie, bo od sernika. Pewnego poranka moja ciocia, mieszkanka Kadzidła, zapowiedziała, że będziemy robić ciasto na kolejny dzień. Pomyślałam od razu, że musi stać za tym jakaś okazja. No i oczywiście! “Ruszamy w trasę, mam jutro koncert w Wąsewie z koleżankami!” – wyjaśniła raczej entuzjastycznie 🙂

I tak kolejnego dnia ruszyłam z “Wesołymi Nutkami” na przegląd zespołów działających przy kołach gospodyń wiejskich. KGW powstają w regionie na nowo, wiele zostało reaktywowanych w ostatnich latach, a ich działanie wspierają środki unijne np. poprzez remonty miejsc spotkań.

Wsiadamy w autobus pełen kobiet z okolicznych wiosek, część jest już ubrana w stroje, a szefowa wycieczki raportuje “Kadzidło wsiadło”. Jedziemy do Wąsewa, gdzie zbiera się prawie 40 zespołów z sześciu powiatów, dlatego występy odbywają się na sporej wielkości hali sportowej.  Przegląd odbywa się co roku, to już 32 edycja. Z powodu dużego zainteresowania każda z uczestniczących grup śpiewa tylko jeden utwór. W trakcie występów obejrzałam także rękodzieło stworzone przez uczestniczki, w tym piękne wycinanki, ozdobne fartuchy, szydełkowe serwety, czy kwiaty z bibuły.

Wokół mnie rozbrzmiewa wesoła muzyka na harmonii, a uczestnicy tańczą pod sceną. Czynnie zaangażowała mnie degustacja ciast… okazało się, że każdy zespół przywozi własnoręcznie upieczone słodkości i inne smakołyki typowe dla regionalnej kuchni.

Całe wydarzenie to prawdziwe święto kobiet, przebywając wśród nich odczuwa się tą atmosferę. Moje towarzyszki śmieją się i żartują, ale nie zapominają o najważniejszym – z pełnej piersi zaśpiewać trzeba. “Wesołe nutki” tuż przed występem zbierają się na ostatnie przygotowanie, poprawiają kwiaty wpięte w koszule, układają fryzury. Oczywiście ich występ jest taki jak one – energiczny i wesoły, uśmiecham się na samo wspomnienie tego dnia.

Koła zaskakują strojami – bo nie tylko te ludowe tu królują – są też zaskakujące wesołe przebrania np. greckie boginie

“Wesołe nutki” mają siedzibę w domu kultury Kurpianka. Odwiedziłam ich kiedyś na próbie. Wchodzę, a tam na stole ciasto i świętowanie imienin.  Zapytałam kogo to imieniny, a one odpowiadają, że Anny. Myślę na głos “Anny jest za dwa tygodnie”. A “Wesołe nutki” na to, że pod koniec sierpnia będa w rozjazdach – bo to jedna na wycieczce, a to na koncercie, a to na pielgrzymce, harmonogram zajęty! 🙂 Jeszcze jedna podsumowuje z żartem “A wiadomo czy dożyjemy?” I cała sala wypełnia się gromkim śmiechem. Potem otwierają śpiewniki i słychać “Jak słodko mija życie….”

Paniom z “Wesołych Nutek” dziękuję za poczucie humoru, wesoły wyjazd, mogę się tylko uczyć ich dystansu do życia i wesołości.

W rytmie ludowych wycinanek, Muzeum w Łowiczu – część I

Łowicz to miejscowość, która słynie z folkloru, a zwłaszcza z przepięknych kolorowych pasów ozdabiających tradycyjne stroje z regionu. Łowicki folklor zachwyca także wycinankami, czyli ozdobami wycinanymi z papieru, którymi kiedyś dekorowano wiejskie chaty. Rytm, symetria i harmonia to znaki rozpoznawcze sztuki wycinania, jednak w Łowiczu kunszt pracy z papierem rozwinął się na tyle, że powstały zupełnie nowe formy takie jak np. kodra, czyli wycinanka przedstawiająca całą scenę czy ażurowa gwiozda, stworzona na potrzeby nabywców sztuki ludowej. Współczesne pocztówki, magnesy i inne pamiątki z regionu, które przedstawiają parę w pasiastych strojach to grafiki bazowane właśnie na wyklejanych wycinankach, których bogate zbiory można zobaczyć w Muzeum w Łowiczu. Wystawa muzealna składa się z wielu interesujących i dobrze zrobionych części, z których każda zasługuje na oddzielny tekst. W tym poście skupimy się na ekspozycji wycinanek, a także ich ciekawej historii.

