Blog

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 10. Słownik przydatnych terminów

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 10 objaśniamy przydatne terminy związane z tkactwem.

Wśród materiałów najczęściej spotykamy tkaniny i dzianiny.

DZIANINA ma strukturę oczek z włóczki, które powstają na drutach, szydełku oraz mechanicznie – na maszynach dziewiarskich. Różne układy i sposoby nawijania oczek to SPLOTY DZIEWIARSKIE (np. słupki czy półsłupki). Pierwsze dziane wyroby wykonane były na dużej kościanej igle z oczkiem, techniką ściegu igłowego tzw. naalbindingu. Dzianie odbywa się na jednej nitce. Możemy sobie wyobrazić, że łańcuszek wykonany na szydełku nie ma właściwie ograniczeń co do długości.

TKANINA składa się z dwóch zespołów nici – osnowy i wątku. Tkanie to nic innego jak przeplatanie nici wątku i osnowy tak, aby stworzyły materiał. Szerokość tkaniny zależy od grubości i ilości nici osnowy, a także od szerokości krosna. Sposób przeplatania osnowy i wątku to SPLOT TKACKI (np. płócienny, rypsowy).

OSNOWA to układ nici biegnących wzdłuż tkaniny, prostopadle do wątku. W przypadku tkania pasów nici osnowy tworzą długość pasa.

WĄTEK to układ nici biegnący w poprzek tkaniny, w procesie tkania wątek wplata się w nici osnowy. Wątkiem można sterować szerokością tkaniny. Przestrzeń pomiędzy nićmi osnowy, przez którą przekłada się wątek nazywa się PRZESMYKIEM TKACKIM. Nić wątku może być nawinięta na CZÓŁENKO TKACKIE.

Nici osnowy i wątku na krośnie pasmanteryjnym do tkania ozdobnych taśm. Zdjęcie: Wici.

Tabliczki złożone w jeden mechanizm tworzą krosno tabliczkowe. Zdjęcie: Wici.

Wyróżnia się kilka typów wątku. Wątek podstawowy splata nici osnowy. To dzięki niemu tkanina trzyma się jako całość. Tkanina może mieć również wątek dodatkowy, dekoracyjny. W technice broszowania występuje wątek ozdobny, którym tworzy się (jakby haftuje) dodatkowy wzór na powierzchni tkaniny, np. pasa. Z reguły używa się do tego ozdobnych nici, np. pokrytych złotem lub srebrem. 

Przykładem tkaniny jest KRAJKA, czyli wąska, ozdobna taśma, dawniej wykonywana ręcznie. Określenie to zostało przyjęte przede wszystkim przez etnografów. Wśród archeologów i specjalistów od włókiennictwa “krajka” ma znacznie węższe znaczenie – nazywa się nią tylko boczny brzeg tkaniny. Stąd zresztą pochodzi nazwa, krajka jest na (s)kraju, czyli na brzegu. Taśma może pełnić rolę krajki, ale może być także oddzielnym materiałem – pasem, ozdobną wstążką, troczkiem do przewiązywania. Krajki tkano z wełny, lnu, konopii, a w późniejszym okresie z bawełny i jedwabiu. Dla ułatwienia, w tym artykule używam słów krajka, taśma i pas wymiennie.

Do tkania krajek używa się prostego krosna ręcznego – KROSNA PASMANTERYJNEGO lub tasiemkarskiego (ang. inkle loom). Można je wykorzystać także do tkania na bardku, jak i na tabliczkach. W przypadku tabliczek, pozwala sprawnie nawinąć osnowę, bez konieczności nawijania każdej tabliczki z osobna. 

Istnieje kilka tradycyjnych technik wyrobu pasów. Jednym z najprostszych narzędzi do tkania krajek jest BARDKO, czyli deseczka z wyciętymi na przemian szczelinami i otworami, przez które przewleka się nici osnowy (na przemian – jedną przez szczelinę, jedną przez otwór w deseczce). Poruszanie bardkiem w górę i w dół powoduje powstawanie przesmyku tkackiego, przez którą przerzuca się nić wątku. Bardko było powszechnie używane od starożytności. 

Bardko z nawleczoną wełnianą osnową. Zdjęcie: Anna Kępa

Taśmy można tkać także na tabliczkach, których zestaw nazywa się fachowo KROSNEM TABLICZKOWYM

TABLICZKA TKACKA to deseczka, zwykle kwadrat o boku 4.5 – 6 cm, z (najczęściej) czterema otworami w narożnikach, przez które przewleka się nici osnowy. Tabliczki wykonywano z rogu, kości, usztywnianej skóry, kory drzewa oraz drewna. Od bardzo dawnych czasów używano tabliczek do utkania tzw. trzeciego brzegu tkaniny, zabezpieczającego przed porwaniem, a jednocześnie zdobnego. Stąd tak powszechne użycie słowa krajka w stosunku do taśm tabliczkowych. Znaleziska archeologiczne potwierdzają, że w ten sposób zabezpieczano tkaniny już w starożytności. Krosna tabliczkowe znane były w Azji, Europie i Afryce

Tkaniny z trzecim brzegiem powstawały na KROŚNIE PIONOWYM, obciążonym glinianymi lub kamiennymi  ciężarkami. Pracowano na nim stojąc, tkając od góry do dołu. Budowa tego narzędzia – banalnie prosta, a jednocześnie skuteczna i w swej prostocie genialna, spowodowała, iż używano go powszechnie nawet 8000 lat (od mezolitu 7000 lat temu do wczesnego średniowiecza, ok. X wieku). Krosno pionowe można zobaczyć w wielu skansenach wczesnośredniowiecznych oraz na wystawie stałej w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.

Różnej wielkości krosna pionowe w Muzeum Wikingów na Lofotach w Norwegii. Zdjęcie: Anna Kępa

Brzeg tkaniny wykonany na tabliczkach. Zdjęcie: Wici.

W średniowieczu sztuka tkactwa tabliczkowego osiągnęła bardzo wysoki poziom. Znane są przykłady pięknych taśmy z Włoch oraz Niemiec. Krajki na tabliczkach wyrabiano na miejscu, ale i sprowadzano, głównie z Bizancjum, skąd pochodzą bardzo misternie wykonane jedwabne i broszowane metalową nicią taśmy. Jedwabne taśmy tego typu z czasów Wikingów znaleziono w całej Skandynawii. W Polsce średniowiecznych znalezisk taśm tabliczkowych jest stosunkowo mało, a przynajmniej mniej niż krajek wykonanych na bardku. Wśród przykładów tkactwa tabliczkowego znalezionego na ziemiach polskich wyróżnia się XIII-wieczna taśma ze Starego Brześcia, taśma z Siewierza (prawdopodobnie tatarska), jedwabna broszowana taśma z Gdańska, taśmy z wrocławskiego Placu Nowy Targ oraz jedno z nowszych znalezisk – jedwabna, ozdobna taśma tabliczkowa z Gródka. Zmierzch tkactwa tabliczkowego przypada na XVIII wiek. 

Próba rekonstrukcyjna broszowanej taśmy ze Starego Brześcia wykonana przez Annę Grzelak, @Nigdziekolwiek. Zdjęcie: Wici.

BROSZOWANIE to technika  wykonywania  wzoru na tkaninie dodatkową  przędzą, głównie wątkiem broszowania, przebiegającą częściowo ponad powierzchnią tkaniny i sprawiającą niekiedy wrażenie haftu. Metalowa lub jedwabna, rzadko wełniana lub lniana nić broszująca występuje tylko w miejscach tworzenia ornamentu i może dawać efekty jedno lub dwustronne. Broszowanie zastosowano na XIII-wiecznej taśmie, którą można zobaczyć na wystawie w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi

Wyrobem ozdobnych pasów, taśm i sznurów, czyli PASAMONICTWEM zajmowali się profesjonalni rzemieślnicy. W średniowieczu cechy pasamoników istniały w Krakowie, Lwowie, Wilnie, Gdańsku, Warszawie, Lublinie, Poznaniu, Gostyniu, Żarnowie, Kole, Warcie oraz Kamionce Strumiłowej nieopodal Lwowa. Wśród pasamoników wyodrębniło się wiele specjalizacji, np. szmuklerze (niem. Schmuck – ozdoba, dekoracja) zajmujący się wyrobem ozdób z nici jedwabnej, metalowej, sznurów, czy frędzli. Wraz z mechanizacją przemysłu pasmanteryjnego w XIX wieku pasamonictwo zmieniło się na dobre – wzbogacił się asortyment, a wyroby znacznie potaniały. Kosztem rozwoju nowych możliwości technologicznych było jednak stopniowe odchodzenie w niepamięć technik ręcznego wyrobu pasamonów. Pamięć o pasamonikach dzisiaj przetrwała w nazwie sklepów… pasmanteryjnych.

Krajki wybierane wykonane przez Edytę Wiśniewską. Zdjęcie: Anna Kępa

W północno-wschodniej Polsce, w państwach bałtyckich oraz na Białorusi znane są KRAJKI WYBIERANE. Ta technika tkacka polega na tym, że z nici osnowy “wybiera się”, czyli oddziela od pozostałych, nitki tworzące wzór na powierzchni krajki. Przesmyk tkacki uzyskuje się poprzez podnoszenie wybranych nici za pomocą patyczków i lnianych pętelek. Co ciekawe, krajki wybierane tkano “na nodze”,  to znaczy rozwinięte nici osnowy zahaczano o stopę, co umożliwiało łatwe kontrolowanie napięcia nitek. Innym sposobem było zawiązywanie jednego końca osnowy w talii, a drugiego np. na sztachecie płotu. 

Na Podlasiu obok terminu krajka używa się nazwy gwarowej POJAS. Tkaczki znały wzory na pamięć, przekazywano je sobie z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu rodziny, a nawet regiony wyróżniały się konkretnymi wzorami, które utrwalały się także przez nadawanie im lokalnych nazw. Do dziś taśmy wybierane są elementem strojów ludowych w krajach bałtyckich i na Białorusi. Bogate kolekcje krajek wybieranych posiadają m.in. Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie oraz Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie.

Pasy do strojów ludowych na wystawie w Estońskim Muzeum Narodowym (Eesti Rahva Muuseum) w Tartu, Estonia. Zdjęcie: Wici.