Ekspozycja wycinanek w Muzeum w Łowiczu

Wycinanki miejskie

„Z pierwszej zaś izby wynieśli wszelki sprzęt zbytni do komory, że ostały ino obrazy, a chłopaki ustawiali pod ścianami ławy mocne a długie stoły. Izba też była wybielona z nowa, wymyta, a komin przysłonięty modrą płachtą, cały zaś pułap i belki, poczerniałe ze starości, Jagusia suto przystroiła wycinankami. Maciej był przywiózł z miasta kolorowych papierów, a ona wystrzygnęła z nich kółek strzępiastych, to kwiatuszków, to cudaków różnych, jako: kiedy psy gonią owce, a pasterz z kijem za nimi leci, abo zaś i procesję całą, z księdzem, z chorągwiami, z obrazami i inne różności, że spamiętać trudno, a tak wszystko utrafione i foremne kieby żywe, aż się ludzie wczoraj na rozplecinach dziwowali. Umiała ona i nie takie, a wszystko, co ino zamyśliła abo na co spojrzała… że nie było w Lipcach chałupy bez tych jej strzyżek…”

Władysław Stanisław Reymont, „Chłopi”

Lipce Reymontowskie i Łowicz dzieli zaledwie 26 km. Kiedy Reymont pisał “Chłopów” wycinanka była nie tylko popularna na wsiach, ale została doceniona także przez etnografów, literatów i innych miłośników kultury ludowej. Pod koniec XIX wieku zaczęto zastanawiać się nad pochodzeniem wycinanek. Hipotez jest wiele, ale dwa najczęściej pojawiające się źródła, jak podaje Aleksander Błachowski (1986), są związane z miastem – z kulturą szlachecką i religijnymi wycinankami żydowskimi.

Jak się okazuje, już kilka stuleci wcześniej wycinanki z papieru wykonywały urzędy jako dekorację pieczęci na sporządzanych aktach prawnych, testamentach, przysięgach i innych dokumentach. Te tzw. “wycinanki pieczętne” miały znajomy kształt ażurowych rozet – z dużym prawdopodobienstwem właśnie one mogły stanowić pierwowzór wiejskich wycinanek w kształcie gwiazd. Innym źródłem inspiracji do twórczości z papieru mogły być tradycyjne wycinanki wieszane przez Żydów w oknach domów w czasie religijnych świąt. Kupcy żydowscy byli także głównymi dostarczycielami papieru, co mogło inspirować kobiety na wsiach do zajęcia się podobną sztuką.

Wnętrze łowickiej chaty

Wycinanki łowickie – cechy charakterystyczne

Tradycja wycinanek w łowickiem sięga lat 70-tych XIX wieku. Odkryte na przełomie wieków przez artystów i kolekcjonerów zaczęły być nie tylko dekoracją wiejskiej chaty, ale dziełem sztuki tworzonym na sprzedaż. W efekcie wśród kobiet wycinkarstwo stało się niemalże zawodowym zajęciem, a ich wytwory były prezentowane i podziwiane na wystawach w miastach. Echem tego zainteresowania jest z pewnością to, że dzisiaj zarówno strój łowicki, jak i łowicka wycinanka są postrzegane jako kanon polskiej, nie tylko regionalnej, kultury ludowej.

W różnych regionach formy i motywy wycinanek rozwijały się nieco inaczej. Łowickie wycinanki mają kilka cech charakterystycznych, po których łatwo można odróżnić je od np. kurpiowskich. Głównym wyróżnikiem sztuki wycinania łowickich artystów jest jej malarskość – w przeszłości ubodzy łowiczanie, których nie stać było na zakup obrazów kultu malowali krzyż, dookoła ptaki i kwiaty (na płótnie) i nazywali to kodra. Dzisiaj kodra to jeden z typów łowickiej wycinanki przedstawiający scenkę. W łowickich wycinankach powtarzają się także motywy roślinne malowane na ścianach domów czy drewnianych skrzyniach.

Polichromie na drewnianych skrzyniach

Aleksander Błachowski (1986) podaje cały zestaw form wycinanek typowy dla okolic Łowicza. I tak mamy:

Firanki – papierowe zasłonki na okno, białe z ażurowymi wzorami geometrycznymi i roślinnymi.

Drzewka – jednobarwne, o jednej osi symetrii, uważane za najstarsze formy łowickich strojów. Najpierw samodzielne zdobienie, później stały się elementem naklejanym na większe kompozycje, takie jak kodry czy tasiomki.

Ptaki i zwierzęta – jednobarwne, zdobiły lustra, okapy, podobnie jak drzewka stały sie elementem większych wyklejanek.

Gwiozdy – wielobarwne wyklejanki na krążkach białego papieru, z reguły symetryczne, wypełnione motywami geometrycznymi i roślinnymi.

Kodry – wielobarwne wyklejanki, z reguły miały 18-20 cm szerokości i 100 cm długości, w motywach roślinnych lub obrazkowych, wyklejane na białym papierze. Bardzo charakterystyczne dla Łowicza, malarskie, przedstawiają scenkę rodzajową, sytuacje z życia wsi, obrzędy, takie jak wesele, gaik-maik, żniwa, prządki, kurek dyngusowy itp.

Tasiomki – wielobrawne wyklejanki na dwu identycznych wstęgach sklejonych u góry, rozchylonych w dół i zakończonych ząbkami naśladującymi frędzle. W miejscu łączenia umieszczano kwiat lub gwiazdę. Wykonywane z kolorowego papieru. Nietypowo, w tasiomkach występuje czerń.

Gwiozdy ażurowe – wycinanki koliste, owalne, wieloboczne, wycięte tak, że przez ażur prześwituje tylko tło kartonu, wymyślone przez artystkę Franciszkę Burzyńską, na potrzeby odbiorców z miasta. Jako takie nigdy nie zdobiły chat wiejskich. Dzisiaj stanowią kanon sztuki ludowej i znak rozpoznawczy Łowicza.

Kodra

Tradycyjna gwiazda

Motywy

Tematy wycinanek (nie tylko łowickich) można wyróżnić w zasadzie trzy – kanon wzorów przyjęty w danej społeczności, natura oraz wzory wynikające z samego procesu cięcia papieru. Często wzory na wycinankach powielały motywy znane z innych typów rękodzieła. Większość kobiet, które zajmowały się wycinankami, haftowało czy malowało pisanki, stąd naturalnym jest powtarzanie pewnych motywów i zestawów kolorystycznych w ich twórczości. Wycinanki stanowiły integralny element całości dekoracji domu, w skład której wchodziły dekoracyjne tkaniny, haftowane obrusy, słomiane i wełniane pająki zawieszane pod sufitem,malowane skrzynie itp. Ozdoby z papieru służyły do wyeksponowania ważnych miejsc – były naklejane na belki, ozdabiały obrazy, a czasem wisiały w oknach jako ażurowe firanki.

Inną w sztuce wycinania, jak i w każdym innym ludowym rzemiośle, jest po prostu natura, zwłaszcza ta przyjazna i bliska człowiekowi – drzewa, słońce, zwierzęta gospodarskie. Artyści nie kopiowali przyrody, ale przekształcali zaczerpnięte z niej motywy tak, aby dodatkowo pokazać kunszt wycinanki. Wystarczy zwrócić uwagę na często pojawiający się motyw koguta – często ma on nieproporcjonalnie duży ogon, który zawiera najwięcej szczegółów pokazujących technikę artysty. Klasycznym motywem zaczerpniętym z natury jest drzewo, często rozbudowane do symbolicznego drzewa życia i osi świata. Odnajdziemy je w różnych wersjach we wszystkich regionach.