Bibliografia 

Michałowska, M. (2006). Leksykon włókiennictwa: surowce i barwniki, narzędzia i maszyny, techniki i technologie, wyroby i dziedziny. Warszawa: Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków.

Projekt „Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia” zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 9. Wzór „Siewierz” w PDF

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 8 udostępniamy PDF ze wzorem inspirowanym znaleziskiem archeologicznym – XIV-wieczną taśmą z Siewierza.

W ruinach śląskiego zamku w Siewierzu archeolodzy odkryli fragmenty wełnianej taśmy wykonanej na tabliczkach. Znajdowała się pośród innych wełnianych tekstyliów, których czas powstania określono na XIV wiek. Zachowany fragment taśmy miał 2.2 cm szerokości i 7 cm długości. Dzięki badaniom ustalono kolory krajki: czerwony, żółtobrązowy oraz zielononiebieski. Istnieje kilka hipotez co do tego, do czego mogła służyć taśma. Prawdopodobnie stanowiła część torby jucznej, czapraka lub nawet ozdobną uprząż dla konia. Taśmy tabliczkowe dekorujące wyposażenie jeźdźca znane są z Azji, dlatego przypuszcza się, że XIV-wieczna taśma z Siewierza  (jak i inna ozdobna tkanina z tych samych wykopalisk) mogła należeć do tatarskiego wojownika 

Fragment krajki (nr inw. 446/71). Fot. „XIV-wieczne wyroby włókiennicze pozyskane w trakcie badań archeologicznych na zamku w Siewierzu”, Ł. Antosik, A. Ginter, 2015

W artykule Marii Cybulskiej, Tomasza Florczaka i Sławomira Kuberskiego dotyczącym znaleziska można zobaczyć próbę rekonstrukcji taśmy oraz jej wizualizację. Choć utkana krajka, wzór i przestrzenna wizualizacja nie są spójne i zawierają błędy co do orientacji tabliczek (więcej o nich w naszym poprzednim wpisie), można na ich podstawie zaprojektować wzór w programie GTT.  Poniższy wzór został wygenerowany w programie GTT służącym do projektowania wzorów na tabliczki. Jeśli nie wiesz jak odczytać wzór, zapoznaj się z częścią 4 niniejszego przewodnika.

Taśma tabliczkowa z Siewierza – Pobierz wzór w PDF

Wzór do tkania na tabliczkach inspirowany taśmą z Siewierza. Autorka: Emilia Pawłusz

Diagram nawlekania tabliczek do wzoru inspirowanego taśmą z Siewierza. Autorka: Emilia Pawłusz

Omówienie wzoru

Wzór wymaga 12 tabliczek. Można krajkę poszerzyć i wygładzić brzegi poprzez dodanie tabliczek krawędzi, np. dwu po każdej stronie nawleczonych nićmi w jednym kolorze. Tabliczki wzoru posiadają 2 nici żółte i 2 niebieskie lub 2 czerwone. 

Tabliczki 1-6 w pozycji wyjściowej ustawione są w pozycji “Z”, pozostałe w pozycji “S”. Otwory mają nazwy ABCD. Diagram pod wzorem (“threading diagram”) pokazuje jaki kolor nici powinien znaleźć się w otworze w danej pozycji. 

Sekwencję ruchów czytamy od dołu, oznacza to, że tkanie zaczynamy od 12 obrotów wszystkich tabliczek do o 90 stopni przodu, czyli “od tkającego”. Następnie 12 obrotów w tył, czyli “do tkającego”. 12 w przód-12 w tył stanowi pełną sekwencję ruchów dla tego motywu.

Taśma tabliczkowa z Siewierza – Pobierz wzór w PDF

W razie pytań zapraszamy do kontaktu: info(at)wici.org.pl lub bezpośrednio do Emilii Pawłusz, która koordynuje ten projekt, Instagram @_lostthread_

Bibliografia:

Łukasz Antosik, Artur Ginter, XIV-wieczne wyroby włókiennicze pozyskane w trakcie badań archeologicznych na zamku w Siewierzu, s. 29-46 oraz

Maria Cybulska, Tomasz Florczak, Sławomir Kuberski, Tkaniny z zamku w Siewierzu. Analiza i rekonstrukcja (Aneks), s. 47-64 W: ARCHEOLOGIA 20 Rocznik Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Bytom 2015.

Projekt „Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia” zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 8. Jak dobrać kolory krajki?

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 8 omawiamy jak wybrać kolory włóczki. 

W tkaniu nie liczy się pojedynczy kolor, ale to jak kolory ze sobą współgrają. Niektórzy z nas intuicyjnie świetnie dobierają zestawy kolorystyczne, innym sprawia to więcej trudności. Na szczęście doboru kolorów można się nauczyć, wykorzystując kilka podstawowych informacji i narzędzi. 

Pasy tkane na tabliczkach, bardku czy innymi technikami pasamonictwa można podzielić na podgrupy ze względu na ilość użytych kolorów. I tak mamy pasy jednobarwne – wykonane w całości z jednokolorowej włóczki, monochromatyczne – wykonane z włóczki o jednej barwie, ale w wielu odcieniach, pasy dwukolorowe oraz wielokolorowe. Dwa ostatnie typy warto odróżnić, ponieważ są najczęściej spotykane w tkaniu na krosienkach tabliczkowych. W jednej tabliczce może być tyle kolorów ile otworów, czyli w przypadku najbardziej typowych tabliczek – cztery. Ilość kolorów w całej krajce zależy od naszej fantazji. Wzory wykonane są na tabliczkach najczęściej w 2 lub 3 kolorach, dodatkowe kolory mogą pojawić się w krawędziach pasów.

Które kolory do siebie pasują?

Koło barw to proste i wygodne narzędzie, które pokazuje relacje między kolorami. Wyróżniamy na nim kolory podstawowe – czerwony, żółty i niebieski oraz kolory pochodne pochodzące z ich mieszania, np. żółty + niebieski daje zielony. Kolorów podstawowych nie da się uzyskać dzięki zmieszaniu innych barw. Na poniższym kole jest 12 kolorów, z których połowa to kolory ciepłe, a połowa chłodne, choć temperatura koloru na granicy może zmienić się nieco w zależności od zestawienia, w którym się znajdzie. 

Koło barw

Najcieplejszy kolor, pomarańczowy, znajduje się w środku ciepłej połowy koła, która rozciąga się od żółto-zielonego do czerwono-fioletowego. Najchłodniejszy kolor, niebieski, znajduje się pośrodku chłodnej połowy koła, która rozciąga się od czerwono-fioletowego do żółto-zielonego. Czerwono-fioletowe i żółto-zielone to kolory graniczne, które mogą być ciepłe lub chłodne, w zależności od sposobu ich użycia. Dlaczego temperatura barw jest istotna? W tkaninie ciepłe kolory wydają się bardziej widoczne, sprawiają wrażenie, że “wychodzą” z tkaniny. Chłodne kolory mają tendencję do “zanikania”, rozmywania się w tle. Jeśli zależy nam na podkreśleniu elementu wzory warto wykonać go w ciepłych barwach na zimnym tle. 

Rozmieszczenie barw ciepłych i zimnych

Jak używać koła barw?

Koło barw może pomóc w każdej dziedzinie, w której ważne jest zestawienie kolorów, więc i w tkaniu krajek. Trzy podstawowe zestawienia, którymi można się inspirować w doborze kolorów włóczek to: kolory monochromatyczne, pokrewne (analogiczne) oraz dopełniające (komplementarne). 

Kolory monochromatyczne

To odcienie jednego koloru w tym samym trójkącie kolorystycznym na kole barw.

Przykład kolorów monochromatycznych

Pasy  monochromatyczne są minimalistyczne, subtelne, harmonijne. Użycie w krajce jednego koloru lub jego wielu odcieni sprawdza się przy strukturalnych metodach tkania, czyli takich, w których krajka nie jest płaska, ale ma wyraźną, przestrzenną teksturę. Taka technika to np. tkanie z pominięciem jednej lub dwu nici w tabliczce (tzw. technika “Missed-hole”). Użycie jednego koloru lub cieniowanie sprzyja podkreśleniu ciekawej faktury pasa.

Kolory pokrewne 

Inaczej zwane analogicznymi to kolory, które na kole barw ze sobą sąsiadują, znajdują się obok siebie.

Przykład kolorów pokrewnych (analogicznych, sąsiadujących)

Krajki w kolorach pokrewnych są subtelne, przyjemne dla oka, nie rzucają się w oczy. Można je nieco ożywić i przełamać, jeśli zestawi się ze sobą kolory sąsiadujące na granicy ciepłych i zimnych barw, np. zielony (zimny), żółty (ciepły) i pomarańczowy (ciepły).

Kolory dopełniające 

Czyli inaczej komplementarne działają na zasadzie przeciwieństw, które jednak dobrze współgrają i pasują do siebie. Dwa kolory dopełniające to te, które na kole barw leżą naprzeciwko siebie, np. niebieski i pomarańczowy, czerwony i zielony. Silnie skontrastowane barwy sprawiają, że każda wydaje się silniejsza.

Przykład kolorów komplementarnych (dopełniających)

Co ciekawe, kolory dopełniające można zobaczyć bez koła barw. Wystarczy przez kilka sekund wpatrywać się w dany kolor, np. zielony, a następnie przenieść wzrok na białą powierzchnię, żeby na chwilę zobaczyć kolor dopełniający, w tym przypadku czerwony. To zjawisko optyczne nazywa się powidokiem (kontrastem następczym). 

Kolory komplementarne świetnie sprawdzają się w pasach z bogatymi, skomplikowanymi wzorami, ponieważ dobrze eksponują linie i figury. Dzięki temu wzory są wyraźnie widoczne, nawet kiedy używamy bardzo cienkich nici. 

W średniowieczu chętnie sięgano po kontrastujące zestawienia kolorów. Najlepszym przykładem są taśmy tabliczkowe znalezione w Snartemo w Norwegii. Miały skomplikowane wzory geometryczne, a do ich utkania wykorzystano czerwoną, zieloną, niebieską i żółtą nić.

Reguła triady

Jeśli projektujemy krajkę w trzech kolorach warto pomyśleć o triadzie. Jak to zrobić? Na kole barw rysujemy trójkąt równoboczny, zaczynając od koloru, który ma być przewodnim w aranżacji. Dwa kolejne wierzchołki wskażą kolory pasujące do siebie, podbijające się wzajemnie np.: żółty, niebieski i czerwony lub zielony, fioletowy, pomarańczowy.