Sam materiał i techniczny proces tworzenia wycinanki uwarunkowuje możliwe do osiągnięcia figury. Jedno lub wielokrotne składanie papieru tworzy osie, które nadają całości rytm, symetrię i równowagę kompozycyjną. Choć artyści ludowi od dziecka spotykają się z określonym zestawem motywów zdobniczych, wielu z nich (pod wpływem etnografów, muzealników i w wyniku konkursów artystycznych) stworzyło swoje nowatorskie kompozycje i motywy, znacząco odchodzące od tradycyjnych mniej skomplikowanych wzorów. W regionie łowickim wycinanki zachwyciły i znalazły swoich odbiorców poza wsią, co dało silny impuls do rozwoju tej sztuki. Powstały nowe formy, np. gwiazdy ażurowe, które tradycyjnie nie były wieszane w łowickich chatach. W wycinankach, jak w każdym wzornictwie, panowały także różne mody, tworzone przez najbardziej uzdolnione i samodzielne artystki, jak i pod wpływem rad etnografów i muzealników.

W łowickim muzeum można zobaczyć właściwie wszystkie opisane typy i motywy wycinanek. Bogactwo wzorów i kolorów, a także wszędobylskie symetrie, harmonie i rytm pozytywnie nastrajają. W mgnieniu oka można docenić ich piękno oraz to, jak wspaniale ocieplają wnętrze.

Bibliografia

Aleksander Błachowski, “Polska Wycinanka Ludowa”, Muzeum Etnograficzne w Toruniu, Toruń 1986

Kobiety, strój, haft. Wici na Kurpsiach – część II

“W kadzidlańskim boru zródełeczko bije chto idzie cy jadzie poterznie go bzije.”

To ruszamy! Do zródła! do Puszczy Zielonej, do Kadzidła. Dziś chcemy wam opowiedzieć o silnych i inspirujących kobietach z Kurpii, dbających o tradycje stroju regionalnego.

Puszcza Kurpiowska to region, w którym stroje ludowe do dziś przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Przy różnego rodzaju uroczystościach kościelnych i państwowych naturalną częścią celebracji jest zakładanie tradycyjnego stroju. Młodzież chwali się, że ma na sobie ślubną spódnicę po babci.

Do stroju podchodzi się z szacunkiem, zajmuje on ważne miejsce w szafie. Są osoby, które “dobrze w ten strój ubierają”, znają niepisane zasady “co do kogo pasuje”. Gdy poprosiłam ciocię o opowieści o stroju, zawołała swoją koleżankę “co się na tym zna” i mnie ubierze.

Jak założyć strój kurpiowski?

Pierwsza zakładana jest koszula, dawniej z lnu samodziałowego, dziś z cienkiej bawełny. Rękawy i kołnierz koszuli zakończone są zaokrąglonymi rogami, które zaczęto ozdabiać w okresie międzywojennym szydełkowymi koronkami i haftem. Obecnie do ozdoby używa się nici w kolorze czerwonym i czarnym.

Następnie zakłada się wełnianą spódnicę i tu ważne, że ma ona część z zaprasowanymi plisami, które tworzą dzwon w jej tylnej części.  Z przodu spódnica jest gładka, tak żeby fartuch dobrze się układał. Ażurowe części fartucha są wykonywane na szydełku.

“Ciociu, to teraz kamizelkę wyjmę? – powiedziałam i nie pomyślałam. “Gdzie kamizelkę! Gorset!” Gorset, dopasowany do talii rozchodzi się w klapy. Obszywano go kolorową lamówka, a całość szyto z tkanin wełnianych i jedwabnych. Kiedyś tę część stroju nosiły tylko panny.  Obecnie tradycja mówi, że gorsety w jaśniejszych kolorach noszą panienki, a ciemniejsze mężatki. Na szyję zakładano bursztyny wydobywane w puszczy i stanowiące o zamożności właścicielki.

Na koniec, “bo jeszcze mogę” nakrycie głowy dla panny;) –  czółko z czarnego aksamitu ozdobione kwiatami i wstążkami.

“Teraz to jesteś prawdziwa Kurpsianka!”. I tak oto stoję w kurpiowskim stroju w ogródku u cioci Jadzi, podobno “mam urodę pod strój”. Przyglądam się mankietem koszuli – podziwiam te wszystkie drobne elementy haftu, wykonane ręcznie z ogromną precyzją. W kolejne dni mam okazję poznać osoby, które przekazują wiedzę na temat ich wykonania.