Przykład kolorów zestawionych wg. zasady triady opartej o trójkąt równoboczny.

Inną metodą jest trójkąt oparty o kolory dopełniające. Ustawiamy jeden wierzchołek trójkąta w głównym kolorze, a dwa pozostałe po obu stronach jego koloru dopełniającego. 

Przykład kolorów zestawionych wg. zasady triady opartej o barwy dopełniające

Reguła rombu

Lub kwadratu, pomaga określić aż cztery pasujące do siebie barwy np. żółty, fioletowy, niebiesko-zielony, i pomarańczowo-czerwony.

Przykład kolorów zestawionych wg. zasady rombu

Wszystkie powyższe zestawienia można testować na kole barw online.

Znane i lubiane

Jest kilka zestawów kolorystycznych, które zawsze się w krajkach sprawdzają. Które to? Warto spojrzeć na stroje ludowe, w których bardzo często zestawiony jest zielony z czerwonym (kolory dopełniające). Jeśli krajka ma być dwukolorowa, dobrze wyglądają ze sobą zestawy ciepły-zimny lub jasny-ciemny. Klasyczne zestawienia to czerwony i czarny oraz czerwony i biały. W przypadku trzech kolorów dobrze wygląda zestaw w kolorze flagi Norwegii – czerwony, granatowy i biały. Jedną z taśm, które wykonałam i która cieszyła się dużym powodzeniem była krajka w kolorach: bordo, ciemny pomarańcz i turkus. Zestaw ten można w przybliżeniu odnaleźć na kole barw w trójkącie, w którym główny wierzchołek jest w turkusie, a bordo i pomarańcz to kolory po obu stronach koloru dopełniającego turkus.

Smoki, wzór inspirowany znaleziskiem z X wieku z Dublina. Autorka: Emilia Pawłusz

Pas inspirowany wzorami ze znalezisk archeologicznych z Birki (IX-X w.) Autorka: Emilia Pawłusz

 

Bibliografia:

COLOR! Everything a Weaver Needs to know. Handwoven Series. Interweave.

https://www.oberlo.com/blog/color-combinations-cheat-sheet

Projekt „Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia” zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

„To jest mój czas na relaks, medytacja, to jest po prostu mój świat” – Rozmowa z Kasią Szymańską

Dzień Tkaczki co roku przypada na pierwszą sobotę października (3.10.2020). Data ta nie jest przypadkowa – nazwa miesiąca wywodzi się od słowa „paździerze”, które oznacza odpadki wyrabianego lnu. Tradycyjnie to właśnie w tym miesiącu obrabiane były lniane włókna. Dzisiaj jest to doskonała okazja, żeby spojrzeć na tkactwo i inne włókiennicze rzemiosła z nowej perspektywy. Zapraszamy do przeczytania fragmentów wywiadu z Katarzyną Szymańską, graficzką, artystką i tkaczką, która od lat spełnia się w rozmaitych technikach tkactwa tradycyjnego. 

Kasiu, jak zaczęłaś przygodę z tkactwem? Skąd dowiedziałaś się o tym, że istnieje takie rzemiosło jak tkanie na czymś tak osobliwym jak małe tabliczki?

Mieszkam w Warszawie, ale pochodzę ze Żnina. Niedaleko jest Biskupin, więc kultura średniowieczna i starsza oraz zbudowana wokół niej otoczka rzemieślnicza i rekonstrukcyjna właściwie towarzyszyła mi od dziecka. Oczywiście pierwsze podstawówkowe wycieczki szkolne odbywały się obowiązkowo do Biskupina, gdzie też co roku odbywał się duży festyn archeologiczny. Dla mnie rzemiosło było po prostu czymś codziennym i wcale nie historycznym tylko współczesnym. Tak codziennym, że właściwie nie zwracałam na to uwagi. Miałam do czynienia z ludźmi, którzy zajmują się stricte rekonstrukcją historyczną, mnóstwo moich znajomych się tym zajmowało od zawsze. A ja nie… (śmiech).

Do momentu, kiedy na jednym z takich festynów zupełnym przypadkiem trafiłam na pokaz dziewczyny, która zajmowała się właśnie tkaniem krajek. Zobaczyłam dziewczynę, która rozciągała wełnę między dwoma wbitymi w ziemię patykami i zatrzymałam się, żeby popatrzeć co ona zamierza z tym zrobić. Ona, jak się okazało, przygotowała sobie warsztat tkacki do tkania na bardku, zupełnie najprostszej krajki. Śledziłam jej ruchy od początku do końca i tak zafascynowała mnie ta technika, że od tamtego momentu zaczęłam szukać informacji.

Najpierw spróbowałam tkać metodą prób i błędów i odtworzyć w domu to, co podpatrzyłam na pokazie. Wyszło mi to i zmotywowało, żeby zgłębiać temat dalej. Zaczęłam dokładniej obserwować te osoby, które znałam, które miały stroje gotowe stroje historyczne. Dopiero wtedy tak naprawdę dostrzegłam na nich krajki, odkryłam wzory, detale. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że one są robione na tabliczkach, a nie na bardku i nawet nie podejrzewałam, ile jest różnych technik tkania taśm. Ale moment, kiedy zobaczyłam tą pierwszą w procesie był przełomowy, byłam wtedy w podstawówce, dostęp do internetu nie był tak powszechny, ba, nie wszyscy mieli komputer w domu…

Naprawdę do tego wszystkiego dochodziłaś sama?

Do połowy dochodziłam eksperymentalnie, a w momencie kiedy już dużo rzeczy sama rozgryzłam, zaczęłam więcej czytać o innych technikach. Dużo się nauczyłam, widząc gotowe krajki i próbując zrozumieć i wymyślić  jak powstały, trochę detektywistycznie. W tamtym czasie materiały były dostępne tylko po angielsku i też nie było takie oczywiste – teraz każde dziecko zna angielski, ja wtedy musiałam się specjalnie nauczyć, żeby w ogóle coś zrozumieć z tej techniki, ze specjalistycznego języka. Uczyłam się krok po kroku i w praktyce. Czasem czułam się jakbym sama sobie od początku wymyślała to, jak przykładowe krajki powinny być tkane i jaką metodą, bo wiedziałam na przykład, że ma być tabliczka, która ma cztery dziury, ale zupełnie nie wiedziałam, że robi różnicę to, czy nitki będą nawleczone z jednej czy z drugiej strony. Do wszystkiego dochodziłam eksperymentalnie.

Wolisz robić rekonstrukcje starych wzorów czy tworzyć własne?

Najpierw zaczęłam od własnych, zupełnie prostych wzorów, bo mnie tak naprawdę interesowała technika i technologia tworzenia. Później pojawił się głód bardziej skomplikowanych projektów aż, szukając wzorów, zaczęłam  natykać się na informacje, że niektóre z nich są tworzone na podstawie znalezisk. Dopiero wtedy zaczęłam się bardziej interesować skąd te wzory się wzięły. Zaczęłam odkrywać już nie samą technikę, ale też historię i różne tematy, które się z tym wiążą.

Pamiętasz coś, co cię jakoś szczególnie zafascynowało w tej podróży odkrywania po kolei różnych znalezisk, coś, co wywarło na Tobie w wrażenie?

Nie ma chyba jednej takiej rzeczy. Frajdy dostarczała mi każda kolejna informacja, całe to zjawisko oraz wyobrażanie sobie, jak faktycznie wyglądało codzienne życie. Przez taką jedną krajkę można dojść do refleksji, jak ludzie żyli setki lat temu. To na każdym kroku jest fascynujące.

A co jest fascynującego w tkaniu w ogóle?

W tkaniu? Strasznie cały czas mnie fascynuje, że tak proste i wręcz matematyczne metody, potrafią wytworzyć coś artystycznego i jak niesamowite efekty można osiągnąć tylko za pomocą logicznych, metodycznych działań, narzędzi, metod. Samo tkanie jest dla mnie niesamowicie relaksujące, trochę jak medytacja. Z jednej strony to mechaniczna powtarzalność ruchów, z drugiej strony, powstaje coś zupełnie nieoczekiwanego i pięknego. Można się w tym zupełnie pogrążyć, odciąć i skupić tylko na tym.

Zdarza Ci się tkać bez wzoru, spontanicznie?

Zawsze gdy zaczynam tkać to wiem, co chcę zrobić, ale zdarzało mi się na przykład zaczynać jeden wzór i w trakcie tkania go zmieniać. Ale zwykle najpierw jest myśl, pewien zamysł, a później to satysfakcjonujące osiągnięcie celu i tego właśnie założonego efektu.

Jakie krajki są dla Ciebie piękne? Jaka jest Twoja estetyka w tym?

Hm, szczególnie podobają mi się krajki, które są równo utkane, wzór jest drugorzędny. Wzór może być bardzo prosty, ale liczy się jakość wykonania, kiedy wszystko jest równo i dobrze naciągnięte, nie ma luźnych nitek, kiedy wszystko jest właśnie takie…równe. Zdarzyło mi się kiedyś, że ktoś pomyślał, że moje krajki były zrobione na maszynie. Ta osoba była o tym wręcz przekonana, były „podejrzanie równe” 😉

Mówi się, że rękodzieło powinno mieć w sobie jakiś aspekt nierówności.

Podobno tak, podobno w rękodziele właśnie można sobie na coś takiego pozwolić, ale mnie to kosztuje dużo wysiłku, żeby taką postawę uznać. Zawsze chciałam, żeby to co tworzę było idealne…, natomiast tak – okazuje się, że faktycznie nierówności też mogą mieć swój urok, ale wiesz… (śmiech) To już z chyba z mojego charakteru wynika, że wszystko musi być takie…

Równe. 😉

Idealne, na ile się da.

Jak pracujesz? Na jakich tabliczkach, na jakim sprzęcie?

(śmiech) Oj… nie wiem, czy mogę się przyznać. Moje miejsce pracy w ogóle nie spełnia żadnych wytycznych historycznych. Nie jest rekonstrukcją średniowiecznego warsztatu, absolutnie.

A czy musi być?