Ciocia Jadzia i jej koleżanka,”co pięknie ubiera”

Zitajta do nas! Wici na Kurpsiach – część I

Zitajta ludzie, dziś dozieta się kto w puscy siedział i kim Kurpś bół a może nawet duzo ziancej.

A dlaczego dziś o Kurpsiach? Ania, prezeska naszego Stowarzyszenia pochodzi z Puszczy Zielonej i co roku latem odwiedza rodzinne strony. To pierwsza część relacji z jej podróży, w której odwiedzimy Skansen w Kadzidle, zobaczymy jak budowano dawniej domostwa i z czego słynie region.

 

To gdzie te Kurpsie siedzą? W lesie. A gdzie ten bór?

Jadąc z Warszawy kierujemy się na Białystok. Puszcza Kurpiowska rozciąga się tuż przed Mazurami i dzieli się na dwie części: Puszczę Białą i Zieloną. Puszcza Biała przez długi czas była niezamieszkana, dopiero z inicjatywy kleru w XVIII wieku mieszkańcy Puszczy Zielonej stopniowo zaczęli się tam osiedlać.

Słowa po kurpśosku só podobne do polskich tylo trosecke jense, bo kwiat to ksiat, piwo to psiwo, a robic to robźec.

A skoro słowa inne to i ludzie inni… Odmienność kulturowa Kurpsiów wynika z przynależności do puszczy – gęstych lasów, bagien, które stanowiły naturalną ochronę, ale i barierę w kontakcie z innymi. Życie w puszczy oznaczało, że Kurpie musieli być samowystarczalni, a las stał się nie tylko miejscem schronienia, ale i źródłem naturalnych dóbr i pożywienia. Mieszkańcy puszczy sami siebie nazywali “Puszczykami”, a nazwa Kurpie pochodzi od plecionego z łyka lipowego obuwia (kurpsiki). Mówi się, że Kurpsie to ludzie uparci i dumni – żaden Kurpś przed nikem karku ńe zgynał, jek tylko przed samem królem, a teren puszczy nigdy nie został poddany pańszczyźnie.

 

A co w tej puszczy?

W przeszłości jednym z głównych zajęć Kurpsiów było bartnictwo, czyli pozyskiwanie miodu z naturalnych uli tworzonych się w dziuplach drzew. Rekonstrukcje takich barci możemy oglądać na terenie Skansenu w Kadzidle.

zdjecie barci w Kadzidle

barc w Kadzidle

Z czasem martwe drzewa odcinano i transportowano do przydomowych pasiek, w ten sposób powstawały tak zwane ule kłodowe. Jeszcze po II wojnie można było w gospodarstwach spotkać nawet dwumetrowe ule, ważące – bagatela – ponad 200 kilogramów.

ul klodowy, kadzidlo, kurpie

A jak mieszkano?

Chatę kurpiowską można poznać z daleka, odznacza się zdobionymi szczytami dachu zwanymi śparogami (skrzyżowane deski w kształcie rogów) i okiennicami z drewnianymi ażurowymi rzeźbieniami. Wnętrze ozdabiano papierowymi wycinankami, które w oknach przybierały formę firanek.

chata kurpiowska

chata kurpiowska

chata kurpiowska

wycinanki Kurpie

Kadzidło

Moja rodzina pochodzi z Kadzidła, o którym mówią, że to nieoficjalna stolica Kurpii Zielonych. I słusznie – prężnie działający mieszkańcy co roku organizują Międzynarodowy Zjazd Kurpiów, a wraz z nim “wesele kurpiowskie”. Dom kultury “Kurpianka”  regularnie oferuje liczne aktywności dla mieszkańców – imprezy folkowe, warsztaty, koncerty itp. Niedawno otwarto galerię, w której można podziwiać i zakupić prace miejscowych rzemieślników i artystów.

kurpie

Dużo tu silnych kobiet, zaradnych, wesołych i otwartych, ale o nich i o tym jak dotarłam na przegląd kół gospodyń wiejskich, i co robiłam w ogródku u cioci Jadzi i dlaczego “ładna Kadzidlanka choć się nie ustroi” w kolejnych częściach podróży po Puszczy Zielonej.

Ania, z Zielonej Puszczy