Pewnie, że nie musi. Dla mnie ważny jest efekt końcowy. Korzystam z takich narzędzi, metod, które są obecnie dla mnie dostępne i najwygodniejsze i pozwalają na osiągnięcie tego efektu w przyjemny sposób. Na ścianie w pokoju mam dokręcone zwykłe haki, do których przyczepiam sobie poprzeczne belki drewniane, między nimi wiążę osnowę. Kart używam plastikowych czy takich właśnie zwykłych kart do gry. Mam też całkiem współcześnie wykonane bardko. Oprócz tego mam dwa krosna: harfkę i peg loom, ale rzadko ich używam. Najwygodniej jest mi, kiedy włóczka jest rozciągnięta przez pokój i zamocowana między ścianami. Ewentualnie czasami ja jestem na jednym końcu, nici przywiązane są do mnie, więc jestem wtedy częścią krosna. To też ma swój urok, bo pozwala mi na bieżąco wygodnie zmieniać naciąg. Przy niektórych wzorach to jest istotne, ale posiada ten minus, że nie w każdej chwili można sobie odejść od pracy i właściwie jest się dosłownie przywiązanym.

Kiedy tworzysz własne wzory, to skąd czerpiesz inspirację?

Teraz jest mnóstwo materiałów do inspiracji, zdjęć. Wystarczy wpisać hasło w internet i ciężko zdecydować za co zabrać się najpierw. Czasem trudno nawet czasem stwierdzić, czy to już jest własny projekt, czy to jednak tylko powielenie, czy połączenie kilku wzorów. W pierwszych latach tkania, zanim miałam dostęp do internetu i w ogóle zanim odkryłam tą całą bazę danych, rzeczywiście, mogę powiedzieć, że bardziej wymyślałam własne wzory. Teraz mam wrażenie, że cokolwiek bym nie wymyśliła, to już i tak gdzieś to już było i może nawet podświadomie czymś się zainspirowałam. Natomiast uwielbiam sytuacje, kiedy ktoś chce sobie zrobić krajkę specjalnie dla siebie z określonym motywem. Dla tej osoby motyw ma istotne znaczenie i zupełnie bez znaczenia jest czy ten motyw ma jakieś podstawy historyczne. Czasem ktoś zgłasza się z własnym szkicem i to są dla mnie  najciekawsze sytuacje – kiedy mogę najpierw zastanowić się, jak ten efekt osiągnąć, jaka technika będzie odpowiednia, a później w tej technice ten wzór opracować.

Jest w tym dużo kreatywności – przenosisz coś z poziomu grafiki lub rysunku na poziom tkania, to jest zupełnie co innego. Żeby to zrobić  musisz doskonale rozumieć i mieć niesamowity kunszt i rozeznanie tego, co jest możliwe do wykonania w obrębie tkactwa tabliczkowego, bo ono też ma swoje granice, prawda?

Tak, doładnie.

Musisz mieć bardzo dużą świadomość tego, co możesz wykonać.

To chyba przychodzi samo, po tylu latach.

Właśnie – ile lat tkasz?

(śmiech) Niech policzę: no przynajmniej piętnaście. Oczywiście były przerwy, ale po każdej takiej przerwie wracałam do tkania z jeszcze większymi ambicjami… Ostatnio przymierzam się powoli i przygotowuję do tkania nie tylko pasów na tabliczkach, ale do szerszych projektów.

Na krośnie czy tabliczkach?

Planuję mieszać techniki. Inspiruje mnie ostatnio tkactwo andyjskie, Indian. Zrobiłam pierwsze próbki, ale jeszcze to odkładam.

A czym jest dla Ciebie krajka?

(śmiech) Dla mnie? Dla mnie osobiście to jest mój czas na relaks, medytacja, to jest po prostu mój świat i potrzebuję tego regularnie, żeby oderwać się od wszystkiego innego. Dla mnie to nie jest przedmiot, dla mnie to jest cały proces tworzenia i… chociaż kiedy kończę robić krajkę i muszę ją sprzedać – “muszę” to może nie jest właściwe słowo, ale zawsze jest mi jednak trochę przykro pozbywać się jej. Lubię po skończonej pracy, kiedy te krajki mam, kiedy one sobie leżą, wiszą, są gdzieś pod ręką, lubię na nie patrzeć. Patrzenie na nie sprawia mi przyjemność. Właściwie nie wiem, czy dlatego, że one są same w sobie ładne, czy dlatego że ja wiem co się za tym wszystkim kryje. To jest taki moment przedłużenia i przeciągnięcia stanu wyciszenia i relaksu.

Czyli one są w jakiś sposób częścią, nie wiem, czy częścią Ciebie, ale czujesz się związana ze swoimi wytworami przez cały ten proces.

Tak i to bardzo. Chyba nie może być inaczej, one muszą być częścią mnie, jak każde inne dzieło, w które artysta się angażuje… Ja bardzo dużo wkładam w każdą swoją pracę i serca, i czasu, i emocji, i energii. I tak, w każdej takiej pracy jest kawałek mnie, a im dalej ona pójdzie gdzieś do kogoś i będzie tej osobie służyć, tym większą przyjemność będzie mi to sprawiać.

Czy tkactwo tabliczkowe to jest sztuka czy to jest rzemiosło, czy może to jest jeszcze coś innego?

Patrząc na to obiektywnie i w pewien sposób z boku, oczywiste się wydaje, że to jest rzemiosło. Spełnia kryteria rzemiosła, natomiast nie jest trudno widzieć w tym sztukę, a na pewno dla każdej osoby, która coś takiego robi, to jest jeszcze coś więcej, bardzo, bardzo osobista i indywidualna sprawa.

A dla Ciebie jak to jest?

Tak jak powiedziałam, to jest mój czas i moja włożona w to energia, szczere intencje i autentyczne uczucia czy emocje, i praca. To coś, co faktycznie robi się nie po to nawet, żeby na tym zarobić, tylko po to, żeby coś stworzyć i żeby to funkcjonowało w świecie i w rzeczywistości, żeby ją wzbogacało, upiększało.

Na czym polega wyjątkowość tkactwa tabliczkowego?

Wyjątkowość polega na tym, że, zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy nie spróbował tego robić, widząc efekt końcowy, może uważać, że jest to niesamowicie trudne, skomplikowane i nie wiadomo, jak powstało. A w praktyce metoda jest prosta, to czysta mechanika, która daje właśnie takie efekty. To jest coś, co mnie cały czas najbardziej fascynuje.

Prostota jest w stanie dać takie spektakularne efekty.

Tak. Że w ogóle ktoś to kiedyś wymyślił, jak ktoś na to wpadł….!

Masz swoją hipotezę a propos tego? Ja się wielokrotnie nad tym zastanawiałam, nie jestem w stanie sobie wyobrazić.

Myślę, że każdy pomysł i każde wytłumaczenie jest dobre. Uznajmy, że niezależnie od epoki zawsze znajdą się ludzie bardziej kreatywni niż inni i jak ktoś nawet prosty pomysł zacznie realizować, zawsze znajdzie się ktoś inny, kto go rozwinie i ulepszy i ktoś, kto się tym zainspiruje i stworzy jeszcze coś nowego, więc to jest chyba naturalny proces…

…twórczy między ludźmi. Czy to, że tkasz jakoś zmieniło Ciebie albo Twoje życie?

Na pewno to, że zaczęłam tkać, zmusiło mnie do większej samodzielności w tworzeniu i realizacji projektów od początku do końca. Zaczynając od znalezienia informacji przez etap projektu, eksperymentu czy prototypu do gotowej realizacji. Czułam, że się bardzo dużo uczę, że dużo nowych rzeczy odkrywam, że mózg zaczyna pracować w innych obszarach. Może to coś podobnego do pracy programisty, powiedzmy, projektowanie krajek ma coś wspólnego z algorytmami i myśleniem bardziej matematycznym. To jest zupełnie inny rodzaj pracy umysłowej niż na co dzień. Pierwsze etapy projektowania są dla mnie bardzo rozwojowe. Później dochodzi interakcja z innymi, no bo dobrze, zrobiłam krajkę, ale co z nią teraz dalej zrobić? Właściwie to ja jej nie potrzebuję do niczego, ale może komuś się przyda? Doceniam wszystkie te kontakty, które się nawiązały  oraz doświadczenia w relacji z ludźmi, interakcje, do których pretekstem stały się krajki czy wspólne zainteresowania. To na pewno zmieniło życie moje i wniosło do niego dużo fajnych doświadczeń.

Kasiu, czy w Polsce da się żyć z takich rzeczy jak tkactwo tabliczkowe?

Wydaje mi się, że są osoby, które to robią już w tym momencie. Nie znam ich tak dobrze, żeby umieć ocenić, czy to się opłaca, ale umiem sobie wyobrazić taką sytuację. Znam osoby, które zajmują się rekonstrukcją  historyczną czysto zawodowo i można. Skoro można rekonstruować walki, to można tak samo rekonstruować rzemiosło.

Katarzyna Szymańska

sklep: KrajkenLoom Instagram: Krajken Facebook: MasterOfArts

Urodzona w 1985 roku w Żninie (niedaleko słynnego Biskupina) od dziecka nasiąkała sztuką ludową, inspirowała się i zgłębiała historię swojego regionu. To naturalnie pchnęło ją w kierunku studiów artystycznych na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Należy do tych szczęśliwców, którzy poza pracą zawodową mają jeszcze hobby i jest nim tkactwo. Stało się ono jej pasją nie tylko ze względu na wątek historyczny, ale też czysto techniczny. Z niestygnącym zapałem zgłębia kolejne techniki tkackie, od prostych krajek bardkowych, przez wybierane i broszowane, aż po klasyczne krajki wykonywane na tabliczkach z całą gamą różnych sposobów operowania nimi.
Zdjęcia: Stowarzyszenie Wici

Projekt „Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia”, w ramach którego powstał wywiad zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 7. Wzór „Stary Brześć” w PDF

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 7 udostępniamy w PDF-ie wzór inspirowany znaleziskiem archeologicznym – XIII-wieczną krajką ze Starego Brześcia.

Jeśli masz ochotę utkać krajkę opartą o znaleziska archeologiczne z terenów Polski, ten wzór jest dla Ciebie. O krajce ze Starego Brześcia na Kujawach pisaliśmy już sporo – mieliśmy okazję zobaczyć ją pod lupą w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi, gdzie od lat znajduje się na wystawie stałej. Ku naszej radości, krajka ta została ostatnio ponownie oczyszczona, dzięki czemu jej wzór jest znacznie lepiej widoczny. 

Krajka ze Starego Brześcia ma ponad 750 lat, jednak jej wzór całkiem dobrze wpasowuje się we współczesne wzornictwo. Dwa kolory i geometryczne motywy (niektórzy widzą w niej trójkąty, inni po prostu ukośne linie) sprawiają, że jest w jakimś sensie nowoczesna. Cóż, moda lubi wracać 🙂

XIII-wieczna krajka ze Starego Brześcia. Zdjęcie: MAiE w Łodzi.

Krajka ta to prawdziwy unikat w skali kraju. Dlaczego? Ponieważ oprócz niej jest bardzo mało zabytków wykonanych tą techniką. Krajka jest broszowana (bardziej współczesna nazwa to brokatowanie), co oznacza że posiada dodatkowy wątek – lśniącą, złotą nić tworzącą geometryczny wzór na jej powierzchni. Ma tylko 1.3 cm szerokości i jest bardzo misternie wykonana. Szczegółom technicznym krajki ze Starego Brześcia poświęciliśmy oddzielny post, w którym można zobaczyć więcej zdjęć oryginału. Będąc w Łodzi, warto zajrzeć do Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego, gdzie krajka ta jest na wystawie stałej.

Wracając do możliwości utkania naszej gwiazdy – krajki ze Starego Brześcia, przyjrzeliśmy się jej wzorowi i stworzyliśmy prostszą wersję wzory na tabliczki z czterema otworami, bez broszowania i kombinacji w zakresie bazowego splotu. Po zapoznaniu się z poprzednimi częściami naszego przewodnika, jesteś w stanie go wykonać. Poniższy wzór został wygenerowany w programie GTT służącym do projektowania wzorów na tabliczki. Jeśli nie wiesz jak odczytać wzór, zapoznaj się z częścią 4 niniejszego przewodnika. 

Taśma tabliczkowa ze Starego Brześcia – pobierz wzór w PDF

Wzór wytkany inspirowany krajką ze Starego Brześcia.

Diagram nawlekania tabliczek do wzoru inspirowanego taśmą ze Starego Brześcia. Autorka: Emilia Pawłusz

Wzór do tkania na tabliczkach inspirowany taśmą ze Starego Brześcia. Autorka: Emilia Pawłusz

Omówienie wzoru

Wzór wymaga 10 tabliczek. Zachęcamy do dodania tabliczek krawędzi, np. dwu po każdej stronie nawleczonych nićmi w jednym kolorze. Tabliczki wzoru posiadają 3 nici w kolorze tła i 1 w kolorze wzoru, czyli ukośnych linii. Dobrze sprawdzą się kontrastujące kolory. Można także poeksperymentować z grubością nici – grubsza nić wzoru wyeksponuje go i doda wrażenia przestrzenności (kto powiedział, że tkanina musi być płaska…). 

Tabliczki w pozycji wyjściowej ustawione są w pozycji “Z”. Otwory mają nazwy ABCD. Diagram pokazuje jaki kolor nici powinien znaleźć się w otworze w danej pozycji. 

Sekwencję ruchów czytamy od dołu, oznacza to, że tkanie zaczynamy od 4 ruchów do przodu. Kolejne ruchy wykonujemy “w parach”. I tak na przykład, w ruchu nr 5 i 6 tabliczki 1-2 obracają się do tyłu, a 3 do 10 dalej do przodu. W ruchu nr 7 i 8 1-4 idą do tyłu, 5-10 do przodu i tak dalej. Wzór jest dość prosty i rytmiczny.

Taśma tabliczkowa ze Starego Brześcia – pobierz wzór w PDF

 

W razie pytań zapraszamy do kontaktu: info(at)wici.org.pl lub bezpośrednio do Emilii Pawłusz, która koordynuje ten projekt, Instagram @_lostthread_

Projekt “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia” zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Podróże w czasie, czyli taśma ze Starego Brześcia pod lupą!

Na czym polega kwerenda w muzeum?

W ramach projektu “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia“ kontaktujemy się z muzeami archeologicznymi i etnograficznymi w Polsce w poszukiwaniu krajek wykonanych na tabliczkach. Zwracamy się do muzeum, z reguły do archiwum, z prośbą o przeszukiwanie zbiorów pod kątem interesujących nas zabytków i informacji. W celach edukacyjnych taka usługa jest z reguły bezpłatna. Co więcej, dzięki temu że muzea co raz częściej digitalizują swoje zbiory, można otrzymać zdjęcia obiektów szybko i w świetnej jakości. Nic jednak nie zastąpi możliwości zobaczenia obiektu na żywo i porozmawiania o nim z pracownikami muzeum, którzy się nim opiekują.

Od lat na wystawie Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi jest ozdobna taśma z XIII wieku. Wspomniałyśmy już o niej przy okazji wcześniejszej relacji z wizyty w łódzkim Muzeum. Tym razem miałyśmy szansę zobaczyć ten obiekt pod lupą. Na spotkanie sam na sam z tym wyjątkowym zabytkiem zaprosiła nas Iwona Nowak z Działu Średniowiecza i Nowożytności. 

Wszyscy, którzy tak jak my lubią historię i archeologię na pewno zrozumieją ekscytację i radość, które nam towarzyszyły, kiedy przed naszymi oczami znalazła się średniowieczna krajka. Jest datowana na XIII wiek, czyli ma ponad 700 lat (!). Na pierwszy rzut oka uwagę przykuwa przede wszystkim delikatność tej taśmy. Ma niewiele ponad 1 cm, jednak na tej małej powierzchni mieści się misterny, geometryczny wzór. Taśma została niedawno oczyszczona, więc dosłownie lśniła na niej metalowa nić (najprawdopodobniej włókno oplecione metalem).

Z wizytą w MAiE. Zdjęcie: Wici.

Krajka pod lupą. Zdjęcie: Wici.

Badania archeologiczne

Taśma pochodzi z wykopalisk w Starym Brześciu, małej miejscowości kilka kilometrów na północ od Brześcia Kujawskiego w woj. Kujawsko-pomorskim. Okolice te zostały gruntownie przebadane przez archeologów. Odkryto tam liczne ślady osadnictwa sięgające neolitu (!). 

Wykopaliska, które w Brześciu Kujawskim trwają z przerwami od lat ‘30-tych XX wieku, dostarczyły wielu cennych odkryć dotyczących wszystkich kultur archeologicznych. Bardzo interesujące okazało się np. cmentarzysko kultury przeworskiej w Miechowicach (I w. n.e.), które poświadcza osadnictwo Celtów na Kujawach. 

We wczesnym średniowieczu w Starym Brześciu znajdowała się osada, a około roku 1250 Brześć Kujawski otrzymał prawa miejskie. Interesujący nas obiekt pochodzi z tego okresu. Został znaleziony podczas wykopalisk w latach 50-tych. Jak opowiadała nam Iwona Nowak, Wówczas odkryto, z tego co pamiętam 282 groby. Badania z tego okresu są opublikowane w Pracach i  Materiałach Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi t. 2/1957. Na końcu publikacji jest wzmianka, że badania będą kontynuowane. Natomiast nasza krajka pochodzi właśnie z badań z 1957 roku z grobu 564. Z tego co wiem, te groby już nie doczekały się  opracowania. W grobie znajdowały się jeszcze dwa duże kabłączki skroniowe. Obecność kabłączków, czyli okrągłych ozdób, które wczesnośredniowieczne kobiety zawieszały przy skroniach świadczy o tym, że był to grób kobiecy (przykładowe kabłączki możecie zobaczyć w poście o wystawie archeologicznej Muzeum Historycznego w Sanoku). 

Taśna ze Starego Brześcia – opis

W muzealnym opisie zabytku znajdujemy informację, iż eksponat pochodzi z miejscowości Stary Brześć, stanowisko nr 4 (cmentarzysko szkieletowe, grób nr 564) i jest datowany na XIII w. Opis brzmi: ,,pasek tkaniny we wzór geometryczny-brokat-złożony podwójnie z tkaniną wewnątrz”. Zabytek ten wraz z innymi fragmentami tkanin z tych samych wykopalisk przedstawił archeolog Jacek Moszczyński na konferencji NESAT III (North European Symposium For Archaeological Textiles) w maju 1987 roku w Yorku w Wielkiej Brytanii. Publikacja pokonferencyjna w języku niemieckim jest jedynym obszernym tekstem na temat tej krajki, do którego udało nam się dotrzeć. Można w niej znaleźć kilka interesujących informacji technicznych, np. że osnowa taśmy zawiera 58 nici o grubości 0.30 do 0.35 mm, z których każda składa się z dwóch cieńszych nici. Nici osnowy były prawdopodobnie brązowe, choć z upływem czasu kolor mógł ulec znacznym zmianom. Nici wątku mają podobny, ale nieco ciemniejszy brązowy kolor. 

Dwa fragmenty taśmy ze Starego Brześcia, przed renowacją. Zdjęcie: MAiE

Przód taśmy. Zdjęcie: MAiE

Tył taśmy. Zdjęcie: MAiE

Krajkę ze Starego Brześcia wyróżnia metalowa, złota nić, która tworzy jej unikatowy, geometryczny wzór przypominający trójkąty. Pod kątem wykonania taśma ta jest broszowana (lub jak często mówimy wśród rekonstruktorów “brokatowana”, z angielskiego brocading), znaczy to tyle, że na wierzchu taśmy jest jakby “wyhaftowany” wzór dodatkową, najczęściej bardzo ozdobną nicią. Technicznie broszowanie wyróżnia fakt, iż wzór powstaje nie przez ułożenie nici osnowy, ale właśnie poprzez dodanie drugiego wątku. Dodatkowy wątek służy tylko do ozdoby, bazowy splot pasa tworzy podstawowy wątek, który wiąże ze sobą nici osnowy i pozostaje niewidoczny. Najczęściej wątek podstawowy i osnowa mają ten sam lub zbliżony kolor. 

W tekście Jacka Moszczyńskiego znajduje się schematyczny rysunek taśmy. Czarne poziome linie oznaczają broszowanie metalową nicią. 

Ilustracje 16.9 i 16.10 w Moszczyński, J. 1990. „Die Gewebe aus dem Gräberfeld des 12.-16. Jh. in Stary Brzesc, Wojewodschaft Wloclawek”.

Bazowy splot krajki jest opisany jako rypsowy (pochodny wobec najprostszego splotu płóciennego). Trudno jednoznacznie określić jak splot ten został uzyskany. Od lat przyjęła się interpretacja, iż taśma ta została wykonana na tabliczkach, jednak jej dokładne zdjęcia wskazują, że taki splot można uzyskać kilkoma innymi technikami. Anna Grzelak, doświadczona tkaczka specjalizująca się w tkaniu na tabliczkach (możecie śledzić jej prace na blogu oraz Instagramie) podjęła kilka prób rekonstrukcji bazowego splotu krajki ze Starego Brześcia. Wnioski Ani są następujące, Przede wszystkim, odpowiadając na pierwotne pytanie, jest to niewątpliwie taśma broszowana. I to jedna z niewielu znalezionych na terenie Polski. Moje wątpliwości budzi jednak klasyfikowanie jej jako krajki tabliczkowej. Uważam, że jest to splot płócienny, który równie dobrze można uzyskać na bardku, krosnach pionowych, poziomych, czy jarzmowych, przy czym bardko jako narzędzie jest tu najmniej prawdopodobne. Próbna tasiemka Ani dotarła do Muzeum i z pewnością przyczyni się do dalszych prób jednoznacznego określenia techniki wykonania krajki ze Starego Brześcia. Warto zajrzeć do całości jej tekstu ilustrowanego zdjęciami poszczególnych próbek technologicznych.

Próbki rekonstrukcji bazowego splotu oraz broszowania krajki ze Starego Brześcia wykonana przez Annę Grzelak, @Nigdziekolwiek. Zdjęcie: Wici.

Oryginał i próbka rekonstrukcji. Zdjęcie: Wici.

Im więcej wiemy o obiekcie ze Starego Brześcia, tym więcej pojawia się nowych i bardziej szczegółowych pytań. Z jakich dokładnie nici została wykonana (surowiec, kolor)? W swoim tekście Jacek Moszczyński jednoznacznie stwierdza, że została wykonana z wełny, jednak po obejrzeniu oczyszczonej krajki z bliska, trudno oprzeć się wrażeniu, że użyte nici połyskują jak jedwab. Kolejne pytanie dotyczy ozdobnego wątku, jak i z czego została wykonana metalowa nić? Czy krajkę wykonał miejscowy artysta czy została “importowana”? W grobie, w którym została znaleziona znajdowały się fragmenty tkaniny wełnianej oraz kabłączki skroniowe. Taśma nie ma śladów wskazujących na to, że służyła jako opaska do noszenia owych kabłączków, jednak na dzień dzisiejszy nie możemy jednoznacznie stwierdzić jakie miała zastosowanie. Z niecierpliwością czekamy na dalsze badania tego unikatowego na skalę Polski obiektu. 

Serdecznie dziękujemy:

Muzeum Archeologicznemu i Etnograficznemu w Łodzi za udostępnienie fotografii oraz zabytku;

Iwonie Nowak z Działu Średniowiecza i Nowożytności za konsultację merytoryczną i zaproszenie do pracowni;

Annie Grzelak (Nigdziekolwiek) za ekspertyzę i próbki technologiczne;

Josephowi Sturm (firma Friday Fox) za pomoc w tłumaczeniu tekstów.

 

Bibliografia:

Grzelak, Anna. 2020. “Czasem potrzeba testu – krajka broszowana ze Starego Brześcia”. Blog post: http://nigdziekolwiek.com/2020/08/czasem-potrzeba-testu-krajka-broszowana-ze-starego-brzescia/

Moszczyński, Jacek. 1990. „Die Gewebe aus dem Gräberfeld des 12.-16. Jh. in Stary Brzesc, Wojewodschaft Wloclawek” w: Walton, Penelope i Wild, John P., (red.) Textiles in Northern Archaeology: NESAT III Textile Symposium in York 6-9 May 1987. Londyn: Archetype Publications. Tłumaczenie na angielski: Joseph Sturm. 

logo

 

 

 

 

 

Projekt “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia” zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Tkactwo tabliczkowe – przewodnik cz. 6. Technika Snartemo (“floatwork”)

Interesuje cię tkanie krajek na tabliczkach, ale nie wiesz jak zacząć? Zapoznaj się z naszym przewodnikiem. W części 6 omawiamy technikę „Snartemo”.

W tkactwie tabliczkowym wyróżniamy kilka technik. Tkacze pracujący niegdyś na tabliczkach eksperymentowali, szukając nowych wzorów, struktur i możliwości. Do tej pory mówiliśmy o najprostszej technice (“threaded-in”, brak polskiego określenia), gdzie wzór jest „zakodowany” w odpowiednim ułożeniu kolorowych nici osnowy oraz poruszaniu tabliczkami według sekwencji ruchów, dzięki którym wybrane kolory pokazują się na wierzchu krajki. Wzór powstaje z nici osnowy, nić wątku pozostaje w całości ukryta. W tej technice tabliczki mają nici przewleczone przez wszystkie otwory (4, 5 lub 6).

Nieco bardziej skomplikowaną odmianą tej techniki jest “Snartemo”. Nazwa pochodzi od miejscowości w południowej Norwegii, gdzie w grobach z VI wieku archeolodzy znaleźli kilka fragmentów pasów utkanych na tabliczkach. Fragmenty, od których pochodzi nazwa techniki były znalezione w grobie V. Mają 5 cm szerokości, do ich utkania użyto aż 56 tabliczek. Zabytki znajdują się w kolekcji Uniwersytetu w Oslo.

Claudia Wollny, autorka podręcznika Tablets at work zaliczana Snartemo do techniki “floatwork” (technika pływająca? 🙂 W tym przypadku też brakuje tłumaczenia na polski). Określenie to podkreśla, że w tej metodzie to właśnie celowo pozostawione luźne (“pływające”) nitki osnowy tworzą wzór krajki i stanowią element dekoracyjny. Luźne nici na powierzchni zostają wskutek poruszania niektórych tabliczek na zmianę do przodu i do tyłu, dzięki czemu nić na wierzchu nie zostaje wpleciona i „pływa” na krajce. Na zdjęciu pływające nici osnowy tworzą wzór zazębiających się diamentów.

Podczas gdy “floatwork” odnosi się do tkania na osnowie w trzech i czterech kolorach, potocznej nazwy “Snartemo” używa się do wzorów czterokolorowych, zainspirowanych znaleziskami z Norwegii. W przypadku użycia czterech kolorów nie ma podziału na kolory tła i kolory wzoru, wszystkie kolory tworzą jedno i drugie.

W oryginalnej taśmie w każdej tabliczce była zielona, czerwona, niebieska i żółta wełniana nić. Zdjęcie: P. Collingwood, The Techniques of Tablet Weaving, plate 96, s. 137

Istnieje więcej zabytków tkackich wykorzystujących technikę luźnych nici osnowy. Podobna do Snartemo, ale trójkolorowa taśma została znaleziona w grobie męskim w Øvre Berge (26 km na południe od Snartemo).

Technika “floatwork” pozwala stworzyć piękne wzory geometryczne, oparte na ukośnych liniach. Wymaga sporego skupienia, ponieważ w większości ruchów poszczególne tabliczki obracają się indywidualnie. Nie ma tu mowy o sekwencji ruchów “wszystkie do przodu” czy do tyłu. Technika ta daje jednak spektakularne efekty – pływające nici osnowy tworzą ciekawą strukturę, którą można dodatkowo podkreślić używając kontrastujących kolorów nici, tak jak w przypadku oryginalnych taśm znalezionych w Snartemo.

Krajka Snartemo – wzór 1

Wzór inspirowany Snartemo przeniesiony do programu GTT, 22 tabliczki (20 wzór + 2 krawędzie)

Wzór ze strony vevstua.bull-sveen.ne, dostępny także na Pintereście

Instrukcja:

Krajkę można wykonać na dwa sposoby.

  1. Wykonując ruchu 4-33, bez bez ruchu “0”. Bez niego dominujący wzór będzie cały czas na przemian czerwono-żółty i żółto-czerwony.
  2. Wykonujący ruchy 4-33, z ruchem “0”. Dodatkowy obrót (“0”) spowoduje przesunięcie kolorów w kolejnym diamencie. Po czerwono-żółtym wzorze pojawi się para zielony-niebieski, ponownie żółty i czerwony i ponownie niebieski-zielony. Po czterech cyklach pojawi się ponownie czerwono-żółty.

Opcja nr 2 jest ciekawsza, ponieważ wykorzystuje zalety techniki i oddaje oryginalne znaleziska. Ruchy 1-3 występują tylko na początku, dla ustalenia szerokości krajki, nie powtarzaj ich w kolejnych cyklach.  Wzór czytamy od dołu (pick 1).

Jak nawlec tabliczki i odczytać schemat GTT dowiesz się z naszego przewodnika cz. 4

Dla treningu warto spróbować prostych wzorów, w tym celu polecamy nasz darmowy PDF z 10 wzorami na 8 tabliczek.

Krajka Snartemo – wzór 2

Bardzo podobny wzór z programu GTT na 18 tabliczek (tylko wzór, bez krawędzi) z innym ustawieniem wyjściowym tabliczek. Wzór czytamy od góry (pick 1).

Wzór znaleziony na Pintereście. Niestety nie udało mi się ustalić autora.

 

Tył krajki wykonanej techniką Snartemo („floatworks”)

Więcej o technice Snartemo / “floatwork” w języku angielskim:

Randi Stoltz – reprodukcje pasów z Snartemo i Øvre Berge (floatwork z wykorzystaniem trzech kolorów) wraz z wzorami w PDF

Snartemo-Style Tablet Weaving, Phiala O’Ceallaigh – wprowadzenie, omówienie podstaw

String Page – wzory Snartemo rozpisane w Excelu

Viking Age Tablet Weaving Class Handout, olvikthing.org – zdjęcia fragmentów pasów z Snatremo oraz innych krajek znalezionych przez archeologów.  

Projekt “Tkactwo tabliczkowe wczoraj i dziś – badania, warsztaty, monografia” zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

logo

Kamień, dłuto i co dalej? O procesie rzeźbienia w kamieniu

Parki miejskie to zielone przestrzenie dające okazję do spaceru, ale również do kontaktu ze sztuką. Można odczytać je jako ogólnodostępne galerie rzeźb, w których możemy podziwiać dzieła w przestrzeni natury. Podczas spacerów mamy możliwość podejścia i zbadania tych obiektów “na wyciągnięcie ręki”. W projekcie edukacyjnym, który realizuję chcę zachęcić Was do poznania bliżej łódzkich rzeźb parkowych. Opowiem Wam, dlaczego warto odważyć się ich dotknąć i zbadać kształty i powierzchnie, jakie pozostawiły na nich narzędzia artysty. Historia każdej rzeźby rozpoczyna się w warsztacie rzeźbiarskim, miejscu prawdziwych zmagań artysty z materią.

Kamień – szlachetny, lecz wymagający

Rzeźby parkowe są wystawione na ciągłe działanie warunków atmosferycznych, dlatego do ich wykonania potrzeba wyjątkowo wytrzymałego surowca. Klasycznym materiałem jaki znamy i zobaczymy w przestrzeniach parkowych jest kamień. W zależności od oczekiwanych efektów artysta rzeźbiarz wybiera spośród jego różnych rodzajów. I tak na przykład, marmur charakteryzuje duża wytrzymałość i twardość, piaskowiec z kolei jest bardziej kruchy, przez co łatwiejszy w obróbce. 

Na ostatnim roku studiów wzięłam udział w plenerze artystycznym, podczas którego studenci Akademii Sztuk Pięknych w Łódź stanęli wobec zadania obróbki kamienia. Obserwując ich pracę, będziecie mieli okazję zajrzeć do współczesnego warsztatu rzeźbiarskiego. Przybliżę Wam niektóre momenty tej ciężkiej pracy tak, abyście wędrując po łódzkich parkach mogli na nowy sposób spojrzeć na kamienne rzeźby.

Etapy pracy w kamieniu

Od czego zaczynamy prace w kamieniu? Na początku stajemy wobec kamiennego bloku, z którego artysta wydziela fragment w którym będzie realizował pracę. Dzielenie na części rozpoczyna od wyznaczania szlifierką linii pęknięcia materiału, wzdłuż której nawierca się otwory (zdjęcie 1). Następnie w otworach umieszczane są metalowe kliny (zdjęcie 2, 3), które ułatwiają oddzielenie odpowiedniej części kamienia. 

Studenci Wydziału Rzeźby i Działań Interaktywnych oddzielają bloki kamienia

Dobijając kliny młotkiem, dążymy do oddzielanie bloku. Skała początkowo stawia opór, jednak ostatecznie poddaje się i pęka pod naporem uderzeń. Zadanie wydaje się proste w założeniach. W praktyce uczestnicy pleneru potrzebowali całego dnia, żeby wydzielić części w kamieniu, który widzicie na zdjęciach. Okazał się wyjątkowo twardy i wymagający.

Sukces! Oddzielenie kamiennego bloku

Podążając za projektem, artysta usuwa kolejne fragmenty materiału. Tak dawniej, jak i dziś rzeźbiarz posługuje się narzędziami ręcznymi. Dłuta dają możliwość dużej kontroli i precyzji w kształtowaniu powierzchni. 

Kształtowanie kamienia za pomocą dłut

 

Współcześnie ogromnym ułatwieniem przy obróbce kamienia są elektronarzędzia, które znacznie przyspieszają pracę. Jednym z naszych ulubionych jest szlifierka, która pozwala szybko odłupać pożądany fragment kamienia. Jeśli chcemy usunąć zbędny materiał, nacinamy na nim szlifierką równoległe linie. Technika ta osłabia zwartą masę kamienia i pozwala łatwiej odkuć pożądany fragment.

Zastanawiają Was pewnie maski i okulary, które mają na sobie uczestnicy pleneru. Studenci wyglądają w nich niczym z postnuklearnej rzeczywistości. Maska z odpowiednimi filtrami chroni przed kamiennym pyłem, który powstaje podczas pracy elektronarzędziami. Okulary zabezpieczają przed niespodziewanymi odpryskami kamienia.

Niejedna kobietę ucieszyłby diament w pierścionku, ale nas – rzeźbiarki diamenty także cieszą, ale w tarczach do szlifierki. Kryształy diamentu syntetycznego pojawiają się na powierzchni tarcz do cięcia kamienia po to, by jeszcze skuteczniej pracować w tak wymagającym materiale. 

Na koniec opowiem Wam o gradzinach i groszkownicach. Pod tymi nazwami kryją się narzędzia kamieniarskie, które służą do nadawania faktury. Gradzina to dłuto zębate, uderzając nim w powierzchnię uzyskamy prążkowaną fakturę. A jak wyglądają groszkownice? Ich końcówki są podobne do… tłuczka do mięsa! Równe rzędy ostrych zębów w formie piramid pozostawiają w kamieniu odbicia regularnych wgłębień. 

Kamień obrabiany za pomocą gradziny

Jak widzicie praca rzeźbiarza wymaga odpowiednich narzędzi, ale też ogromnej cierpliwości i uważności przy kształtowaniu materiału. Przyjrzyjcie się śladom tej pracy na kolejnym spacerze po zielonych galeriach, podziwiając kamienne rzeźby w przestrzeniach parków.

Anna Raczkowska

Na zdjęciach studenci Wydziału Rzeźby i Działań Interaktywnych podczas pleneru realizowanego w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Z kamieniem szlifierką i dłutem walczyli: Piotr Czaban, Agata Lipska, Szymon Kowalski, Marta Szaweł.

Artykuł powstał w ramach projektu “Kultura i natura na wyciągnięcie ręki”. Łódzkie parki i ich rzeźby – spacery sensoryczne. Projekt  ma służyć upowszechnianiu wiedzy o kulturze parkowej, o pracy rzeźbiarza, o bogactwie zarówno naturalnym i kulturalnym łódzkich parków. Projekt zrealizowany w ramach programu Kultugranty 2.0 we współpracy z Łódzkim Centrum Wydarzeń.

 

 

„Jak gminne, to nasze!” Wici z wizytą w Stodolarni w Oleśnie

Żuławy są naprawdę malownicze. Pośród urokliwych wiosek i lasów można zobaczyć tu stare młyny, zapomniane gotyckie kościoły i charakterystyczne domy podcieniowe, które przypominają o żyjących tu kiedyś holenderskich osadnikach. O ile o wszystkich tych miejscach można przeczytać w przewodniku, o Stodolarni w Oleśnie wie niewielu. W letnie niedzielne popołudnie spontanicznie odwiedziliśmy Marlenę i Andrzeja Szwemińskich, gospodarzy Stodolarni. Chcieliśmy zobaczyć ich kolekcję staroci i rzeczy unikatowych zebranych w starej stodole. Atmosfera tego miejsca i otwartość gospodarzy sprawiły, że spędziliśmy tam cały wieczór. Dzisiaj opowiemy Wam więcej o Stodolarni i lokalnych inicjatywach stowarzyszenia, które się wokół niej skupia.

Z miłości do staroci

Stodolarnia mieści się w zagospodarowanej starej stodole przy domu Andrzeja i Marleny. Oboje uwielbiają wiekowe przedmioty z duszą i historią i to właśnie nim oddali to miejsce. Znajdziecie tu pięknie zdobione kredensy, stylowe krzesła, stoły, ręcznie malowane szafy i mniejsze obiekty, które kiedyś powszechnie znajdowały się w domach, a których dziś już mało kto używa. Nie brakuje starych narzędzi warsztatowych, naczyń, zastaw, lamp, ale i prywatnych przedmiotów, zdjęć, makatek i ikon. Miejscowi chętnie przynoszą tu skarby ze swoich rodzinnych domów, które nie są im już potrzebne. Pod opieką Marleny i Andrzeja rzeczy te znajdują swoje nowe miejsce i przeznaczenie.

Sztuki tu pod dostatkiem, od ludowej i religijnej po tę współczesną, często będącą dziełem uczestników warsztatów w Stodolarni. Kiedy weszłam tam po raz pierwszy, moją uwagę od razu zwróciły olbrzymie tkaniny „spływające” niczym kotary z antresoli. Te wielkoformatowe obiekty to efekt warsztatów batiku, czyli techniki zdobienia tkaniny poprzez nanoszenie wosku na materiał, a następnie farbowaniu go w kąpieli barwierskiej. Metoda pozwala uzyskać naprawdę imponujące wzory, czego dobrym przykładem są tkaniny górujące nad zbiorami Stodolarni. 

Batikowe tkaniny w Stodolarni

Nasze Oleśno

Stodolarnia pełni funkcję nieformalnego centrum oddolnych inicjatyw w Oleśnie. Marlena opowiedziała nam o licznych projektach, które we współpracy z gminą i mieszkańcami przeprowadziło stowarzyszenie. Jedną z fantastycznych inicjatyw, które zrealizowali była rewitalizacja stawu i przestrzeni wokół niego. Staw, przez lata zarośnięty i zaniedbany, mieszkańcy oczyścili wspólnymi siłami. Teraz jest ozdobą i centralnym punktem wsi. W czasie nocy świętojańskiej mieszkańcy zorganizowali tam imprezę, na której puszczali wianki.

„Bo skoro coś jest gminne to czyje?”, pyta Marlena. „Nasze.” Za jej sympatycznym uśmiechem kryje się olbrzymia energia do działań lokalnych. Stodolarnia powstała między innymi po to, by uświadomić mieszkańcom, że mają realny wpływ na najbliższe otoczenie i mogą je wspólnymi siłami zmieniać i rozwijać. Podobno kiedyś Oleśno było niewidoczne na mapie Żuław. Dzisiaj lokalni z dumą pokazują jego zadbane centrum, a przy napisie „Oleśno” zatrzymują się turyści odwiedzający Stodolarnię i Żuławy.

Stodolarnię odwiedzają indywidualni goście, jak i grupy, w tym klasy szkolne. Można przyjechać tu na warsztaty, można je także tam zorganizować. Stowarzyszenie chętnie podejmuje współpracę w projektach społecznych, edukacyjnych i artystycznych.Przestrzeń Stodolarni można wynająć na imprezy tematyczne i okolicznościowe, spotkania i zjazdy. W budynku znajdziecie klimatyczne sypialnie oddzielone półkami książek, kuchnię i łazienkę. Ewentualnie można się tu zaszyć z herbatą i odciążyć nieco półki uginające się pod ciężarem woluminów. W ogrodzie powita Was sympatyczny owczarek niemiecki.

Miejsce spotkań

Stodolarnia to nie muzeum czy skansem. To miejsce żyje i gromadzi wokół siebie aktywnych i twórczych ludzi. Stowarzyszenie ma na koncie kilka projektów z artystami z całej Polski. Przykładem może być „Pajęczyna”, w którym stara stodoła stała się miejscem warsztatów i realizacji spektaklu teatralnego z udziałem edukatorów i aktorów z całej Polski.

Stodolarnia jest miejscem gromadzenia, ale i tworzenia pięknych i unikatowych rzeczy. Marlena i Andrzej oboje są artystami, zajmują się ceramiką i prowadzą warsztaty. Marlena ma wieloletnie doświadczenie w edukacji, Andrzej w archeologii i muzealnictwie. Z pewnością z chęcią opowie o znaleziskach z epoki WIkingów odkopanych w pobliżu Elbląga, czyli dawnego Truso, wczesnośredniowiecznej osady handlowej. Marlena chętnie dzieli się wiedzą na temat zielarstwa i przędzenia wełny. Syn Marleny i Andrzeja zajmuje się kowalstwem. Tematów do rozmów z pewnością nie zabraknie. 

Marlena i Andrzej Szwemińscy z synem w ogrodzie przy Stodolarni

Polecamy z całego serca! Odwiedź profil Stodolarni na portalu Facebook

 

Skarby ludowego drukarstwa. Relacja z wizyty w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi

W czerwcu 2020 rozpoczęłyśmy realizację projektu “Polskie druki ludowe. Drzeworyt wczoraj i dziś.” W jego pierwszym etapie dokumentujemy i upowszechniamy kolekcję klocków drukarskich do ręcznego odbijania wzorów na materiale, znajdującą się w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.

CMWŁ jest największym w Europie i unikalnym w skali świata muzeum, poświęconym włókiennictwu i wszelkim jego aspektom. Kolekcja Muzeum to podróż przez historię powstawania materiałów od momentu przędzenia nici, przez ręczne tkanie, aż do pełnej mechanizacji produkcji tekstyliów. Jest to także wyjątkowe miejsce na mapie Łodzi – mieści się w odrestaurowanych budynkach Białej Fabryki łódzkiego przemysłowca Ludwika Geyera. To jeden ze słynniejszych fabrykantów XIX wieku, który za swoje pionierskie działania w rozwoju przemysłu włókienniczego zwano nieoficjalnie ojcem Łodzi” czy też, „królem perkalu”. 

Centralne Muzeum Włókiennictwa warto odwiedzić o każdej porze roku, ale latem jest tam szczególnie pięknie – wokół roztacza się park im. Reymonta, obok którego znajduje się dworek Ludwika Geyera. Przy Białej Fabryce mieści się mini skansen architektury drewnianej, w którym można zobaczyć osiem historycznych budynków (willa letniskowa, domy i warsztaty rzemieślników, kościół), typowych dla zabudowy Łodzi w XIX i na początku XX wieku.

Wybrałyśmy się do Muzeum kilka dni po tym jak wznowiło swoją działalność po przerwie spowodowanej epidemią koronawirusa. Wrota archiwum otworzył przed nami pan Marcin Gawryszczak, kierownik Działu Przemysłu Włókienniczego. Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi posiada w swoim archiwum ponad sto klocków drukarskich z XIX i XX wieku. Jedną grupę stanowią przedwojenne klocki drukarskie z Dolnego Śląska. Zostały one oddane Muzeum przez Państwowy Urząd Likwidacyjny zajmujący się mieniem poniemieckim po roku 1945. Inne klocki to darowizny przekazane przez osoby prywatne, których rodziny zajmowały się wytwarzaniem stempli i ludowym zdobieniem tkanin. W ten sposób Muzeum otrzymało klocki i narzędzia rzemieślników z Warszawy i Łodzi. Jeszcze po II wojnie w łódzkich Chojnach (na ulicy Grzybowej) działała wytwórnia klocków drukarskich Józefa Wojciechowskiego. Narzędzia i stemple Józefa Wojciechowskiego przekazał CMWŁ w latach 70-tych jego syn.

Największy klocek drzeworytniczy w kolekcji CMWŁ, wykonane w pracowni Józefa Wojciechowskiego. Zdjęcie: Anna Kępa

Większość klocków drzeworytniczych w kolekcji Muzeum jest datowana na drugą połowę XIX wieku. Najmłodszy został zrobiony w latach 70-tych XX wieku przez studenta Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi (dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego).

Stempel wykonany w latach 70-tych przez studenta PWSP w Łodzi. Zdjęcie: Anna Kępa

Klocki wykonane są różnymi technikami. Zaczęłyśmy od obejrzenia stempli rzeźbionych techniką drzeworytu. Technika ta polega na tym, że na drewnianą deskę nanosi się szkic wzoru, a następnie wycina się dłutami tło. Pozostawione wypukłe miejsca odbijają się na tkaninie. Naszą uwagę zwróciły niedokończone klocki, wykonane przez Józefa Wojciechowskiego na zamówienie Muzeum. Dzięki nim można prześledzić poszczególne etapy tworzenia stempla – od naniesienia rysunku, przez wydobywanie głównych kształtów i powierzchni, po dopracowywanie małych elementów. Oglądałyśmy je dłuższą chwilę, próbując wyobrazić sobie kolejne ruchy dłuta zręcznego rzeźbiarza. Na początku widać odważne, konkretne pociągnięcia, im bliżej końca tym ruchy dłuta delikatnieją.

Niedokończony klocek drukarski. Zdjęcie: Anna Kępa

Pokaźną grupę w kolekcji Muzeum stanowią bloki z nabitymi mosiężnymi blaszkami. Tak wykonany stempel nie był rzeźbiony. Wypukłe powierzchnie, na które nakładano farby tworzyły nabijane mosiężne blaszki. Zachwycił nas kunszt twórcy – technika ta wymaga bardzo precyzyjnego wbijania bardzo drobnych metalowych elementów z zachowaniem równych odstępów. Jeśli wzorem były malutkie kropki, kilkudziesięciocentymetrowy blok mógł zawierać nawet kilkaset mosiężnych pręcików. Po nałożeniu farby zostawiały na tkaninie piękny kropkowany wzór

Klocek drukarski nabijany. Zdjęcie: Anna Kępa

Klocek do odbijania wzoru brzegu, np. fartucha, chusty czy obrusu. Zdjęcie: Anna Kępa

W przyszłym roku klocki drukarskie pojawią się na odświeżonych wystawach stałych poświęconych technice i wzornictwu przemysłowemu, nad którymi obecnie pracuje Muzeum. W przeszłości kilka sztuk było pokazywanych jako przykłady metod drukowania lub stylu wzornictwa. Jak dotąd nie było wystawy dedykowanej ludowemu drukarstwu.

Wizyta w Muzeum zaowocowała mnóstwem wrażeń i przemyśleń, którymi chcemy się z Wami podzielić.

Anna Raczkowska, rzeźbiarka, pomysłodawczyni projektu:

Dla mnie, dla artysty jest to niesamowite spotkanie z wzornictwem i dawnymi rzemieślnikami. Mogłam zobaczyć narzędzia, które niejako przedłużają wiedzę z rąk tamtego rzemieślnika do moich, które będą odtwarzać te stemple na nowo. To jest  dla mnie bardzo ważne. Fantastyczna jest też możliwość dotknięcia stempli, zdjęcia nie oddają ich przestrzenności. Podziwiając te obiekty z bliska, można prześledzić pociągnięcia dłuta i narzędzia, które zostały użyte, tego na zdjęciu nie można zobaczyć. Fotografie pozwalają przedłużyć życie tych obiektów. One same mogą nie przetrwać, ale ich cyfrowe reprezentacje zostaną.

Anna Kępa, dokumentatorka zbiorów, fotografka

Bardzo ciekawe jest móc dotknąć zbiorów, które przez wiele lat leżą >>ukryte<< w archiwum muzeum. Być może niektórych z nich nikt nigdy nie widział, bo nie były częścią wystaw. Podobało mi się dotknięcie tej historii i uświadomienie sobie lat, których upływ widać w drewnie. W strukturze tego drewna tkwi historia. Niesamowite są detale wykonane przez dawnych rzemieślników oraz piękne, idealne kompozycje złożonych wzorów. Dokumentacja takich obiektów i jej upowszechnienie są szczególnie ważne, jeśli nie ma ich na wystawach. Pozwala pokazać ich kunszt wszystkim, którzy normalnie nie mają dostępu do tych zbiorów. Dokumentacja pozwala zwrócić uwagę na piękno tych obiektów.

Emilia Pawłusz, koordynatorka projektu

Mimo tego że Muzeum posiada cyfrowe archiwum, sens projektu “Polskie druki ludowe” polega na tym, aby jeszcze bardziej popularyzować te zbiory. Często do Muzeum i archiwum zaglądają osoby już zainteresowane tematem lub eksperci. Celem naszych działań jest wychodzenie do szerokiej publiczności. Chcemy przypominać, że takie obiekty istnieją i wzbudzić zainteresowanie nimi wśród nowych odbiorców.

Tak, chcemy uświadomić istnienie takich obiektów i pokazać ich potencjał i zastosowanie współcześnie, dodaje Anna Raczkowska.

Różne typy klocków drukarskich. Zdjęcie: Anna Kępa

Dziękujemy Centralnemu Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, a w szczególności panu Marcinowi Gawryszczakowi za udostępnienie obiektów oraz podzielenie się swoją wiedzą i ekspertyzą!

Co powstanie w ramach projektu “Polskie druki ludowe. Drzeworyt dawniej i dziś”? Dokumentacja fotograficzna wybranych stempli z Muzeum, a także procesu rzeźbienia klocków drzeworytniczych. Zrelacjonujemy Wam ten proces na naszym blogu, a finalne efekty będzie można zobaczyć w plikach pdf udostępnianych w formie elektronicznej na wolnej licencji. O poszczególnych krokach w projekcie będziemy informować na naszej stronie oraz profilu Wici na portalu Facebook i Instagram.

Pomysłodawczynią projektu jest Anna Raczkowska.

Projekt zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – „Kultura w sieci” oraz w ramach Stypendium Artystycznego Prezydent Miasta Łodzi.